KALENDARIUM

POWIEDZIELI

KołodziejJanuszNie ma się co tłumaczyć. Dziś nie błyszczałem. Trochę mam problem na takich mniejszych torach.

Janusz Kołodziej po GP Polski (dzień później w lidze zdobył płatny komplet w Częstochowie)

Ocena użytkowników: 4 / 5

Star ActiveStar ActiveStar ActiveStar ActiveStar Inactive
 

StartG2018Na portalu YouTube jest kanał, który nazywa się "Imponderabilia". Osoby niezaznajomione z "internetami", a znające znaczenie owego słowa, możliwe, że doznały właśnie lekkiego szoku. No, bo co robi tak elokwentne słowo na portalu, który przebija się do mediów tradycyjnych głównie w przypadku jakichś skandali z nim związanych? Też bym się nad tym głowił. No dobrze, ale powróćmy do głównego wątku.

Istnieje sobie taki kanał. Jego prowadzącym czy właścicielem jest weteran polskiego Internetu, Karol Paciorek. Pan Karol przeprowadza tam baardzo długie rozmowy. Potrafią one trwać nawet dwie i pół godziny, co w naszym pędzącym świecie jest furą czasu.

Pan Paciorek zaprasza na rozmowy rozmaitych gości – muzyków, youtuberów, dietetyków, czy osoby pracujące w NGOsach. No, jest to naprawdę szerokie spektrum. Jako że te rozmowy są bardzo długie, wiadomym jest, że nie wszyscy, którzy intencjonalnie kliknęli w jedną z nich, dokończą jej słuchać. Dlatego od któregoś odcinka zaproszona osoba, na samym końcu rozmowy, wymyśla słowo, frazę lub zdanie, które w komentarzu mają napisać osoby, które dotrwały do końca. Ale po co ja w ogóle o tym piszę?

Ano piszę dlatego, że osoby, które skonsumowały tę czteroodcinkową sagę pt. „Start Gniezno 2015 - 2018 w ujęciu Piotra Kaczorka”, ciągnącą się dobre pół roku, z czystym sumieniem mogłyby napisać w komentarzu wymyślone przeze mnie słowo. Gdybym miał je wybrać, wybrałbym „wreszcie”. Bo wreszcie dogoniłem w swoich tekstach rzeczywistość. To znaczy, bardziej ona wyhamowała niż ja dogoniłem, ale to nieistotne.

Stety, niestety „Kaczym piórem (5) – to był całkiem niezły Start” nie jest ostatnim tekstem nt. ubiegłego sezonu w wykonaniu czerwono – czarnych. Nie byłbym sobą, gdybym pominął tak istotny element jak jego podsumowanie! Żeby być jeszcze bardziej zgodnym ze sobą, muszę zachować w tym całym bałaganie myśli, ład i porządek. Dlatego podzielimy sobie zawodników na trzy grupy: Polaków, obcokrajowców i juniorów. A żeby już naprawdę zrobić to totalnie po mojemu, wspomożemy się wykresami i tabelami. Ot, taki bajer żem przygotował.

No dobrze, dobrze. Już nie trzymam dłużej w niepewności, bo pewnie siedzicie przed wyświetlaczami rozochoceni i rozgrzani do czerwoności, zatem zapinamy wrotki i ruszamy! Ale najpierw zajrzyjmy do terminarza.

Terminarz

Przypomnijmy sobie na początku, jak ten terminarz wyglądał.

Kolejka

Rywal

D/W

Wynik

1

Daugavpils

D

57:33

2

Lublin

W

54:35

3

Piła

D

58:32

4

Kraków

W

16:44

5

Łódź

D

58:31

6

Rybnik

W

68:22

7

Gdańsk

D

46:44

8

Gdańsk

W

46:44

9

Rybnik

D

45:44

10

Łódź

W

45:45

11

Kraków

D

56:34

12

Piła

W

40:50

13

Lublin

D

47:43

14

Daugavpils

W

50:39

15

Rybnik

D

45:45

16

Rybnik

W

52:38

Zima jest bardzo długa i zimna, a nie ma lepszego sposobu rozgrzewania siebie niż gorące przedsezonowe dyskusje, prawda? ;) Oj, lubimy debatować przy stygnących obiadach, który zespół jest najmocniejszy, który najsłabszy. Która drużyna ma dobry terminarz, a która najmniej korzystny. Brak żużla na tyle doskwiera, że praktycznie wszyscy w tych dyskusjach bierzemy udział. I ja bardzo te dyskusje lubię, biorę w nich czynny udział, chociaż poza wspomnianym zaspokajaniem głodu, jak powszechnie wiadomo, nie mają one większego sensu, bo – uwaga, petarda – WSZYSTKO ZWERYFIKUJE TOR.

No i o ten terminarz głównie mi chodzi. Bo czy jest w ogóle coś takiego jak korzystny terminarz? Nie wiem, ale wydaje mi się, że chyba nie, bo zawsze może pójść coś nie tak, jak miało pójść i jest tzw. lipton. I tak samo było w przypadku terminarza GTM-u na sezon 2018. Niby fajnie, bo początek nie najtrudniejszy, ale z drugiej strony – co gdyby nie udało się w pierwszych czterech rundach zdobyć sześciu punktów, a, np. dwa? No, byłoby prawdopodobnie ciepło, bo widmo spadku zajrzałoby w oczy. Nie wspominając o konsekwencjach w postaci odpływu widzów ze stadionu, gorszej atmosferze w drużynie i tak dalej, i tak dalej.

Skończyło się jednak dobrze, bo drużyna się rozpędziła i nabrała pewności siebie. Nawet ten blamaż w Rybniku wyszedł na dobre, bo chłopaki – tak mówił mi Rafael Wojciechowski – wzięły się ostro do pracy szczególnie nad meczami wyjazdowymi. A zarządzający wyciągnęli wnioski – od tamtego momentu jest banicja na wszelkie odległe imprezy towarzyskie dzień przed meczem, żeby kierowcy nie byli na lidze zmęczeni. Kubeł zimnej wody się przydał, a efekty tej ostrzejszej pracy było widać tak, że brawa dla was.

- Lokomotiv na początku roku może nie być tak wjechany w sezon. Ze względu na trudne warunki atmosferyczne na Łotwie, później zaczynają treningi, długo szukają toru do jazdy. Wiedziałem, że nie będą jeszcze w optymalnej formie i że trzeba to wykorzystać, by zgarnąć bonus w dwumeczu. Tak mi powiedział Rafael Wojciechowski przy okazji pytania o inauguracyjny mecz. To jest myśl wyciągnięta z wywiadu, która się do jego ostatecznej wersji nie zmieściła. Była ona dla mnie nowością, bo choć byłem świadomy tego, że na Łotwie zima trzyma dłużej, to nie łączyłem nigdy tego faktu z możliwą gorszą dyspozycją „Loko” na początku sezonu. Jest okazja, więc się dzielę. Nie ma za co, piąteczka.

Wracając do dywagacji nt. dobrego terminarza, nie zapominajmy, że oprócz odpowiedniego sprzętu, przygotowania fizycznego i innych aspektów, warto mieć w żużlu trochę szczęścia. A to, któryś z przeciwników zostanie osłabiony w trakcie meczu (Gdańsk), a to rywal będzie przeżywał problemy organizacyjne (Piła), a inny zespół będzie pogubiony na własnym torze (Łódź). Nie ujmuję tu oczywiście zasług gnieźnianom, bo problemy przeciwników trzeba umieć wykorzystywać. Tak też czerwono – czarni robili. Oklaski po raz drugi.

 

Polacy

Uporaliśmy się z szybkim przeglądem terminarza, dlatego wracamy do obiecanych podsumowań zawodników. Maestro! Wykres i tabelki proszę!



Tabela przedstawiająca średnie biegowe danych zawodników uzyskane w meczach danej kolejki.


GałaAdrian2017

Adrian Gała. Tak nazywa się dżentelmen, od którego zaczniemy. A teraz przyznać się – ile osób prychnęło pod nosem, czytając „dżentelmen”? Ty gnieźnieński przygłupie toż to bandyta jest!!1!11‼‼

Nie mogę zacząć od innego wydarzenia. Kopniak/uderzenie nogą/dotknięcie nogą wymierzone w Andżeja Lebiediewa przyniosło „Heniowi” chyba najwięcej rozgłosu w tym sezonie. Nie będziemy jednak teraz tego rozpamiętywali, bo małą analizę popełniłem w „Kaczym piórem (3)”, do którego przeczytania zachęcam.

Ta sytuacja z Łotyszem znalazła się tutaj po to, by pokazać jeden z dwóch głównych problemów Adriana – głowa i technika jazdy. Oprócz sytuacji z 9. kolejki mieliśmy jeszcze jedną akcję, w której Adiemu chyba (!) się zagotowało pod kaskiem. Chyba, bo w jego głowie nie siedzę, a zatem nie jestem pewien intencji, które mu wówczas przyświecały.

Mowa tu o spięciu z Andersem Thomsenem w 15. biegu, meczu 8. rundy Nice 1. LŻ. Nie będziemy rozstrzygali, czy to bardziej Adrian się zagotował, czy może to bardziej Anders faulował. Upadek i wykluczenie jest faktem, co oznacza, że rozjemca tego meczu uznał, że Adik niesłusznie się przewrócił. Moim zdaniem oba te zdarzenia pokazują, że Gała nie zawsze myśli chłodno. W obu sytuacjach wybrał rozwiązanie egzekwowane natychmiastowo. W sytuacji z Lebiediewem mógł nie wyciągać nogi w jego kierunku, tylko położyć ją grzecznie na haku, odkręcić manetkę i śmigać do wejścia w następny łuk, by tam spróbować go wywieźć. W drugiej sytuacji mógł pięknie wpuścić Duńczyka w krawężnik, a sam wejść w ten zakręt szeroko, przyciąć do wewnętrznej i wysuwać się na wyjściu do bandy.

Nie wiem, jak by się obie sytuacje skończyły przy wybraniu alternatywnych wariantów. Przypuszczam jednak, że Adrian wybrał tak, a nie inaczej ze względu na wciąż dość małe doświadczenie i młodzieńczą fantazję. Myślę, że im dłużej Henio będzie jeździł, tym mniej takich sytuacji będzie się zdarzało. Ot, prawo młodości.

Jeżeli chodzi o technikę jazdy, to temat wydaje się być bardziej skomplikowany. Nie wiem ile osób ma podobnie, ale ja jak widzę Adriana wchodzącego wąsko w łuk, mimowolnie napinam w ciele wszystkie mięśnie, bo widzę już oczami wyobraźni, jak wjeżdża on prosto w bandę. Serio. Nie wiem, czy jest zawodnik nie będący wciąż początkującym juniorem, czy wręcz adeptem, którego umiejętności jestem mniej pewien. Cieszy mnie jednak w tym wszystkim jeden fakt – widać, że Gała nad tym pracuje. Widać różnicę jeśli chodzi o sylwetkę, gdy przypomnę sobie mecze na początku sezonu i gdy myślę o meczach z jego końca. Zastanawiam się jednak, gdzie jest granica jego możliwości, tzn. jaka jest najładniejsza, możliwa przez Adiego do osiągnięcia, sylwetka. Mam wrażenie, że to nie jest do końca sprawa złych nawyków (choć prawdopodobnie także), a raczej jego budowy ciała. Adrian jest po prostu bardzo niski, ale czy to uniemożliwia ładne i pewne ułożenie ciała na motocyklu? Nie wiem, nie jestem specjalistą, choć wydaje mi się, że może mocno utrudniać. Niemniej, życzę Adrianowi dużo cierpliwości przy pracy nad tym elementem rzemiosła, bo zapał już jest. Inaczej nie byłoby widać żadnego progresu.

Kończąc wywód o Adrianie przejdźmy do wykresu. No i cóż mogę powiedzieć na temat tego, co tam widzę? Czapki z głów, Henio! Nigdy w życiu bym nie pomyślał, że akurat ten zawodnik będzie liderem Startu w tym trudnym, bo debiutanckim w Nice 1. LŻ, sezonie. Co prawda ta linia prezentująca średnią biegową na przestrzeni sezonu szła wraz z jego biegiem w dół, ale to wciąż są niemałe wartości. Tak, jak ten „kompletny” finał z 2017 roku w wykonania Adriana, no, mógł być dziełem przypadku, czy zbiegiem korzystnych okoliczności, tak cały sezon już nie. Nawet gdyby się okazało, że trafił mu się jakiś złoty silnik, to wciąż - motocykl sam nie pojedzie. Musi dosiadać go i kierować nim jeździec. A ten był w tym sezonie naprawdę dobry. Pozostaje życzyć utrzymania formy z tego sezonu i jazdy na takim, czy nawet wyższym, poziomie w sezonie 2019.

***

W grupie polskiej poza Adrianem mieliśmy jeszcze dwóch "rajderów" – Mirosława Jabłońskiego i Marcina Nowaka.

Jabłoński Mirek2018


Mirek – chłopak stąd, wychowanek. Pierwszy do zabawy z kibicami, pierwszy obrywający za porażki zespołu. Do niedawna kapitan zespołu. Sezon w jego wykonaniu był… mocno średni. Pierwsza część sezonu na własnym torze była znakomita. Wystarczy jednak zajrzeć do tabelki powyżej i przekonamy się, że na wyjazdach i w drugiej części sezonu nie było już tak kolorowo.

Marcin – chłopak z Leszna, traktowany jak swój. Mam wrażenie, że Marcin Gniezno polubił, czy może nawet pokochał, i to z wzajemnością. W jego wykonaniu sezon również był średni. Słaby początek sezonu, zwyżka formy w jego środku i jej spadek w końcówce, z przebudzeniem w Rybniku.

Obaj panowie byli największymi zagadkami okresu transferowego. Kto zostanie – Jabłoński czy Nowak? Został Mirek. Nie wiem, czy to dobrze, ale czuję, że podjąłbym podobną decyzję, nawet pomimo tego, że w meczach, w których jechali obaj panowie, częściej lepsze wyniki osiągał Marcin i wygrał ten korespondencyjny pojedynek 5:4. Uzasadniając swoją decyzję, powiedziałbym, że – choć to dość słaby argument – Jabłoński bardziej przekonuje mnie swoją jazdą – jest bardziej widowiskowa, waleczna, choć w tej walce zdarza się Mirkowi popełniać błędy. Ponadto, wydaje mi się, że w przypadku Jabłońskiego problem był z utrzymaniem wysokiego poziomu. U Marcina był to chyba bardziej problem z wejściem na taki pułap.

Marcin odszedł do Poznania, ale myślę, że minie kilka lat i ponownie przywdzieje czerwono – czarny kevlar, o ile Start nie awansuje do Ekstraligi. A może Marcin wejdzie na poziom ekstaligowy? Nie wiem, ale zarówno klubowi, jak i Marcinowi owej Ekstraligi życzę.

Ponadto, Mirek jest wychowankiem klubu, który, mam wrażenie, naprawdę kocha. A dowodem tej miłości niech będzie chociażby sytuacja z meczu z Rybnikiem, kiedy to "nie opanował motocykla i upadł na tor w ferworze walki". ;) Nie zapominajmy też, że w domu państwa Jabłońskich nie zawsze było w tym roku super. Tomasz Dryła wspominał w swoim felietonie o chorobie córki Mirka. Nie wiem na ile to jest prawda, nie mam zamiaru dopytywać. Jeśli jest to prawda, a nie ma powodu, by w tę informację nie wierzyć, to po pierwsze życzenia zdrowia dla niej, a po drugie – bez wątpienia miało to wpływ na dyspozycję ojca na torze.

Super się stało, że Mirek wrócił do Gniezna po tych wszystkich latach wojaży do odległych klubów. Widzę go w roli ambasadora gnieźnieńskiego sportu żużlowego na kolejne lata. Uśmiechnięty, dobrze odnajdujący się wśród ludzi i za mikrofonem, medialny. Relacja Mirka z klubem dodatkowo się zacieśni, bo został ambasadorem Aforti Szkółki Żużlowej, a po uzyskaniu odpowiednich dokumentów, będzie jej trenerem. Dobrze jest, by klub miał swoją twarz. Twarzą Startu jest na ten moment Mirek i myślę, że obu stronom powinno zależeć na utrzymaniu tego stanu.

***


Miejsce Marcina Nowaka w tej grupie zajął Oskar Fajfer, czym spowodowano, że polskimi seniorami Car Gwarant Startu Gniezno w sezonie 2019 będą sami wychowankowie tego klubu. Brawa po raz trzeci! Co do Oskara – nie wiem, czy to jest dobry wybór. Na miejscu włodarzy Startu w pierwszej kolejności uderzałbym do Kacpra Gomólskiego. Dlaczego? Bo Oskar Fajfer od trzech sezonów notuje regularny regres, jeżeli chodzi o średnią biegową, natomiast Kacper Gomólski – jasne, miota się pomiędzy Nice 1. LŻ a PGE Ekstraligą – jednak w swoim ostatnim sezonie pierwszoligowym był 9. zawodnikiem ligi. Przytoczone liczby nasuwają jeden wniosek - Kacper jest po prostu lepszym zawodnikiem. Jednak w klubie usłyszałem, że tematu Kacpra w ogóle nie było, bo stracił on cały sezon, w związku z czym, zachodziła obawa, że będzie problem z odbudową formy. Brzmi sensownie, jednak myślę, że warto było zaryzykować.

Ale to nie ja decyduję o składzie Startu Gniezno. Włodarze wybrali inaczej i nie pozostaje nic innego, jak tylko życzyć pierwszego od trzech lat wzrostu całosezonowej średniej biegowej Oskara! Myślę, że to ma prawo się wydarzyć, choćby z tego względu, że przy W25 Oskar się wychował, więc zna ten tor bardzo dobrze.  

GomólskiKacper

 

Obcokrajowcy



Jeżeli chodzi o stranieri, sprawy wydają się być prostsze.

Jurica Pavlic – tutaj sytuacja bardzo podobna do tej z Adrianem. Myślę, że nikt się nie spodziewał, że to właśnie Chorwat będzie jednym z dwóch liderów Startu. Niech sobie „Jura” będzie kimkolwiek zechce – turystą, autostopowiczem, sprzedawcą kebabów – nieważne. Byle tylko utrzymał ten poziom, który prezentował w tym sezonie, a będzie dobrze. Trzymam za niego kciuki, bo swoim zachowaniem na torze i poza nim zyskał moją dużą sympatię. Holowanie Olivera Berntzona w Łodzi powinno się pokazywać adeptom sportu żużlowego na zajęciach z jazdy drużynowej. Skidam kape, Jurica!

***

Kim Nilsson – no, ten kolega to wyleciał chyba na własne życzenie. Tzn. w teorii nie wyleciał, ale w praktyce już tak. Wiecie co, nie wiem, może ja mam jakieś skrzywione spojrzenie, ale po co w Daugavpils Kim przyznawał się, że nie chce jechać? Jeździsz w Polsce – chyba jedynym kraju na świecie, gdzie żużel jest traktowany bardzo poważnie. Żeby się liczyć w żużlowym świecie, musisz tam jeździć, a jest przecież bardzo duża konkurencja. I co, liczysz, że menadżer zespołu doceni, że byłeś szczery i powiedziałeś mu, że nie możesz wykonać swojej pracy, bo twoje narzędzie pracy, na którego przygotowanie dostałeś pieniądze, nie działa najlepiej? Skończyłem dopiero 18 lat. Gdy rozmawiam ze starszymi od siebie – coraz mniej, ale wciąż – łapię się na tym, że jestem w pewnych aspektach naiwny. Jednak myślę, że pan Nilsson jest jeszcze bardziej naiwny, pomimo dziesięciu wiosen na karku więcej.

Rozważmy – co się stanie jeśli wyjedziesz do biegu? Przypomnijmy, że twoja drużyna już się utrzymała w lidze i awansowała do fazy play-off, ma na koncie bonusa za ten dwumecz i jedzie te dwa biegi o nic. Tzn. wiadomo, każdy chce wygrać i inne tego typu slogany, ale sami rozumiecie, o co chodzi. Najgorsze scenariusze to: przyjazd na metę na ostatnim miejscu lub defekt. Zero punktów? „Sorry trener, złe przełożenia, byli lepsi.” Defekt (drugi tego dnia)? Rzucasz ostentacyjnie motocyklem w parkingu, goglami w krzesło, idziesz od razu do menadżera i mówisz „Sorry trener, dzwonię zaraz do tunera i robimy jutro przegląd silnika. Tak nie może być, że mam dwa defekty jednego dnia! Przepraszam”. Następnego dnia wystawiasz fakturę, nie wylatujesz ze składu na kolejne mecze, dwa dni później dzwonisz do menadżera i mówisz „noo, trener, mamy to! Była uszkodzona <tu wpisujesz dowolną część motocykla>. Teraz już będzie tylko lepiej!” i nie tracisz frajersko angażu na kolejny sezon.

Kim to waleczny zawodnik z potencjałem na fajne zdobycze, nawet w Nice 1. LŻ. Życzę mu powodzenia w szukaniu nowego klubu, chociaż obawiam się, że może mieć z tym problem. No i więcej cwaniactwa w przyszłości.

***


Podobnie, jak w przypadku Polaków, pozwolę sobie zestawić parę obcokrajowców, pomiędzy którymi wybierano w Gnieźnie w trakcie okienka transferowego.

Eduard Krčmář i Oliver Berntzon. Właśnie o tych panów tutaj chodzi! Eda – rocznik 1996, Oliver – rocznik 1993. Wiek – bardzo podobny. Postura – również. Cóż zatem zadecydowało? Chyba ligi zagraniczne, a dokładniej Szwecja. Wydaje mi się, że lepiej mieć zawodnika, który rozwija się jeżdżąc razem z Hancockiem, Janowskim, Dudkiem i Przedpełskim niż tego, który jeździ w drużynie z Jamrogiem, Simotą i Chlupaciem, z całym szacunkiem dla nich. Średnie obu panów w Polsce były w zasadzie identyczne, choć nie ma co ukrywać, że Oliver był w tym sezonie stabilniejszy.

***

Tę formację wzmocniło dwóch grajków – Andriej Kudriaszow i, co dla mnie istotniejsze, Frederik Jakobsen. Zaczniemy od tego drugiego.

Frederik to chłopak, którego bardzo lubię. Nie tylko dlatego, że jest pierwszym i jednym z niewielu zawodników, z którymi się znam. Wiecie, ja go znam i on mnie zna, nie tylko ja jego, jak to czasem bywa. To naprawdę sympatyczny młodzieniec, któremu wróżę dużą karierę. Nie tylko dlatego, że ma talent do jazdy i ojca byłego żużlowca, który jest dla zawodnika wsparciem. Frederik, pomimo młodego wieku, ma naprawdę poukładane w głowie.

Jakobsen Frederik PSZ2017


Jakoś we wrześniu zamieniliśmy kilka wiadomości na temat kolejnego sezonu. Oczywistym wydawało się, że w końcu opuści drugoligowy front i przeniesie się co najmniej poziom wyżej. Zaimponował mi przy tej okazji dojrzałością w doborze klubu. Tu nie, bo zbyt wysokie ciśnienie, tu nie, bo nie będzie okazji do jazdy. Wybrał dobrze – tak sądzę – choć łatwo o skład nie będzie. Sam jest tego jednak świadomy. Na wiadomość, w której wyraziłem nadzieję, że uda mu się wywalczyć miejsce w składzie odpisał tylko: "I will, wait and see" 😜. No, kolego, mam nadzieję, że nie będę musiał długo wait!

Andriej Kudriaszow to kolejny dobry biznes zrobiony przez działaczy Startu. Wieść niesie, że nie tylko w wymiarze sportowym, ale również finansowym.

Myślę, że również Rosjanin ma prawo być zadowolony z tytułu nawiązania współpracy – wypłaty na czas, brak presji i rola lidera zespołu. Nic, tylko wystrzelić z formą i prowadzić ten zespół do zwycięstw!

 

Juniorzy


 


 

Widzicie, Drodzy Państwo, teraz tak z przymrużeniem oka, ale czegoś o mnie nie wiecie. Mianowicie autorem tego tekstu jest wieloletni prezes Chrobrego Gniezno – potentata żużlowej gry menadżerskiej SpeedwayRulez. Od małego wykazywałem dryg do zarządzania, ale tam to dopiero poszalałem!

Chrobry Gniezno został założony przed rozpoczęciem drugiego sezonu gry i działał przez osiem growych lat. Zaczynaliśmy od 2. Ligi i – żeby była jasność – to my pokazaliśmy Motorowi Lublin, jak w dwa lata awansować o dwa szczeble. W debiutanckim sezonie w Ekstralidze wywalczyliśmy brąz. Panie Jakubie Kępo, może pan śmiało potraktować to jako wyzwanie!

Drugi rok w Ekstralidze – srebrny medal. Kolejny sezon startów – 5. miejsce. Obiecałem kibicom i sobie, że taki sezon więcej się nie powtórzy. Jak obiecałem, tak uczyniłem. Kolejne trzy sezony – brąz, srebro, złoto. I zawieszenie kariery menadżerskiej.

W tej całej zabawie, którą bardzo lubiłem i, choć nie gram, wciąż lubię, najważniejsze były dla mnie dwa aspekty funkcjonowania klubu – finanse i młodzież. Szkółka została rozbudowana do maksimum w ciągu dwóch pierwszych sezonów. Później cały czas była pełna i przeznaczałem maksymalne możliwe środki na szkolenie. Oprócz tego, w sezonie zakończonym piątym miejscem, zatrudniłem maksymalną liczbę skautów i całą gromadę młodych wolnych strzelców z rynku. Sezon zakończyłem z 19 juniorami "na przyszłość", a kolejny już z 26. Efekty tej pracy z młodzieżą były bardzo dobre, ale nie są istotne dla tego tekstu.

Dlatego tak bardzo moje serce się radowało, gdy obserwowałem jazdę juniorów Startu w tym sezonie. Tym bardziej cieszył mnie fakt, że była to niespodzianka. No, może w przypadku Norberta Krakowiaka trochę mniejsza, bo potencjał tego zawodnika był od wielu lat wszystkim znany. Jednak Maks Bogdanowicz swoją postawą zszokował znakomitą większość kibiców tego sportu. Kto by się spodziewał, że kierowca, który w drugiej lidze nie łapał się do składu meczowego swojej drużyny, w pierwszej lidze będzie liderem formacji juniorskiej swojego zespołu z całkiem przyzwoitą średnią? Niewielu, oj, bardzo niewielu.

Bogdanowicz Start2018

 

Cieszy też fakt, że nie przywozili oni punktów tylko na "trupach" i często musieli się wykazać czymś ekstra, by je zdobyć. Przed oczami mam wciąż bieg z meczu z Rybnikiem w rundzie zasadniczej (nie za często go przytaczam? Tak mi się coś wydaje. Większość przykładów pochodzi z tego meczu). Dokładnie bieg numer 4, w którym Mirosław Jabłoński i Norbert Krakowiak przywieźli na 5:1 Kacpra Worynę. Rybniczanin naprawdę siedział na kole Norbertowi, a ten spokojnie i pewnie wybierał optymalną linię jazdy, bez zbędnego nerwowego oglądania się za siebie. Ręce same składały się do oklasków.

Fakt – bywały momenty, gdzie był widoczny brak doświadczenia lub zbyt dużo młodzieńczej fantazji i gorączki pod kaskiem. Jeśli to czytasz – tak, Maks, o Tobie mowa – wiedz, że czasem lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu!

Z trzech czerwono – czarnych muszkieterów ostał się jeden. Było takich dwóch, co jeden pytał, drugi odpowiadał i jeden z nich nie rozumiał, dlaczego GTM wypuścił dwóch juniorów. Spieszę z odpowiedzią. Obaj zawodnicy woleli Ekstraligę, bo widzieli ją jako korzystniejszą opcję zarówno finansowo, jak i sportowo. A że w Gnieźnie zarządzający chyba lubią zawodników, o czym świadczy choćby fakt, że chcą na nich wydawać dodatkowe pieniądze w ramach płatności za jazdę w DMPJ, pozwolili odejść Bogdanowiczowi na wypożyczenie do Torunia. Krakowiaka nie wypuścili. Przegrali o niego walkę z Falubazem.

O finansach raczej nie ma co dyskutować, bo wiadomo, że zakładając nawet dużo mniejszą liczbę zdobytych punktów, obaj pewnie zarobią więcej. Ale czy sportowo wyjdą tak dobrze? No, nie wiem. Jeśli Norberta będą omijały kontuzje, to na pewno ma szansę coś w tej Ekstralidze pokazać. Kontrakt na dwa sezony i pozycja lidera formacji juniorskiej mogą pozwolić mu rozwinąć skrzydła. Natomiast Maks wykonał co najmniej ryzykowny ruch ze względu na konkurencję w zespole i liczbę lat, które mu zostały do końca wieku juniorskiego. O ile na samym początku może być pewniakiem do składu, kto wie, czy w dalszej części sezonu do ósemki nie zaczną pukać Nizgorski i Rydlewski. Nie wiem jaki poziom oni prezentują, ale wiem, że w Grudziądzu i okolicach na widok jazdy Nizgorskiego cmokali z zachwytu. Nie zmyślam, tak było. Dlatego z tym większą starannością będę obserwował poczynania Maksa, trzymając za niego jednocześnie kciuki.

 

Nie zapominajmy jednak o tym trzecim. Damian Stalkowski, bo o nim mowa, to zawodnik nie gorszy od wcześniej wymienionych Krakowiaka i Bogdanowicza. Nie pójdę ze swoją oceną tego zawodnika tak daleko, jak Rafael Wojciechowski, który stwierdził, że rodowity bydgoszczanin ma większy talent od ekstraligowej obecnie dwójki, ale szczerze przyznam, że nie jest to zawodnik o wiele gorszy. Bo jeśli w ogóle jest, to naprawdę niewiele. Bardzo niewiele.

Przed Damianem naprawdę wielka szansa. Jest – przynajmniej na początku sezonu – pewniakiem do składu i liderem tej formacji. Oby tylko w podejściu do zawodu wszystko grało, bo swego czasu krążyły w mediach głosy niezadowolenia z pozatorowej postawy Stalkowskiego.

***

W przyrodzie zachodzi pewna równowaga zjawisk. Nie inaczej jest przy Wrzesińskiej w Gnieźnie – odeszło dwóch juniorów, przyszło także dwóch – Kevin Fajfer i Mateusz Błażykowski.

Jeżeli chodzi o tego pierwszego to przed nim ostatni sezon w gronie juniorów. Z poprzednich dwóch na pewno nie może być zadowolony, bo trapiły go kontuzje. Z GTM-u, w barwach którego zdał licencję, odszedł do Poznania, by teraz do Gniezna powrócić. W kuluarach krążą słuchy, że nie zadecydowały o tym tylko i wyłącznie względy sportowe.

Jednak niezależnie od powodów powrotu w szeregi czerwono – czarnych, wydaje się, że obie strony były na siebie trochę skazane. Start potrzebował objeżdżonego juniora, a Kevin nowego klubu. Choć inna wieść niesie, że miał oferty z innych miast, to opcja powrotu na stare śmieci musiała okazać się najkorzystniejsza.

Co pokaże Kevin? Nie wiem. Może wystrzeli z formą, a może zawiedzie na całej linii. Po cichu liczę i życzę mu tego, by ziścił się ten pierwszy scenariusz.

Stalkowski Fajfer


Jeżeli chodzi o drugiego pozyskanego młodzieżowca, nie jestem już takim optymistą. Faktem jest, że – jak mówił w rozmowie z naszym portalem Rafael Wojciechowski - Mateusz Błażykowski niczego jeszcze nie pokazał. Jest to niewątpliwie zręczny eufemizm, bo patrząc na średnią poniżej jednej dziesiątej punktu na bieg, na myśl przychodzą inne zdania niż „zawodnik nie pokazał jeszcze pełni swojego potencjału”.

No, ale zobaczymy. Być może nos menadżera GTM-u ponownie nie zawiedzie i za trzy lata, kiedy Mateusz będzie kończył wiek juniora, dzięki sumiennej pracy przez ten okres, będzie czołowym juniorem ligi. Tego szczerze mu życzę!

***

Zmierzając do końca tego tekstu chciałbym napisać kilka słów o dwóch innych kwestiach. Pierwsza z nich to menadżer drużyny.

Kiedy w 2017, czy może jeszcze 2016, podano informację, że menadżerem drużyny będzie Rafael Wojciechowski nie myślałem o nim, jako o fachowcu, który sobie w tej roli poradzi. Znałem go z tego, że był przez parę lat kierownikiem drużyny i w zasadzie tyle. Bardziej kojarzył mi się ze sprawami formalnymi, zarządzaniem, aniżeli ze sprawami sportowymi. W momencie ogłoszenia tej decyzji pomyślałem, że to dlatego, że jest jednym z założycieli klubu i z tej grupy kilku, czy kilkunastu osób był najbliżej parku maszyn. Podejrzewałem, że poprowadzi zespół w drugiej lidze, a po awansie odda stery w ręce bardziej doświadczonej osoby.

Częściowo się nie myliłem, bo do sztabu GTM-u dołączył Piotr Szymko, jednak patrząc wstecz, widzę, że był on bardziej człowiekiem odpowiedzialnym za szkolenie młodzieżowców, aniżeli za zarządzanie pierwszą drużyną. Co było dla mnie pewną niespodzianką, pan Rafael poradził sobie w roli menadżera zaskakująco dobrze. Dość powiedzieć, że zespół bez żadnych gwiazd zajął 3. miejsce w lidze. Do tego Wojciechowski jest jedną z osób odpowiedzialnych za „twierdzę Gniezno”. Ma też z pewnością swój udział w tworzeniu dobrej atmosfery wewnątrz drużyny. Kiedy z nim rozmawiałem, odniosłem wrażenie, że te decyzje raczej nie są dziełami przypadku. Czy to w kwestii składu na mecz, na sezon, czy w kwestii taktyki meczowej – są one poparte jakimiś głębszymi przemyśleniami. Chylę czoła, gratuluję, oby tak dalej!

Żeby jednak nie było tak cukierkowo do czegoś się przyczepimy. Otóż mam wrażenie, że w tym sezonie zabrakło odrobiny odwagi w stawianiu na juniorów. Co prawda w meczach 2., 7., 8., 12. i 14. rundy Nice 1. LŻ juniorzy nie dali powodów, by chcieć nimi zmieniać innych zawodników, a w meczach 4., 5. i 9. rundy to inni zawodnicy nie dali powodów, by ich zmieniać, ale już w 10. rundzie taka zmiana Stalkowski za Nowaka by pasowała. Albo w 15. kolejce, taki Krakowiak za Nowaka? Jak na moje - miodzio!

Były jeszcze dwa fajne momenty, by zmienić seniorów juniorami – rundy 13. i 16., jednak w obu przypadkach bardziej doświadczeni zawodnicy pojechali bardzo dobrze. Byli to, odpowiednio: Mirosław Jabłoński (przywiózł 3 punkty w biegu, w którym chciałem go zmienić) i Eduard Krčmář (2 punkty). Tym samym obronili decyzję swojego dyrygenta.

***

Jako ex-prezes chciałbym jeszcze napisać parę słów o funkcjonowaniu klubu. Generalnie jest to bardzo dobry czas na bycie kibicem Startu Gniezno. Mnie, czyli człowieka żużlowo urodzonego w Gnieźnie, rozpiera duma, że mój klub jest tak dobrze zarządzany. Klubowe finanse, jak mówią włodarze, są w bardzo dobrej kondycji – wypłaty są realizowane na bieżąco, a z wpływami też nie ma problemu.

     Cieszy mnie też otwartość tych ludzi. Sam miałem okazję przekonać się, że nie będąc w żaden sposób związany z GTM, można liczyć na dobrą współpracę. Wyobraźcie sobie: przychodzi 18-letni pismak do biura klubu, rzuca pytanie o budżet... i dostaje szczerą (wierzę) odpowiedź, która jest poszerzona o bilans wpływów i wydatków. Sam fakt szybkiej i rzeczowej odpowiedzi już cieszy, bo są niedaleko od Gniezna prezesi, którzy mają problem powiedzieć o wysokości własnego budżetu, a co dopiero rozmawiać o bilansie. Nie wiem, jak w owym klubie wyglądają finanse, ale jestem ciekaw, czy gdyby w Gnieźnie z pieniędzmi nie było tak kolorowo, to czy też byłoby tak łatwo o odpowiedzi. Wolę się jednak o tym nie przekonywać.

    No cóż, musicie Państwo przyznać, że wygląda to dobrze. Dodajmy do dobrej kondycji finansowej jeszcze, poszerzoną w ostatnim czasie, współpracę z Grupą Aforti. Choć umowa jest podpisana na rok, to źródła donoszą, że obie strony mają w planie współpracę przez cały czas trwania programu, czyli do 2024 roku. Być może będzie ta współpraca jeszcze poszerzana, zobaczymy. Zajmiemy się tym tematem przy innej okazji, bo wciąż nie są znane szczegóły owego programu. Znamy jedynie cele, a raczej wyzwania, które stawiają sobie obie strony na ten okres, a są to:

     🏁 Wygrana w Drużynowych Mistrzostwach Polski Juniorów,

     🏁 Wygrana w Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostwa Polskich Juniorów,

     🏁 Medal Drużynowych Mistrzostw Świata Juniorów,

     🏁 Medal Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów,

     🏁 Budowa toru pitbike dla najmłodszych adeptów szkółki Aforti Startu Gniezno,

Przytaczam je, bo chyba nigdzie w żużlowych mediach informacyjnych nie pojawiła się o nich wzmianka (jeśli się pojawiła, to oczywiście będę zwracał honor), a uważam, że to bardzo ciekawe cele. O ile cztery z nich uważam za całkiem możliwe do realizacji, o tyle ten dotyczący medalu IMŚJ jest, no, bardzo ambitny. Jednak podobno jest w szkółce potencjał sportowy, by temu wyzwaniu sprostać. Trzymam kciuki i będę obserwował!

 

Piotr Kaczorek 🦆 (Twitter)

PS Nie wiem, czy ta wiadomość rozeszła się po internetach, ale na przełomie roku Grupa Aforti zrobiła naprawdę miłą niespodziankę. Otóż wszystkie redakcje piszące o gnieźnieńskim żużlu otrzymały paczuszkę z klubowym folderem, informacją prasową nt. planów drużyny oraz klubowymi upominkami - szalikiem Startu i figurką żużlowca. Nie muszę dodawać, że decyzją naszego Naczelnego stałem się finalnym adresatem ww. paczuszki :) To także cieszy, że takie przyjazne sposoby promocji klubu są wykorzystywane właśnie w Starcie. Gdzie indziej bywa, że selekcjonują media na te "piszące tak, jak należy" i resztę, gdzieś tam odbierają ludziom akredytacje... a w Gnieźnie każdy jest mile widziany.

PPS No to jak, kto dotrwał? Wreszcie 😉

Korzystanie z linków socialshare lub dodanie komentarza na stronie jednoznaczne z wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych podanych podczas kontaktu email zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych. Podanie danych jest dobrowolne. Administratorem podanych przez Pana/Panią danych osobowych jest właściciel strony Jakub Horbaczewski . Pana/Pani dane będą przetwarzane w celach związanych z udzieleniem odpowiedzi, przedstawieniem oferty usług oraz w celach statystycznych zgodnie z polityką prywatności. Przysługuje Panu/Pani prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.

KALENDARIUM

POWIEDZIELI

KołodziejJanuszNie ma się co tłumaczyć. Dziś nie błyszczałem. Trochę mam problem na takich mniejszych torach.

Janusz Kołodziej po GP Polski (dzień później w lidze zdobył płatny komplet w Częstochowie)

NAJBLIŻSZE ZAWODY W TV

 PGE Ekstraliga 2019
1. Fogo Unia Leszno 5
10
+66
2. Stelmet Falubaz Zielona Góra 5 8 +36
3. forBET Włókniarz 5 6 -2
4. MrGARDEN GKM Grudziądz 4 4 +4
5. truly.work Stal Gorzów 5 4 -10
6. Betard Sparta Wrocław 5 4 0
7. Speed Car Motor Lublin 5 2 -42
8. Get Well Toruń 4 0 -52
 Nice PLŻ 2019
1. PGG ROW Rybnik  5  8 +56
2. Arged Malesa TŻ Ostrovia  5 6 +18
3. Unia Tarnów  5 6 +8
4. Zdunek Wybrzeże Gdańsk  5 4 -26
5. Car Gwarant Start  4 4 -13
6. Orzeł Łódź  5 4 -4
7. Lokomotiv Daugavpils  5 2 -39
2. Liga Żużlowa 2019
1. Wilki Krosno  4 6 +38
2. OK Bedmet Kolejarz Opole  5 6 +27
3. ZOOLeszcz Polonia Bydgoszcz  4 5 -4
4. Power Duck Iveston PSŻ  3 4 +44
5. Euro Finannce Polonia Piła  3 2 -52
6. Stainer Unia Kolejarz Rawicz  4 1 -37
7. Speedway Wanda Kraków
 1 0 -16
 Klasyfikacja Grand Prix 2019 (po 1 z 11 rund)
1. flaga Polski Patryk Dudek
16
2.  flaga Szwecji Fredrik Lindgren
15
3. flaga Danii Niels Kristian Iversen 14
4. flaga Danii Leon Madsen
13
5. flaga Polski Bartosz Zmarzlik
10
6. flaga Szwecji Antonio Lindbaeck
10
7. flaga UK Rober Lambert
8
8. SVK Martin Vaculík 7
9. flaga Słowenii Matej Žagar 7
10. flaga UK Tai Woffinden 6
11. flaga Rosji Emil Sajfutdinow 6
12. flaga Australii Jason Doyle 5
13. flaga Rosji Artiom Łaguta 4
14. flaga Polski Janusz Kołodziej
4
15.  flaga Australii Max Fricke 3
16. flaga Polski Maciej Janowski
0

PARTNERZY

kibic-zuzla logozuzlowefotki-logo
WszystkoCzarne blog

Pomóż kontuzjowanym

KamilCieślar
DW43