
Jest zima - więc musi być głośno o klubie z myszką w herbie. To jedna opcja. Ale druga jest taka, że to może oznaczać coś poważniejszego. Stanisław Bieńkowski w żadnej ze swoich wcześniejszych wypowiedzi nie sugerował, że kiedy już do Zielonej Góry ściągnie Madsena, Kuberę, Lebiediewa, zatrzyma Pawlickiego, to odsunie się na boczny tor. Przeciwnie, sezon 2026 miał być dopiero początkiem nowego potężnego Falubazu, a miliarder podkreślał, że w kluczowych momentach negocjacji osobiście przejmował dowodzenie. Wszystko po to, aby zacząć zbierać plon z niełatwej orki. A jednak... Bieńkowski właśnie zrezygnował z bycia większościowym akcjonariuszem.
To nie oznacza, że ze sponsoringu zrezygnował jego Stelmet, oczko w głowie rodzinnego biznesu. Kontrakty są podpisane, żużlowcy, którzy - jak Pawlicki - twardo negocjowali i teraz mogą czuć się, "jakby złapali Pana Boga za nogi", nie powinni się obawiać, niemniej dalsza przyszłość klubu nie potoczy się już pod auspicjami najbogatszego człowieka w polskim żużlu. Czyli już bez jego odpowiedzialności osobistej, co zazwyczaj dla krezusów biznesu i finansjery stanowi sprawę honorową. Pamiętamy Romana Karkosika i jego Apator... Stanisław Bieńkowski właśnie odsprzedał swoje udziały.
Jak informuje Radio Zachód, dobrodziej "przekazał 30 procent do stowarzyszenia ZKŻ. Odsprzedał też po 10 procent obecnemu prezesowi spółki ZKŻ SSA Adamowi Golińskiemu oraz jeszcze jednej osobie ze ścisłego grona ludzi zarządzających spółką Stelmet. Teraz największym akcjonariuszem Falubazu jest miasto Zielona Góra, które ma prawie 34 procent akcji, 31 procent ma stowarzyszenie ZKŻ, po 10 procent Goliński i osoba, której nazwiska nie znamy. No i kilkanaście procent posiada nadal Robert Dowhan, który jednak jest – jak sam mówi – daleko od bieżącej działalności klubu".
Od teraz pełnię decyzyjności skupi w swych rękach Adam Goliński. Obecny prezes żużlowej spółki (ZKŻ SSA) będzie także szefem stowarzyszenia. A w obecnym układzie akcjonariatu jego rola znacznie wzrośnie.
Nie wiadomo, co spowodowało tak gwałtowne przetasowanie. Jak dotąd żadnemu z żurnalistów nie udało się uzyskać komentarza Stanisława Bieńkowskiego. Znany zielonogórski radiowiec, red. Jacek Białogłowy, napisał, że nieoficjalnie słychać, iż powodem miały być finanse. A konkretnie rozczarowanie miliardera poziomem wsparcia ze strony magistratu.
To nie byłoby novum w polskim żużlu. Od ponad dekady niemal co roku to samo mówi inny milioner, prezes Orła, Witold Skrzydlewski. "Ja robię za swoje pieniądze żużel, wydaję miliony, zapewniam mieszkańcom rozrywkę, a miasto daje za mało, dużo mniej niż gdzie indziej" - ten tok myślowy znamy z przeszłości. I to nawet w ośrodkach, w których miasto wybudowało nowy stadion, specjalnie dla potrzeb speedwaya.
W ostatnim notowaniu listy 100 najbogatszych Polaków "Forbesa" majątek Bieńkowskiego odczuwalnie zmalał - z 2,3 mld zł do niespełna 1,6 mld. Czy jednak to mogło być powodem ograniczenia zaangażowania w sport żużlowy? Trudno powiedzieć. Wartość aktywów Bieńkowskiego w skali polskiego żużla, to wciąż Himalaje.
Dla najbliższej przyszłości klubu decyzja jego dobrodzieja najpewniej oznaczać będzie komplikacje. Jak duże - tego jeszcze nie wiemy. Scenariusz, który się rysuje, jest taki, że miasto Zielona Góra będzie mieć kłopot. Nowe władze "Winnego Grodu" po ostatnich wyborach samorządowych wyraźnie dały do zrozumienia, że zamierzają transparentnie wyjaśnić wszelkie niejasności związane ze wspieraniem żużla w przeszłości (z wnioskami do prokuratury włącznie). Nie chcą być dłużej kojarzone z "wariantem wrocławskim", czyli prowadzeniem de facto klubu miejskiego lub prywatnego, ale wciąż obciążającego budżet, co irytuje znaczną część mieszkańców i w dodatku ciąży wizerunkowo. Nie tylko po kolejnych karach ze strony Ekstraligi, z zagrożeniem zamknięcia stadionu włącznie. Swoje akcje (przypomnijmy - aż 34%) magistrat planował sprzedać milionerowi, który zapowiedział budowę żużlowej potęgi na lata... a teraz to magistrat został akcjonariuszem większościowym. Raczej mimo woli.
Czy należy spodziewać się kontynuowania ofensywy transferowej w kolejnych latach - to także niewiadoma. Być może tak radykalny ruch Bieńkowskiego ma tylko wymóc na magistracie zmianę polityki względem klubu, ale jeżeli nie, jeśli decyzja jest nieodwołalna, to należy brać pod uwagę wariant, że miliarder nie będzie już tak zmotywowany, żeby ściągać na W69 najlepszych z najlepszych. A jeszcze niedawno obrazowo opowiadał, że w Zielonej Górze mógłby jeździć każdy, ze Zmarzlikiem włącznie, tylko uważał za irracjonalne ściąganie kibicom Falubazu wychowanka gorzowskiej Stali. "Po co? Są inni".
Jak na razie pewne jest, że odszedł uwielbiany przez fanów Piotr Protasiewicz. Co gorsze, wzmocnił bezpośredniego rywala w walce o medale. Z falubazowej struktury odeszli też znani działacze: Kamil Kawicki i Michał Kociński (stowarzyszenie ZKŻ). A jak donosi portal Lubuski Sport TVP3, Protasiewicz zabrał ze sobą do Wrocławia osobę najmniej znaną spośród wszystkich wyżej wymienionych, ale mającą najwięcej konkretnych atutów w ręku - jednego z dotychczasowych toromistrzów Falubazu, Przemysława Wareckiego.
Skomentuj na naszym FB

10 lat w FIM Speedway Grand Prix, 9 medali - 6 🥇, 2 🥈, 1 🥉. Ten sam skład, te same cele i marzenia👊


Tygodniowy wykaz transmisji TV



