ATL SPEEDWAY2

KALENDARIUM

POWIEDZIELI

Jabłoński MirosławMój występ był żenujący. Szliśmy cały czas z ustawieniami nie w tę stronę. Adrian Gała jako jedyny zasługuje na słowa pochwały. To się nie może powtórzyć.

Mirosław Jabłoński po meczu w Lublinie (Polsat)

sportZ

StadionOlimpijski tor004Zawody brytyjskiej Elite League przywykliśmy oglądać jednym okiem. Słabość najlepszej ongiś żużlowej ligi świata jest faktem. Czasem podśmiewujemy się z ich końcowych tabel, gdzie jedni mają 36 spotkań, inni 29, bo reszty meczów nie udało się odjechać. Albo padało przez miesiąc, albo, jak już przestało, to wyszło słońce i nici z jazdy, bo oślepia. Tak właśnie było w ostatni poniedziałek (23 lipca 2012) na torze w King's Lynn, gdzie miejscowe "Gwiazdy" potykały się z ekipą Swindon Robins. Sam mecz, jak przystało na starcie na szczycie, dostarczył sporych emocji, ale nie o tym dziś. Kiedy słońce już zaszło, większość polskich fanów z zaskoczeniem, a inni z trwogą w oczach (głównie ci tarnowscy), patrzyła na karkołomne upadki Macieja Janowskiego. Niektórzy też kolejne powtórki obserwowali z niekłamaną zadumą. I nie chodziło o wnioski do dyskusji nad rozwojem kariery najlepszego polskiego juniora. Chodziło o... angielską bandę.

Ci, którzy w poniedziałkowy wieczór zdecydowali się obejrzeć wspomniany pojedynek, wiedzą w czym rzecz. Pozostałym w telegraficznym skrócie śpieszymy wyjaśnić, że zawodnik gości, Maciej Janowski zaliczył w tym spotkaniu trzy upadki. W trzech swoich startach. A każdy kolejny wyglądał groźniej od poprzedniego. Swoisty ponury rekord. Ale co najważniejsze w tym wszystkim: pomimo całej grozy sytuacji, nic złego juniorowi Azotów Tauronu się nie stało. Nas zaintrygował najbardziej ten trzeci, najgroźniejszy upadek. Jakość nie jest najlepsza, ale przypomnijmy:



Czy ta sytuacja czegoś Państwu nie przypomina? No właśnie, tragiczny 13 maja, Wrocław. Ale tu pechowiec wstał, otrzepał się i poszedł do parku maszyn. Lista obrażeń Lee Richardsona, przekazana przez wrocławską prokuraturę rejonową 15 maja była wstrząsająca, ale... dotyczyła tylko obrażeń bezpośrednio prowadzących do utraty życia. Wiadomo, że było ich więcej.

Obiecaliśmy nie zabierać głosu w sprawie upadku Anglika aż do momentu zakończenia czynności przez wrocławską prokuraturę. Tak nakazuje etyka dziennikarska i zwykła przyzwoitość. Sensacji nie szukamy, od tamtego strasznego dnia gromadzimy jednak materiały, relacje świadków, opinie fachowców - to wszystko kibicom, bloggerom i dziennikarzom wolno. Jeżeli uznamy, że wypływa z tego obrazu coś istotnego, po ogłoszeniu wyników postępowania prokuratorskiego, ujmiemy to całościowo w jednym tekście. Kwestia bandy to tylko jeden z elementów układanki, która złożyła się na tragiczny finał 13 maja. Istotny, ale nie jedyny. Sprowokowani natomiast wydarzeniami w King's Lynn nie chcemy czekać do momentu, kiedy nikt już tego meczu nie będzie pamiętał. Mamy nadzieję, że tę motywację Czytelnicy zrozumieją, a powrót do koszmarnych wspomnień wybaczą. Dla nas to także niełatwe. To wydarzenie, które na zawsze odcisnęło piętno w pojmowaniu żużla. A dla tych z nas, którzy tragicznego dnia znajdowali się blisko umierającego, jak się okazało, Lee, tym trudniejsze w percepcji.

Wróćmy do slajdów filmu z Anglii. Automatycznie pojawia się wraz z nimi fundamentalne pytanie: dlaczego? Dlaczego w King's Lynn jadący na pełnym gazie zawodnik uderza na prostej w bandę, odbija się od niej, po czym wraca o własnych siłach do parkingu, a we Wrocławiu skala obrażeń jest taka, że do dziś wśród szpitalnego personelu nikt nawet nie chce opisywać tego, co ujrzał pod kevlarem?

- Bo w Anglii tory są krótsze i są mniejsze prędkości - to pierwsze co przychodzi do głowy. Zgoda. Co do zasady - tak. Czy jednak Norfolk Arena z tej zasady się nie wyłamuje? Przyjrzyjmy się głównemu parametrowi. Długość: 342 metry. To, obok obiektu Swindon (363 m), najdłuższy owal w całej lidze. Dla porównania, tor The Lakeside Hammers jest o niemal 100 m krótszy! I teraz porównanie najważniejsze. Tor Betardu Sparty, po przebudowie, liczy sobie 330 m. O 12 m mniej. To dokładnie tyle samo, co tor Unii Leszno, ciut więcej od pięknej Moto Areny (325) i nieco mniej od obiektu Falubazu (337,5). Czy można więc obronić tezę, że na prostej w King's Lynn Janowski jechał zdecydowanie wolniej niż wychodzący z wrocławskiego wirażu Lee?

Nie ukrywamy, że szczególne zaintrygowanie wzbudziło w nas zachowanie się bandy w King's Lynn bezpośrednio po uderzeniu w nią przez mistrza świata juniorów. Czy to nie tej konstrukcji Maciek Janowski zawdzięcza zdrowie? Oczywiście wszystko można rozpatrywać w kategoriach: pech - szczęście, to nawet niekiedy bardzo wygodne, ale stoimy na stanowisku, że nader infantylne byłoby zakładanie, że tylko szczęście w prezentowanym momencie uratowało kości naszego żużlowca. Być może już na tym etapie prawdziwi żużlowi fachowcy - byli i obecni zawodnicy - spuszczą na nasze pytanie zasłonę milczenia, brnijmy jednak dalej.

Żeby nie powielać nie najlepszej jakości filmu, oto fotografia bandy z obiektu "Gwiazd":
KingsLynn NorfolkArena Norfolk Arena - widok na prostą przeciwległą (fot. Ian Burt, lovespeedway24.co.uk)

 

Widać, że pomiędzy bandą, z ewidentnie grubszego niż w Polsce materiału, jest "coś". To coś - wzrok Was nie myli - to zwykłe samochodowe opony, rozmieszczone wedle przyjętego schematu wzdłuż całej prostej. Było ujęcie statyczne, teraz pora na dynamiczne. Tak sprawdziły się "w boju":

kings lynn banda upadekMaciej Janowski w momencie uderzenia w bandę na prostej toru w King's Lynn


Jakość ponownie pozostawia wiele do życzenia, jednak wprawne oko żużlowego kibica dostrzeże to, co najistotniejsze. Wcześniejszy film ukazuje to jeszcze lepiej. Ba, jeśli zatrzymać ten film i obejrzeć go ponownie, ale już na zasadzie pokazu slajdów, klatka po klatce, powstaje wrażenie, że banda nie tylko zamortyzowała świetnie całe uderzenie odginając się do tyłu o dobre pół metra, ale potem, "wracając", to ona wyrzuciła zawodnika w powietrze, powodując efektowny lot juniora tarnowskich "Jaskółek". I to właśnie było w tym momencie kluczowe. Zawodnik wgniótł bandę, a ona mu na to pozwoliła. Owszem, mógł złamać palce, mógł nadgarstek, mógł całą rękę, przy pechu pewnie także obojczyk, ale najważniejsze dla zdrowia i życia organy pozostały nietknięte.


Nie minęły 24 godziny, a żużlowy majdan z Wysp przeniósł się do Szwecji. Tam, tradycyjnie we wtorek, startowała Elitserien, a polscy fani, za pośrednictwem przekazu telewizyjnego, mieli możliwość śledzić wydarzenia na torze w Västervik. I sam tor również. Tor, od razu dodajmy, bardzo specyficzny. Szukając na nim prostych trzeba naprawdę wytężyć wzrok, bo w zasadzie takowych nie ma. Jedno wielkie jajo. Tym niemniej, kilka ciekawych dla sedna poruszanego tematu slajdów rzuciło się w oczy.
vaestervik bandaDrewniany stelaż mocujący bandę?

vaestervik tor...i znowu opony


Wrócmy na krajowy grunt. Wrocławski. Tutaj na ocenę tragicznego wypadku Lee Richardsona nie trzeba było długo czekać. Już kilka-kilkanaście godzin po śmierci Lee pojawiły się pierwsze opinie i wnioski ekspertów. W tym osób odpowiedzialnych tamtego dnia za przeprowadzenie feralnych zawodów.


Ponieważ obecnie możliwe jest odtworzenie wywiadu jedynie w serwisie YouTube powtórzmy jeszcze raz tradycyjną metodą zapis audio: "Motocykl trafił w bandę drewnianą, która jest bardzo amortyzacyjna, prawidłowa, posiada licencje, posiada wszystkie - że tak powiem - homologacje. Zamortyzowało to... bo teraz takie bandy się stosuje - żeby siła uderzenia, ta energia uderzenia była wychwytana właśnie przez bandę (...) Bandy już nie są siatkowe, drewniane lub jakieś inne, tylko w Ekstralidze obowiązują już bandy drewniane, amortyzacyjne - powiedziałbym - takie, które wychwytują wszelką energię uderzeniową. I tak się też stało i z tą bandą".

Tyle Lucjan Korszek.

Ale nie był on osamotniony w swym sądzie o błędzie zawodnika i pechu. Przeciwnie, jego opinia pokrywała się z głosami większości. Bartłomiej Czekański, były żużlowiec, wieloletni dziennikarz i felietonista, ekspert m.in. Tygodnika Żużlowego, do dziś w kevlarze i na motocyklu widywany często na torze Stadionu Olimpijskiego (materiał TVP Wrocław, nas interesuje fragment od 2:12 do 2:43):


I jeszcze wpis "Don Bartola" pod artykułem Gazety Wrocławskiej o wypadku (całość tu): "...Rozumiem, że prokuratura z mocy prawa musi się zająć wyjaśnianiem tego wypadku, ale jest to raczej tak samo bezprzedmiotowe i bezsensowne, jak dochodzenie w sprawie śmierci załogi na odcinku specjalnym w rajdach samochodowych".

Co do tego ostatniego, pozwolimy sobie nie zgodzić się z tą opinią. Bezsensowne byłoby uznanie za aksjomat tego, co red. Bartłomiej Czekański widział z odległości 200 metrów 13 maja tuż po godz. 18.

Nie rozwodźmy się jednak nad zdaniem wybitnego żużlowego felietonisty. Czekański, choć autorytet, w żaden sposób związany z feralną imprezą nie był. Co innego Korszek. Jego wypowiedź daje do myślenia, albowiem nie jest to wypowiedź li tylko świadka wydarzeń, jednego z wielu działaczy bądź kibiców, ale jest to zdanie najważniejszej osoby funkcyjnej podczas tragicznych zawodów.

Odrzucając wszelkie wątki emocjonalne, widzimy tutaj dwa aspekty. Pierwszy - formalny. Nie mamy powodów (inaczej: dowodów), żeby Korszkowi nie wierzyć. Zapewne jest tak, jak mówi: wszystkie wymagane papiery i pieczątki, atesty i homologacje były. To sprawdzą inni. A zapewne już sprawdzili.

Aspekt drugi - merytoryczny. Zrzućmy już na karb wspomnianej dużej odległości dzielącej wrocławską trybunę główną od miejsca tragedii korszkowe bajania o tym, że "żużlowiec przekoziołkował, a w bandę uderzył motor". Piotr Warczak, fotoreporter Gazety Wrocławskiej, stojący wówczas na płycie stadionu, jako jedyny nacisnął spust migawki dokładnie w tym ułamku sekundy, kiedy Lee uderzył barkiem i głową w górną część bandy, ok. 15-20 cm na prawo od dużego logo jednego z motoryzacyjnych koncernów. Kilka godzin później jego zdjęcia obiegły cały kraj, kilka kolejnych - cały żużlowy świat. Każdy kibic we Wrocławiu z zamkniętymi oczami wskaże to miejsce, każdy kibic w kraju pamięta do dziś te straszne slajdy. Nie będziemy wklejać. Kto potrzebuje, znajdzie. Nas w tym momencie interesuje najbardziej to, jak w praktyce wygląda opisywany przez Lucjana Korszka system pochłaniania energii przez bandę na torze we Wrocławiu? Dla większej, uniwersalnej wartości tekstu, chcielibyśmy napisać "band w Polsce", jednak - pomimo tych samych norm bezpieczeństwa - wychodzimy z założenia, że skoro wszystkich torów w kraju nie zjeździliśmy, wszystkich band namacalnie nie sprawdziliśmy - nie mamy prawa pisać w liczbie mnogiej. Być może sami Czytelnicy zwrócą na to uwagę w swoim mieście, na swoim torze, już w najbliższą niedzielę.

Nieocenioną pomocą są relacje naocznych świadków. Najistotniejsze były dla nas słowa tych nielicznych, których od całego zdarzenia dzieliło ledwie kilkanaście metrów. Tych, którzy byli na płycie i tych fanów, którzy oglądając powtórki nieszczęsnego zdarzenia w TVP Sport widzą swoje sylwetki w sektorze powyżej. Oni rzecz jasna są w mniejszości. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że we Wrocławiu dwa pierwsze sektory za tablicą świetlną są - na i tak pustawym Stadionie Olimpijskim - najmniej odwiedzane. Większość fanów zasiada na prostej startowej, na 19-tce, ci zagorzalsi "pod Wieżą", wielu na trybunie głównej. W tym wszyscy żurnaliści i oficjele. To nie tylko Korszek. Tuż obok siedział feralnego wieczoru m.in. szef całego obiektu, dyr. Jerzy Kosa z WCSHiR. - Z perspektywy mojego miejsca nie wyglądało to jakoś groźnie. Straszny pech - powiedział.

To pamięć większości. Ale jest też pamięć tych, którzy siedzieli na wysokości tragicznego zdarzenia. - Od ponad 20 lat chodzę na żużel. Widziałem mnóstwo wypadków, jeszcze przed erą dmuchanych band, ale tego huku walącego o bandę ciała nigdy nie zapomnę - to słowa jednego z kibiców (respektujemy daną obietnicę anonimowości). Nie w tym jednak rzecz, by rzucać nazwiskami, bo ten opis strasznego, przytłumionego huku przewija się w większości relacji. I o nazwiska nietrudno. Tutaj na blogu jednej z wrocławskich sympatyczek żużla, bloggerki i fotoreporterki Katarzyny Łapczyńskiej w felietonie "Bez patosu - Przegrany wyścig ze śmiercią": Od dwóch dni nie potrafię pozbierać myśli. Ciągle w uszach słyszę trzask pękającej bandy (...) Tylko ten potworny huk.. pojawiła się karetka, służby zaczęły opatrywać nogę „Rico”. W dużym uproszczeniu, było trochę tak, że stadion w swojej większości cieszył się z wygranej Sparty nad silnym rywalem, ale po jednej stronie "Wieży" ludzie oglądali ten mecz z większym niepokojem, wręcz pewną grozą, niektórzy wysyłając SMS-y, poprzez znajomych próbując czegoś się dowiedzieć. Ale wieści żadnych nie było. Telewidzowie pewne doniesienia mieli, jednak na stadionie przez całe spotkanie nikt kibicom żadnej informacji nie podał. To istotne o tyle, że pamięć naocznych świadków z tamtych godzin nie jest obarczona narzuconymi z zewnątrz faktami.

Ten przewijający się we wszystkich relacjach huk jest dla nas pewną wskazówką. Po wtóre obala zdanie Korszka o motorze uderzającym w bandę (zbyt wiele osób musiałoby się mylić, nie odróżniając motocykla od zawodnika). Poniekąd obala też przyjętą już opinię o tym, że nie był to groźnie wyglądający upadek. Bo co to za niegroźny upadek, kiedy kibice, którzy niejednokrotnie na speedwayu zęby zjedli, tego huku się przerazili? Uderzenie, choć niesłyszalne ani w relacji TVP, ani wobec ryku maszyn przez 2/3 stadionu, musiało być potwornie silne. Czy dlatego odgłos był aż taki, bo banda niczego nie zamortyzowała? To zapewne zbyt daleko idąca teza, natomiast pytanie zasadne. Pytanie, jakich wiele. Być może taki sam huk równie dobrze mógł powstać przy bandzie "brytyjskiej". Ktoś inny powie, że wręcz większy pogłos wiąże się z kontaktem z energochłonną płytą. Należałoby zapytać ekspertów, a w wynikłej akademickiej dyskusji zapewne nieprędko doczekalibyśmy się jednomyślności.

Pozostają fakty niezaprzeczalne. Te nadal znajdują się przy Paderewskiego. Na torze Stadionu Olimpijskiego każdy z wiernych fanów wrocławskiego speedwaya był nie raz. Obiekt nie jest klubowy, a miejski, stąd i wejść nań łatwiej. Było już sporo czasu, żeby porozmawiać z różnymi ludźmi. Z tymi na co dzień utrzymującymi wrocławski tor, w tym bandy, również. Ci ostatni, choć bez tytułów i plakietek PZM, sporo o nich wiedzą, bo należy pamiętać, że wrocławskie bandy są nawet w trakcie sezonu demontowane. To taka wrocławska specyfika. W lecie rokrocznie na 2-3 tygodnie żużel ustępuje tu pola sztukom wyższym, bandy są szybko zdejmowane, a na płytę wjeżdża... operowa scena. Jak zatem wygląda ich konstrukcja? I na czym polega wspominany "licencjonowany i homologowany system amortyzacji" podczas wypadków? Tutaj najlepiej przemówią zdjęcia.

StadionOlimpijski tor002Szczyt wirażu - miejsce ostatniej "przycinki" w karierze Lee, kilka metrów dalej feralny fragment bandy


StadionOlimpijski tor001Banda na pierwszym łuku wrocławskiego toru widziana od zewnątrz. W tle miejsce upadku Lee Richardsona i wymieniona już reklama sponsora. To w dużą literę M uderzył nieodżałowany Anglik

StadionOlimpijski tor 003Bliższe ujęcie - słupki mocujące całość konstrukcji

StadionOlimpijski tor004Prosta przeciwległa wrocławskiego toru. W 9. element tego szpaleru uderzył 13 maja Lee

StadionOlimpijski tor005Górne mocowanie słupka. W myśl FIM-owskich Norm dla Torów do Wyścigów Torowych (STRC) "rura stalowa 75 mm"

StadionOlimpijski13maja2012Ten sam fragment sfotografowany 13 maja. Lee Richardson opatrywany leży na torze, pracownicy wrocławskiego klubu wymieniają uszkodzoną górną listewkę bandy. Metalowe elementy pozostały nietknięte

StadionOlimpijski tor006Mocowanie do podłoża: beton i wpuszczona w niego stalowa tuleja


- W jaki sposób ta banda amortyzuje uderzenia? - zapytaliśmy krzątających się po obiekcie pracowników.
- Ta? Ta nie amortyzuje, na łuku na zawodach jest dmuchana poduszka, a tam dalej... tam dalej nie powinni uderzać, bo jest goła banda i słupki.
- To aluminium? - wskazujemy słupek. Słupek, dodajmy, z daleka zasługujący na zdrobnienie, ale przy bliższym zbadaniu mający średnicę kwadratu utworzonego kciukiem i palcami wskazującymi dorosłego mężczyzny.
- Jakie tam aluminium - klepie kluczami w metal pracownik. - Stal.
- A co ile te słupki?
- Co dwa metry. Jest trochę roboty jak to demontujemy.
- To zabetonowane?
- Wylewka z betonu jest, a w ziemi zabetonowana stalowa tuleja i dopiero w nią wpuszcza się słupek. Potem jeszcze dokręca się podłużnice i gra.
- I to się odkształca podczas uderzenia? Amortyzuje coś?
(po chwili zastanowienia) - Jak tu trafi - palec ląduje na środku odcinka pomiędzy słupkami - to może coś tak.
- Ale jakie są szanse, że żużlowiec uderzy akurat pomiędzy słupkami?
- No, oni mogą manewrować przecież...

Oczywiście osoby montujące i utrzymujące w należytym porządku wrocławskie bandy nie muszą ani znać się na żużlu, ani znać wszystkich parametrów, wyspecjalizowanych funkcji, a tym samym rzeczywistej wartości band. My także tej wartości rzeczywistej nie znamy. Nie mamy w zespole ani działaczy z komisji bezpieczeństwa PZM, ani inżynierów Politechniki. Pozostają zdjęcia, zdrowy rozsądek i wyobraźnia. Cały czas mamy jednak nadzieję, że ci władni sprawie się przyjrzą. Niestety, z tygodnia na tydzień ta nadzieja jest coraz mniejsza.


Powyższy tekst nie jest szukaniem sensacji, a wołaniem o zainteresowanie kwestią bezpieczeństwa zawodników w tych dwóch newralgicznych częściach toru, jakimi są proste. Dotąd uważanych za stosunkowo bezpieczne i po złych doświadczeniach z "dmuchawcami" w zasadzie zapomnianych. Momentami mamy wrażenie, że jedynymi, którym zależy, żeby cokolwiek w tej materii zmienić są zawodnicy i kibice. Jedni mogą niewiele, w trosce o zdrowie i życie chroniąc się we własnym zakresie pneumatycznymi "żółwikami" (to akurat najlepsze co nastąpiło po 13 maja - ale czy wszystkich będzie na to stać?), drudzy zaś, kupują bilety, żywo dyskutują... ale mogą niewiele.

Nie chcemy bić w Lucjana Korszka (temu zasłużonemu działaczowi PZM-u ów tragiczny mecz i jego późniejsze, trwające do dziś reperkusje, i bez tego zapewne odebrały kilka miesięcy życia). Nasze pytania, choć składane tu na ręce jego, i ręce wrocławskich działaczy, kierujemy do wszystkich osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo żużlowców w Polsce. Pamiętając o tym, że nasi działacze szczycili się nie raz i nie dwa zasiadaniem w decyzyjnych gremiach Komisji Torowej FIM-u. Czasu nie jesteśmy w stanie cofnąć, ale nie wyciągnięcie wniosków z majowej tragedii byłoby zaniechaniem niewybaczalnym. Piramidalną wręcz głupotą. I powtarzamy, nie chodzi o polowanie na czarownice, zdajemy sobie sprawę, że najprawdopodobniej wszystkie normy były dotrzymane i skończy się tak, jak w 330 poprzednich przypadkach, i tak, jak twierdzi doświadczony red. Czekański - w oświadczeniu prokuratury przeczytamy, że "niedopatrzono się znamion nieumyślnego spowodowania śmierci". To będzie oficjalny koniec sprawy. Ale zginął człowiek. Świetny żużlowiec, mistrz świata juniorów, opoka swojej reprezentacji, a nade wszystko wspaniały ojciec trójki dzieci. Zginął uderzając w te atestowane urządzenia. W związku z tym pytamy:
 
1. Czy wspomniany przez Lucjana Korszka system pochłaniania energii uderzeniowej w praktyce istnieje?

2. Jeśli tak, to w jaki sposób i w jakim zakresie odkształca się wrocławska banda przy uderzeniu i dlaczego 13 maja ten system nie zadziałał?

3. Czy pionowe, metalowe słupy do których przytwierdzono bandę muszą być rozstawione co 2 metry?

4. Czy muszą być skonstruowane ze stali?

5. Czy słupy te muszą być u podstawy zabetonowane i wpuszczone w stalowe tuleje, co de facto uniemożliwia ich odkształcanie?

6. Czy w miejscu najbardziej narażonym na uderzenie głową przez zawodnika, czyli górnym fragmencie bandy, musi być zamontowana stalowa podłużnica?

7. Jakie konkretne zmiany konstrukcyjne, ogólnikowo wspomniane przez Korszka, zaszły w ostatnich latach (abstrahując od wprowadzenia dmuchawców na łukach)?

8. Czy system z energochłonną palisadą, przylegającą do bandy wzdłuż całej prostej (choćby taką z opon, jak w Anglii), nie spełnia zdecydowanie lepiej swej funkcji ochronnej niż obecny system na torze Stadionu Olimpijskiego?

9. Czy wspomniana wyżej angielska metoda była rozważana przez odpowiednie władze na polskich torach?

10. Dlaczego system brytyjski, choć odmienny od FIM-owych Norm dla Torów do Wyścigów Torowych (STRC) działa i nie przeszkadza to w organizowaniu tam zawodów na najwyższym szczeblu?

10. Czy taki system nie mógł być zastosowany w Polsce z uwagi na obowiązujące przepisy PZM?

11. A jeśli tak, to czy tymi przepisami naprawdę uczyniono wszystko, żeby chronić życie zawodników?

 

Komentarze  

bjj
+1 #13 bjj 2015-08-24 19:28
czy ktos mi wytlumaczy co za debil dopuszcza bandy do uzytku? banda powinna by prowizoryczna tzn np z miekkich bali wagi ok 30kg a dmuchawiec powinien byc dopiero w pasie bezpieczenstwa! przy takiej bandzi Darcy dzis by normalnie chodzil a tak ma w zasadzie konie kariery i w sumie normalnego zycia! 80% ciezkich kontuzji w zuzlu to efekt uderzenia w badne. czy ktos z decydentow to zrozumie? czy ktos to widzi?!
Cytować | Zgłoś administratorowi
kibicLBN
+1 #12 kibicLBN 2015-06-29 20:12
"W Polsce na większości torów mamy grubą na dwa, trzy centymetry sklejkę przybitą do wbetonowanych metalowych słupów. Dla kibiców może i są bezpieczne, ale dla nas to niczym betonowa ściana".
Jakub Jamróg dziś na espedway
Cytować | Zgłoś administratorowi
Mały
+1 #11 Mały 2014-04-09 23:32
Cytuję Od redakcji:
Cytuję Mały:
Nie wiem po co jest ten cały artykuł? Przecież od dawna wiadomo że zarówno PZM i FIM kierują się zarobioną kasą a zdrowie tych co im napędzają tą kasę jest nie ważne.

No właśnie. Czy milcząco akceptować ten stan rzeczy? M.in. po to ten artykuł. Pozdrawiamy

To jest pytanie retoryczne :)
Cytować | Zgłoś administratorowi
Od redakcji
0 #10 Od redakcji 2014-04-06 19:56
Cytuję Mały:
Nie wiem po co jest ten cały artykuł? Przecież od dawna wiadomo że zarówno PZM i FIM kierują się zarobioną kasą a zdrowie tych co im napędzają tą kasę jest nie ważne.

No właśnie. Czy milcząco akceptować ten stan rzeczy? M.in. po to ten artykuł. Pozdrawiamy
Cytować | Zgłoś administratorowi
Mały
0 #9 Mały 2014-04-06 10:02
Nie wiem po co jest ten cały artykuł? Przecież od dawna wiadomo że zarówno PZM i FIM kierują się zarobioną kasą a zdrowie tych co im napędzają tą kasę jest nie ważne. I tak samo jest z tymi bandami. Banda ma być taka że po ewentualnym uderzeniu w nią poprzez zawodnika łącznie z motorem nie może ulec zniszczeniu, tak jak to było w przypadku band np. drewnianych. Po prostu banda ma wytrzymać każde uderzenie aby koszty naprawy były jak najniższe. I tyle w temacie.
Cytować | Zgłoś administratorowi
Od redakcji
0 #8 Od redakcji 2013-06-14 01:29
Cytuję Benny Hill:
Czekański - były żużlowiec ha ha ha

Nawet jeśli żużlowiec-szkółkowicz w latach 70-tych, czy żużlowiec-amator, to jednak żużlowiec. Przy okazji, ciekawe wspominki samego red. Czekańskiego, m. in. o jego żużlowym epizodzie (tym sprzed 40 lat oraz obecnym) ukazały się niedawno w Przeglądzie Żużlowym:
http://www.przegladzuzlowy.pl/2013/zuzlowe-wspominki-don-bartola-czekanskiego-1/#
Cytować | Zgłoś administratorowi
Benny Hill
+2 #7 Benny Hill 2013-06-12 09:11
Czekański - były żużlowiec ha ha ha
Cytować | Zgłoś administratorowi
Peter
+6 #6 Peter 2013-05-28 02:02
Pełen szacunek dla Autora. Za niezwykłą pracę, zaangażowanie i serce włożone w napisanie tego tekstu. Jest praktycznie niemożliwością znaleźć tak dobry artykuł na temat żużla, nie wspominając już wypadku ś.p. Lee Richardsona, w polskim internecie. Tym bardziej czapka z głowy. I gratulacje za całość. NWA ma rację - SF i PoKredzie.pl to zupełnie dwa inne światy ze wskazaniem na PoKredzie.pl oczywiście. Jedyny problem polega na tym, że uwagi wypływające z tego tekstu, bez względu czy słuszne, czy nie, nie zostaną wzięte pod uwagę, by choć w minimalnym stopniu ograniczyć niebezpieczeństwo dla zawodników uderzających w niedmuchaną bandę na polskich torach. Wątpię, aby tak się stało, ale obym się mylił.
Cytować | Zgłoś administratorowi
startowiec
+2 #5 startowiec 2012-12-30 21:24
Brawo świetny artykuł,mocowanie słupków to dosłownie bandytyzm,pierwotnie słupki powinny być lużno wkopane w grunt,tak było dotej pory w Gnieźnie choć sądzę że ziemia wokół słupków naturalnie przez lata zbiła się i powinno to być poprawiane co najmniej 2-3 razy w roku.Rozwiązanie angielskie perfekcja.Pozdrawiam redakcją brawo.
Cytować | Zgłoś administratorowi
Od redakcji
+5 #4 Od redakcji 2012-10-10 02:01
Cytuję do redaktora:
Trzeba być totalnym ignorantem aby twierdzić, że w bandę uderzył tylko zawodnik (w dodatku w artykule błędnie podano miejsce tego uderzenia) a motocykl już nie. Zresztą filmik z tego zdarzenia pokazuje jaki był stan faktyczny tego wypadku. Lee uderzył w logo VW a nie w literę "M". Motocykl uderzył w bandę tylnym kołem pozostawiając czarne otarcie tego baneru reklamowego. Na przyszłość trochę więcej rzetelności przy pisaniu artykułów. Dodatkowo te takie lekceważące podejście do jednego z najbardziej zasłużonych ludzi dla wrocławskiego i nie tylko sportu motorowego. Jak odnosiłeś się do słów Pana Korszka to właśnie mogłeś zrobić to w tej formie a nie w sposób w jaki Ty to uczyniłeś. Co to Korszek to Twój koleś z podwórka? On mógłby być Twoim dziadkiem i trochę szacunku mu się należy. Następny "szpagatowy inteligent", który myśli, że pozjadał większość rozumów.
Uważam, że cały tekst jest tendencyjny i chcący ukazać jaki to ten tor we Wrocławiu i banda go okalająca jest niebezpieczna. Na przestrzeni kilkunastu lat od kiedy po zmianie siatki na ten typ bandy nie było praktycznie żadnych ciężkich kontuzji przez bandę. Niestety wypadki są wpisane w ten sport i nic niestety tego nie zmieni. Tak jak powiedział red.Czekański. Lee miał po prostu okrutnego pecha uderzając w taki a nie inny sposób w bandę. Szczytem pójścia na łatwiznę jest porównywanie Jego wypadku do wypadku Maćka. Jak szanowny redaktor widział to te dwa wypadki różnią się całkowicie. Przecież Lee został wykatapultowany z motocykla i uderzył praktycznie prosto w bandę na pełnej prędkości. Maciek siedział na motocyklu więc ta banda pochłonęła część energii z motocykla, który równocześnie z nim także uderzył w tą bandę. Więc najnormalniej w świecie nie było to tak mocne uderzenie jak w przypadku Lee. Całe "show" jeszcze w tym "dzwonie" Maćka zrobiła oczywiście banda. A dlaczego? bo jest rozbierana i montowana kilka razy w tygodniu gdyż na stadionach (chyba jednak z byt duże słowo określające areny zmagań żużlowców na Wyspach) i musi ona być tak skonstruowana aby można to było robić w szybkim tempie. Dlatego jest tak mocowana można powiedzieć na "luźno". Wiem bo byłem nie raz na tym "stadionie". Trochę wiedzy szanowny redaktorku a dopiero później bierz się Pan za pisanie takich (nie boję się tego napisać) osądzających tekstów. Można to wywnioskować z treści tego artykułu.

Dziękujemy kibicowi z Wrocławia za komentarz. Z uwagami o szpagatowej inteligencji autora i totalnym ignoranctwie pozostawimy Cię samego. Komentarza nie usuwamy, natomiast gdybyś miał ochotę obrażać go czymś jeszcze, pisz już proszę na skrzynkę mailową. Przekażemy.
Odnośnie do zarzutów merytorycznych:

1. Piszesz: "w artykule błędnie podano miejsce tego uderzenia (...) Lee uderzył w logo VW a nie w literę M". W tekście wyjaśnialiśmy, że jesteśmy przeciwni epatowaniu tą sceną, dlatego nie zamieściliśmy pamiętnego zdjęcia. Dla Ciebie powinniśmy teraz zrobić wyjątek. Poprzestaniemy jednak na linku. www.gloswielkopolski.pl/artykul/574117,tragedia-we-wroclawiu-lee-richardson-nie-zyje,1,1,id,t,sm,sg.html#galeria-material
Jeżeli uważasz, że to photoshop, pozostaniemy bezradni.

2. Gdzie znalazłeś fragment, w którym negujemy fakt uderzenia motocykla o bandę tamtego dnia? Motocykl też uderzył. Przecież nie zatrzymał się w miejscu na torze przy prędkości rzędu 90 km/h. Wszyscy to widzieli. Ale to nie kontakt motocykla z bandą był tu decydujący, a zawodnika. To Pan Korszek mówi: "zawodnik uderzył motocyklem w bandę". Nie my. I ten pamiętny huk, któremu poświęciliśmy odrębny akapit, był właśnie spowodowany uderzeniem zawodnika o bandę, nie motocykla. W tym rzecz. I w tym nie zgadzamy się ze zdaniem Lucjana Korszka mówiącego o niegroźnym upadku, w dodatku zamortyzowanym przez bandę.

3. Piszesz: "Co to Korszek to Twój koleś z podwórka? On mógłby być Twoim dziadkiem i trochę szacunku mu się należy". Co uznajesz za przejaw braku szacunku dla pana Korszka? Cytowanie jego wypowiedzi? Nie pisanie w kółko per Pan Lucjan? Korszek jako działacz jest osobą publiczną i od lat jego nazwisko i wypowiedzi są cytowane we wszystkich żużlowych mediach. Tych wysokonakładowych i tych mniej. Nie przypominamy sobie, żeby się na kogoś obraził za to. Nie musisz zatem bronić jego czci, tym bardziej w taki sposób, obrażając autora, bo wystarczyło doczytać tekst do końca, by znaleźć akapit: "Nie chcemy bić w Lucjana Korszka (temu zasłużonemu działaczowi PZM-u ów tragiczny mecz i jego późniejsze, trwające do dziś reperkusje, i bez tego zapewne odebrały kilka miesięcy życia)".
Na marginesie, to właśnie Lucjan Korszek swego czasu ostrzegał, że przebudowa wrocławskiego toru na łapu capu, w środku zimy, skończy się fatalnie. Wtedy wielu wieszało na nim psy, mówiąc, że działa przeciwko Sparcie i niszczy wrocławski żużel. Tor rzutem na taśmę ukończono. Jakaś koszmarna ironia losu, że 3 lata później sam kierował zawodami, podczas których doszło do największej tragedii w dziejach wrocławskiego klubu.

4. "Uważam, że cały tekst jest tendencyjny i chcący ukazać jaki to ten tor we Wrocławiu i banda go okalająca jest niebezpieczna". To Twoja opinia. Pozwól posiadać własną innym kibicom, także tym z innych miast. Akurat ten sezon we Wrocławiu, abstrahując już od majowej tragedii, nie przysporzył wielu argumentów na obronę tezy o tym, że jest to tor zupełnie bezpieczny. Począwszy od fatalnego upadku Piotra Świderskiego pod koniec minionego sezonu trwa jakaś czarna passa. Upadki zaliczyli tam nie tylko juniorzy, ale i zawodnicy znani, objeżdżeni i prezentujący bardzo wysokie umiejętności. Tym niemniej, jeżeli miałbyś ochotę napisać tekst polemizujący z coraz częstszymi krytycznymi uwagami do stanu wrocławskiego toru, zapraszamy. Wydrukujemy tak samo chętnie jak tekst, który krytykujesz. Taki sens tej strony.

5. "Lee miał po prostu okrutnego pecha". Trudno zanegować. I w żadnym miejscu tego nie uczyniliśmy. Z wielu równie groźnych karamboli zawodnicy wychodzili bez szwanku. Natomiast nie uważamy, że skwitowanie wszystkiego słowem "pech" jest tym jedynym, co powinni w tej sytuacji uczynić odpowiedzialni za bezpieczeństwo działacze.

6. Oczywiście, że zauważyliśmy różnice w konstrukcji bandy na Norfolk Arenie i we Wrocławiu. Wystarczy zerknąć na zdjęcie z King's Lynn, które w tekście się znalazło. Odnośnie do prędkości obu zawodników: to, co mogliśmy porównać, czyli długość torów, porównaliśmy. Rzeczywistej siły uderzenia nie znasz ani Ty, ani my. Brnięcie w to na podstawie zapisu video na YouTube byłoby czystą spekulacją. Natomiast sam przyznałeś, że do szczęśliwego finału upadku Janowskiego ta angielska konstrukcja walnie się przyczyniła. My też tak uważamy. Stąd mieliśmy prawo zapytać, czy w Polsce (a konkretnie we Wrocławiu) bandy na prostych są tak samo bezpieczne jak w Anglii. A jeśli nie, to czy można zrobić coś w tym kierunku, by tak było.

7. Bardzo nas cieszy to, że kilka razy byłeś na Norfolk Arenie. Wniosek jednak jaki wyciągasz - że dzięki temu tylko Ty wiesz, iż prócz żużlowców ścigają się tam jeszcze quady, stock-cary, bangersy i wszystko co ma koła plus silnik jest tylko Twoim wnioskiem.
Cytować | Zgłoś administratorowi
do redaktora
-8 #3 do redaktora 2012-10-09 10:44
Trzeba być totalnym ignorantem aby twierdzić, że w bandę uderzył tylko zawodnik (w dodatku w artykule błędnie podano miejsce tego uderzenia) a motocykl już nie. Zresztą filmik z tego zdarzenia pokazuje jaki był stan faktyczny tego wypadku. Lee uderzył w logo VW a nie w literę "M". Motocykl uderzył w bandę tylnym kołem pozostawiając czarne otarcie tego baneru reklamowego. Na przyszłość trochę więcej rzetelności przy pisaniu artykułów. Dodatkowo te takie lekceważące podejście do jednego z najbardziej zasłużonych ludzi dla wrocławskiego i nie tylko sportu motorowego. Jak odnosiłeś się do słów Pana Korszka to właśnie mogłeś zrobić to w tej formie a nie w sposób w jaki Ty to uczyniłeś. Co to Korszek to Twój koleś z podwórka? On mógłby być Twoim dziadkiem i trochę szacunku mu się należy. Następny "szpagatowy inteligent", który myśli, że pozjadał większość rozumów.
Uważam, że cały tekst jest tendencyjny i chcący ukazać jaki to ten tor we Wrocławiu i banda go okalająca jest niebezpieczna. Na przestrzeni kilkunastu lat od kiedy po zmianie siatki na ten typ bandy nie było praktycznie żadnych ciężkich kontuzji przez bandę. Niestety wypadki są wpisane w ten sport i nic niestety tego nie zmieni. Tak jak powiedział red.Czekański. Lee miał po prostu okrutnego pecha uderzając w taki a nie inny sposób w bandę. Szczytem pójścia na łatwiznę jest porównywanie Jego wypadku do wypadku Maćka. Jak szanowny redaktor widział to te dwa wypadki różnią się całkowicie. Przecież Lee został wykatapultowany z motocykla i uderzył praktycznie prosto w bandę na pełnej prędkości. Maciek siedział na motocyklu więc ta banda pochłonęła część energii z motocykla, który równocześnie z nim także uderzył w tą bandę. Więc najnormalniej w świecie nie było to tak mocne uderzenie jak w przypadku Lee. Całe "show" jeszcze w tym "dzwonie" Maćka zrobiła oczywiście banda. A dlaczego? bo jest rozbierana i montowana kilka razy w tygodniu gdyż na stadionach (chyba jednak z byt duże słowo określające areny zmagań żużlowców na Wyspach) i musi ona być tak skonstruowana aby można to było robić w szybkim tempie. Dlatego jest tak mocowana można powiedzieć na "luźno". Wiem bo byłem nie raz na tym "stadionie". Trochę wiedzy szanowny redaktorku a dopiero później bierz się Pan za pisanie takich (nie boję się tego napisać) osądzających tekstów. Można to wywnioskować z treści tego artykułu.
Cytować | Zgłoś administratorowi
Od red.
+1 #2 Od red. 2012-09-03 16:51
Dziękujemy za dobre słowo. Rzeczywiście, ten tekst ze względu na swój temat i nadal niezabliźnione rany był szczególny i choć powstał pod wpływem chwili (wspomnianego upadku Janowskiego w Anglii), powstać by musiał. Ile czasu istnieć będzie nasza strona - nie wiemy sami, ale problem pozostanie. Jeżeli tekst przyczynił się choćby do zastanowienia nad kwestią bezpieczeństwa zawodników na naszych torach - to już duży sukces.
Odnośnie do Twojego pytania, nie posyłaliśmy tych pytań ani Panu Korszkowi, ani na adres PZM-u. Z autorytetów żużla niektóre (Czekański) cytujemy w artykule. W zamyśle miał on mieć formę takiego "listu otwartego". Skądinąd wiemy, że jest we Wrocławiu znany. Jeżeli ktoś z kręgów PZM-u, prędzej czy później, zechce się odnieść do poruszonych kwestii, z pewnością opublikujemy odpowiedź. Nawet gdyby okazała się w stosunku do nas bardzo krytyczna, bo sama dyskusja w temacie już będzie dużym plusem.
Pozdrawiamy!
Cytować | Zgłoś administratorowi
NWA
+5 #1 NWA 2012-09-03 12:47
Brawo ! Poziom pokredzie.pl w porównaniu chociażby z najpopularniejszymi sportowymifaktami to niebo a piekło. Tam nie spotkałem się z postawieniem tak odważnych pytań i tak wnikliwą analizą tragicznych wypadków z 13 maja.

Jestem jednak zmuszony zapytać - czy owe pytania zostały przedstawione Panu Korszkowi czy jakiejkolwiek innej osobie funkcyjnej/autorytetowi w dziedzinie żużla ? A może są napisane jedynie 'dla sportu', dla zastanowienia się, ponieważ na ten niszowy (jak na razie) portal z pewnością nie zaglądają przedstawiciele PZM.
Cytować | Zgłoś administratorowi

Dodaj komentarz

NAJBLIŻSZE ZAWODY i TRANSMISJE TV

Niedziela, 22 kwietnia
PGE EkstraligaFalubaz - forBET Włókniarz
16:30 [nSport+]
Betard Sparta - Cash Broker Stal
19:00
[nSport+]
Grupa Azoty Unia - Get Well Toruń
19:00
Nice Polska Liga Zuzlowa bialeLokomotiv - Arge Speedway Wanda
16:15
Car Gwarant Start - Euro Finnance Polonia
14:45
ROW Rybnik - Orzeł Łódź
14:45 [Polsat Sport]

PLŻ2Iveston PSŻ - Stal Rzeszów
16:00
MDM Komputery Ostrovia - KSM Krosno
16:15

Tygodniowy wykaz transmisji TV

 PGE Ekstraliga 2018
1. forBET Włókniarz Częstochowa  2 3 +18
2. Fogo Unia Leszno  2 3   +6
3. Cash Broker Stal Gorzów  2 2 +13
4. Falubaz Zielona Góra  2 2 +12
5. Grupa Azoty Unia Tarnów  2 2  -14
6. Get Well Toruń  2 2  -15
7. Betard Sparta Wrocław  2 1    -4
8. MrGARDEN GKM Grudziądz  2 1  -16
 Nice PLŻ 2018
1. Orzeł Łódź  2 3 +30
2. Speed Car Motor Lublin  2 3 +19
3. Zdunek Wybrzeże Gdańsk  2 2 +32
4. ROW Rybnik  2 2 +19
5. Car Gwarant Start Gniezno  2 2   +5
6. Euro Finannce Polonia Piła  2 2 -18
7. Lokomotiv Dyneburg  2 2 -19
8. Arge Speedway Wanda Kraków  2 0 -68
2. Polska Liga Żużlowa
1. OK Kolejarz Opole  2 4 +28
2. Stal Rzeszów  1 2 +14
3. Stainer Unia Kolejarz Rawicz  1 2 +12
4. Iveston PSŻ Poznań  2 2 -2
5. MDM Komputery TŻ Ostrovia  1 0 -14
6. KSM Krosno  2 0 -14
7. Polonia Bydgoszcz  1 0 -24
 Klasyfikacja końcowa Grand Prix 2017
1. flaga Australii Jason Doyle
161
2. flaga Polski Patryk Dudek
143
3. flaga UK Tai Woffinden
131
4. flaga Polski Maciej Janowski
122
5. flaga Polski Bartosz Zmarzlik 121
6. flaga Rosji Emil Sajfutdinow  117
7. flaga Szwecji Fredrik Lindgren 107
8. flaga Słowenii Matej Žagar 107
9. SVK Martin Vaculík  99
10. flaga Australii Chris Holder  85
11. flaga Polski Piotr Pawlicki  81
12. flaga Szwecji Antonio Lindbaeck  77
13. flaga Danii Peter Kildemand  60
14. flaga USA Greg Hancock  45
15. flaga Danii Niels Kristian Iversen  44
16. flaga Danii Nicki Pedersen    8

PARTNERZY

kibic-zuzla logozuzlowefotki-logo
WszystkoCzarne blog

Pomóż kontuzjowanym

KamilCieślar
DW43