
Ekstraliga (dwóch prędkości?) uraczyła nas w premierowy weekend jednym zaciętym meczem i trzema łomotami. Nie ma co psioczyć i się obrażać, tak wyszło z terminarza, przyjdą rundy, w których dysproporcje będą mniejsze. Ale tym bardziej warto przenieść na dłuższą chwilę uwagę na rozgrywkowy poziom trzeci. Sportowo może i najniższy, ale od zarania "czarnego sportu" wiadomo, że żużel to taka dyscyplina, w której nagromadzenie gwiazd jest tylko jednym z kilku czynników generujących emocje. Ci, którzy wykupili 5 tysięcy biletów na odremontowany stadion "Skałka" w Świętochłowicach, wiedzieli, że nie idą na rundę Grand Prix. A wykupili "na pniu"!
🎶 Poszedł w górę szal, odwróciła podła karta. Hanysy, hutnicy... niebiesko-biała armia.
"Nie ma klubu, są kibice" - już nieaktualne. Śląsk Świętochłowice wrócił oficjalnie! - tak rapuje Kieron, jak sam się przedstawia, twórca "prostego, szczerego rapu ze Śląska".
🎶 Rap jeszcze w parkingu, gotowi do walki.
Jest Mateusz Tonder i Rozaliuk Andrij.
Przeciwnicy w szoku, bladzi są jak ściana,
bo przed nimi Borke i Adrianek Gała.
Z dużej chmury mały deszcz - nie w naszym wypadku!
Jedzie Jędrzej też i Szymura, bratku.
Zapytaj Matea, czy ta liga będzie nasza - kiwnął głową Grzelak, potwierdzone jest u Basa.
To też Kieron. Ma gość spory talent do bawienia się słowami. A ponoć w rapie właśnie o to chodzi. I ma w nosie fakt, że takie teksty tworzy dla bardzo wąskiego grona odbiorców, bo tylko zainfekowani żużlem to zrozumieją. Czyli już mamy coś wspólnego. Pieroński (zdolny) Hanys.
Ciekawe, czy na poważnie przypuszczał, że te strofy o zdominowaniu rywala mogą potwierdzić się tak szybko. Ekipa w niemal zgodnej opinii najsłabsza w lidze, zbudowana za grosze, wyjechała do walki z szanowaną przez wszystkich prawdziwych fanów żużla "kamandą" Lokomotivu Daugavpils...i faktycznie, nie pozwoliła gościom wyjść z 40-tki! A przecież Bellego, Kostygow, Kołodinski, Michaiłow czy Drew Kemp to nie są postacie anonimowe. Ani też "Loko" nie może tłumaczyć, że zostało wyrwane z zimowego snu i z zasypanej śniegiem Łatgalii, bo klub prowadzony przez lata wprawnymi rękami Kokina i Zila przygotowywał się do tej inauguracji, trenowali m.in. na polskich torach. Tych długich - w Gdańsku i Bydgoszczy. Podeszli profesjonalnie do sprawy.
Słówko jeszcze o kontekście historycznym, bo dorosło już całe pokolenie, które nie może pamiętać do kogo ten Lokomotiv zajechał. Otóż zajechał do ośrodka, który - zanim upadł - w swoim ostatnim sezonie (2002) przegrał 12/12 meczów, w tym wyjazdy w okolicach "do 25", jak w Lublinie, a krótki sezon zamknął bilansem -317 punktów (minus trzysta siedemnaście). Poziom wesołej ekipy Sparty Wrocław z lat 80.
🎶 Na przekór wszystkiemu, dziś ruszamy w bój!
Skałka naszym domem, Świony znowu są. Jedziemy 5:1, po zwycięstwo - Śląsk.
No i, kurczę, naprawdę pojechali! "Od pierwszego biegu, na starym Hasioku...". Kieron miał rację.
Tak z ręką na sercu, kto spoza Świętochłowic znał przed tym meczem i potrafił coś powiedzieć o karierach (a częściej przygodzie z żużlem) takich chłopaków, jak Leon Szlegiel, Kuba Breński, Rune Thorst czy gwiazda dnia, Matteo Boncinelli. Skąd oni go wytrząsnęli?!
Uśmiechnięty Włoch miał być tylko rezerwowym, a szansę występu otrzymał wskutek pecha bardziej znanego "legionera", Bastiana Borke'a, który (ponoć) nie dopełnił formalności związanych z książeczką zdrowia. Który to już raz w sporcie pech jednego otwiera "salony" przed kimś z cienia...
Boncinelli był rewelacyjny. Zaczął od jedynki "na trupie", ale już w drugim starcie przywiózł 5:1 wspólnie z młodym Szlegielem, na trasie wyprzedzając Drew Kempa. Potem przyszedł zimny prysznic i 1:5 z rąk asów Dyneburga, Bellego i Michaiłowa, ale prawdziwe "Italo-disco" dopiero miało się zacząć.
W 13. biegu, przy wyniku 39:33, goście znowu mieli Bellego, a z nim do pary otrzaskanego w międzynarodowym żużlu Kołodinskiego. I do tego pierwsze pole. Tonder się nie liczył, a Boncinelli przegrał start "spod płotu", ale zaczął przebijać się do przodu. Motocykl tak mu "żarł", że opcje były dwie - albo dogoni i pożre rywali, albo popełni jakiś błąd przy próbach ataku i sam sobie podetnie skrzydła. Nie popełnił. Ustrzelił obu 🙂 Uratował 42:36 przed nominowanymi.
Długiej przerwy nie miał, bo menadżer Bas trafnie zaordynował rezerwę za Bartosza Szymurę, który na szczęście dla Śląska ogarnął się w drugiej części meczu i zdobył bezcenne trzy punkty, jednak w samej końcówce żartów już nie było. Gościom grunt zapalił się pod nogami i desygnowali Michaiłowa w ramach rezerwy taktycznej. Obok niego Kołodinski - czyli powtórka z biegu XIII. I znowu Italiano był górą. A że "odpalił" akurat Adrian Gała i po raz pierwszy wygrał indywidualnie, to Świętochłowice powiększyły przewagę do 10 punktów. Boncinelli powędrował do góry, podrzucany przez mechaników i resztę ekipy, a na trybunach ludzie skakali z radości, padali sobie w objęcia. Zapamiętają ten moment do końca życia.
🎶 Świetochłowic duma, co upadła, jak ten region,
Feniks się odrodził, zaczynamy nowy sezon.
(...)
Na betonie czy na kopie, mamy w sobie geny bestii.
Nasi jadą parą, z niebios krzyczy Jan Ciszewski.
To godzina rezurekcji, wskrzeszeni jak Łazarz.
Nie ma rzeczy niemożliwych, więc się nigdy nie poddawaj!
Wczesna wiosna - czas, gdy przyroda budzi się do życia, ostatnie szlify w Święta Wielkiej Nocy i tuż po nich... z tą "żużlową rezurekcją" Kieron-Hanys trafił w sedno. Wiara, tak samo jak sport, jest elementem lokalnej tożsamości. W Śląsku o tym nie zapomnieli. O 8 rano, tuż przed inauguracją, w miejscowym kościele przyjaciel klubu, ksiądz Artur Kozik, odprawił mszę świętą w intencji szczęśliwego powrotu klubu na żużlowe tory oraz za spokój duszy tych wybitnych reprezentantów Śląska, którzy już odeszli. ŚP Paweł Waloszek, Józef Jarmuła, Erwin Brabaiński...
Kompleksowy ten ich projekt, a zarazem iście synkretyczny. Przyciągnęli hiphopowca, księdza, prezydenta miasta, lokalnych przedsiębiorców... i jeszcze tłum kibiców, nie tylko miejscowych. Bo co na płocie robiło płótno z hasłem "Piła pozdrawia"? Ale w tym wszystkim zachowali swój śląski kręgosłup, nie dali sobie wejść na głowę. Mędrcy sterujący europejską polityką mogliby się uczyć. Z niskim ukłonem i śląską gościnnością powitali delegację z Łotwy i wszystkich przyjezdnych, ale nikt nie miał wątpliwości, w czym bierze udział, dla kogo to chwila dziejowa i kto tutaj jest gospodarzem. Te imiona wokół, jak Erwin, Egon, piękne śląskie nazwiska... ilu takich Waloszków, Tkoczów, Wyczyszczoków, Trzensioków, Owczorzy, Baranioków, Szulców i Wieczorków zasiadło na trybunach? Tkocz, ten zdolny junior ROW-u, ponoć serio był. Mała śląska armia. Pewnie gdyby dało się wpuścić 10 tysięcy, to przyszłoby dziesięć.
Zimą opisaliśmy krzepiącą historię pasjonatów, którzy nie pozwolili umrzeć Slavii Ruda Śląska - klubowi z piękną historią sięgającą 1919 roku. Tam także był żużel. Często jako obiekt zastępczy właśnie Śląska Świętochłowice w latach 70. i 80., jeszcze na początku lat 90. Historia odrodzenia klubu z literą "Ś" jest bliźniacza. Niczym odległość między tymi miastami. Pewnie niejeden z rudzkich sympatyków sportu 12 kwietnia cieszył się na "Skałce" razem z miejscowymi. Bo zasadniczo też był u siebie. Cała górnośląska sportowa i żużlowa rodzina była u siebie. Mogą świętować wielki sukces. Poczytajcie niektóre komentarze. Poza mnóstwem gratulacji "z Polski" są też takie (pisownia oryginalna):
"Jo za bajtla z Opom łazioł na Świony Skałka i Żuzel do dzisioj czuja tyn żużlowy zapach😁
To jest richtig fajnie że to łodżoło jo jest waszym Kibolem już łod bajtla"
Kto chce zrozumieć, ten zrozumie. A istotne tak naprawdę jest to, że ewidentnie wielu ludzi po ćwierćwieczu wróciło na ten stadion. Pojawiła się szansa na odtworzenie stabilnego ośrodka, który na dziesięciolecia pozostanie na mapie krajowego żużla. Na razie to kolejny krok, bardzo ważny, bo związany z ligowym debiutem, weryfikacja jeszcze przyjdzie, jednak trudno nie ulec temu optymizmowi.
W każdej organizacji potrzebny jest lider, a najlepiej liderzy, oraz społecznicy, ludzie dobrej woli, którzy zostawią kawałek swojego życia, swojego serca i swojego wysiłku, aby majaczący na horyzoncie cel osiągnąć. Wydaje się, że "Świony" trafiły na urodzajną glebę - takich zaangażowanych ludzi znaleźli cały zastęp. Ich nazwiska - Bas, Rieger, Sichma, Beger... I ten pasjonat, który założył profil Śląsk Świętochłowice - historia żużla, kiedy jeszcze o żadnej reaktywacji nie było mowy. Mniej obserwujących przez pierwsze dwa lata mieliśmy tylko my.
To oczywiście przykłady, pierwsze z góry, bo tych ludzi, którzy COŚ zrobili, nie sposób wymienić wszystkich. Z perspektywy kilkuset kilometrów i będąc gościem, co najwyżej na moment, nie wie się także wszystkiego. Nie wiemy, ile zarobił Thorst z Boncinellim (pewnie nie wystarczyłoby na dobrą pizzę dla wszystkich kibiców), nie wiemy, ile dostał toromistrz i funkcyjni, za ile rapował Kieron, a co obiecano pięknym śląskim "dziołchom", które zrobiły świetną robotę na torze, pod taśmą i w promocyjnych klipach... ale to wszystko zagrało. Po prostu zatrybiło. Pewnikiem za grosze, jak nie za totalne "dziękuję".
Tak można wymieniać długo - od prezesów począwszy, po porządkowych na obiekcie i tych obsługujących catering skończywszy. Każdy na swoim odcinku zadań "jechał z koksem". To powiedzonko, znane w całej Polsce, całkiem nieźle wpisuje się w konwencję - lokalsi szybko wam powiedzą, kaj tam najbliższa koksownia, kaj "gruba", huta, a kaj hałda. I jeszcze pokażą.
Pod trybuną promowało się Muzeum Powstań Śląskich. Tam dopiero mają wiedzę o mieście i regionie! Godzina ciekawych rozmów - gwarantowana. Świetny pomysł na połączenie sportu z historią i lekcją patriotyzmu.
Jeśli cały ten projekt speedway będzie im się kręcił tak, jak ta pierwsza impreza, to menadżer Krzysztof Bas będzie naprawdę szczęściarzem. Robić żużel bez presji, dla pasjonatów i mając pasjonatów u boku... Rewelacja.
A nawet ciężka rewelacja. Bo kiedy przychodzą oczekiwania, presja, duże pieniądze... to może się skończyć tak, jak rok temu w Gnieźnie. W takiej bitwie pasja bywa bezradna niczym piechota pod gąsienicami czołgów. Przegrasz jeden dwumecz - i wygwiżdżą właśni kibice, obsobaczą za brak sukcesu, wyjdą ze stadionu. Czy w Starcie nie było żadnych pasjonatów, nie ma ich w innych miastach? Wpompujcie kilkanaście milionów w każdy klub "podwórkowej" ligi duńskiej, uzależnijcie zarobek od wyników, awansów, sukcesów - szybko pojawią się identyczne historie. Ciężkostrawne. Może i lepiej, że Świętochłowice są na razie daleko od tego. A do IV ligi raczej nie spadną.
Od tematu finansów uciec i tak się nie da. Tych gorących serc nie wystarczyłoby, gdyby nie Miasto Świętochłowice, które systematycznie odbudowywało zapuszczoną "Skałkę". Politycznie to nie była łatwa decyzja, bo zawsze w tego typu sytuacjach zaroi się od głosów, że publiczne pieniądze bardziej potrzebne są gdzie indziej. W dodatku tym razem prezydent miasta nie mógł wskazać palcem na "gotowe"; nie mógł pokazać pełnych trybun i wiwatujących po sukcesach sportowych kibiców - mieszkańców swego miasta, jak we Wrocławiu, Toruniu czy Lublinie. Musiał uwierzyć w to, że na historyczny obiekt naprawdę wróci wielotysięczna widownia, a zmontowany przez pasjonatów team nie przyniesie wstydu swemu miastu. Najpierw sam uwierzyć, a potem tę wiarę umiejętnie zaszczepiać, wątpliwości rozwiewać. To jest polityczne ryzyko. Prezydent Tarnowa w chwili krytycznej podał pomocną dłoń klubowi, miasto wyłożyło grube miliony na dostosowanie obiektu - i teraz to włodarz grodu, najpewniej Bogu ducha winny, został w sytuacji tego, który musi "świecić oczami" za działaczy, którzy zawiedli. I dźwigać polityczny ciężar swojej decyzji.
Daniel Beger - Prezydent Świętochłowic uniósł ten ciężar, podjął ryzyko i na dziś wszystko wskazuje, że obdarzył zaufaniem właściwych ludzi. Jeszcze niedawno "na starym hasioku" była wielka dziura w ziemi. Teraz Beger mógł z prawdziwą dumą otworzyć sezon Krajowej Ligi Żużlowej. Choć sam z pochodzenia "słoik" z Warszawy, trafnie wczuł się w oczekiwania i nastroje lokalnej społeczności. Co warto zaznaczyć, nie rzuciła go na śląski front żadna wielka partia. Swoją karierę rozpoczynał jako kandydat miejscowego stowarzyszenia "Przyjazne Świętochłowice".
A ponieważ politycy, także ci lokalni, nie są od przesadnego słodzenia im (nawet jeśli jest powód), tylko wynajmujemy ich do dobrej roboty za nasze pieniądze (też dobre), to podpowiemy, że za rok, kiedy ten projekt okrzepnie, warto by pomyśleć o nowoczesnej tablicy LED dla odrestaurowanego obiektu. Chyba wszyscy się ucieszą.
Odbudowa stadionu i toru, szkolenie młodzieży - to zupełnie inny wymiar publicznego wsparcia od dotowania sportowych spółek akcyjnych wielomilionowymi subwencjami na kilka różnych (niekiedy kreatywnych) sposobów - po to tylko, żeby mogły kusić gwiazdy jeszcze większe i pieniędzmi jeszcze większymi, do których w mig dopasują się tunerzy i cała reszta żużlowego biznesu - a finalnie, żeby nakręcić i tak już przekręconą spiralę do rozmiarów przerażająco-obłędnych. A potem móc narzekać, że "koszty zabijają żużel...".
W lutym 2026 roku Śląsk dostał od miasta 200 tys. zł. na szkolenie i udział w rozgrywkach sekcji speedrowera i żużla. Bilety zrobili po 30 i 40 zł. O całą resztę koniecznych pieniędzy muszą walczyć własnymi siłami. Miasto wzięło na siebie zadanie najtrudniejsze - to infrastrukturalne, ale nie zamierza tworzyć "klubu miejskiego", struktury zazwyczaj niewydolnej, a w polskich realiach - tylekroć patologicznej, "studni bez dna" dla publicznych pieniędzy, w dodatku z klawymi etatami dla "krewnych i znajomych Królika". To zdrowy układ.
* * *
Jak będzie dalej? Bóg jeden raczy wiedzieć. Może Śląsk przegra już wszystko do końca rozgrywek, a może jeszcze raz czy dwa zaskoczy, sprawi kolejną sensację. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie liczył, że Thorst, Szymura czy Boncinelli będą seryjnie objeżdżać Bellego, Ellisa, Klindta czy Nilssona. To mniej istotne. Los darował pasjonatom ze Świętochłowic i całemu miastu oraz regionowi przepiękną puentę ich starań. Iście epicko zwieńczył ich ciężką pracę. Odnieść takie zwycięstwo w debiucie, po ćwierćwieczu przerwy - o tym będzie można za kolejnych 25 lat opowiadać dzieciom, wnukom, a może prawnukom (każdemu życzymy). Trzeba się życzliwie przyglądać temu odrodzeniu. Kto będzie chciał pomóc, ten kupi bilet. Każda "cegiełka" się przyda, każda złotówka.
Nie ma się co wstydzić. Skromnie nie oznacza biednie, a przynajmniej nie w tym najgorszym rozumieniu biedy - intelektualnej, skrzyżowanej z brakiem godności. Ten nasz żużel "na pstrym koniu jeździ". Potęgi stają się średniakami lub wręcz kończą żywot (vide Tarnów), maluczcy stają się potęgami. Realów i Barcelon, trwających w chwale po sto lat i dłużej, nie wyhodowaliśmy. To zresztą taka rozrywka dla wielkich tego świata, elit i salonów, jak przyczepka dla lamborghini.
Jeśli jest inaczej, to co przy biurku piszącego robi gadżecik z podziękowaniami od pewnego klubu za... dorzucenie kilku groszy (dosłownie) na dmuchaną bandę. Bo nie mieli za co zlikwidować okropnych drewnianych "dech". Na których chwilę wcześniej zginął młody chłopak z Olympu Praga, taki sam pasjonat, jak ci obecni z Górnego Śląska. To było 20 lat temu. Teraz ten klub otwierał z pompą najnowocześniejszą w Polsce trybunę, a w składzie ma mistrza świata. Kto wie, może Śląsk też kiedyś będzie miał. Albo jeszcze lepiej - wychowa własnego.
Śląsk Świętochłowice - 50
9. Adrian Gała - 9+1 (2,2*,0,2,3)
10. Mateusz Tonder - 11 (3,3,3,0,2)
11. Bartosz Szymura - 3 (0,0,1,2,-)
12. Rune Thorst - 8+2 (3,1,2,1*,1*)
13. brak zawodnika
14. Jakub Breński - 4 (3,1,0)
15. Leon Szlegiel - 6+1 (2*,3,1)
16. Matteo Boncinelli - 9+2 (1,2*,1,3,2*)
Lokomotiv Daugavpils - 40
1. Jewgienij Kostygow - 3 (1,0,2,0,-)
2. Nikita Kaulins - 0 (w,-,-,-)
3. David Bellego - 15+2 (3,3,2*,3,1*,3)
4. Oleg Michaiłow - 10+1 (2,2*,3,3,0,0)
5. Daniił Kołodinski - 9 (2,1,3,2,1)
6. Emil Rimican - 1 (1,0,t)
7. Damir Filimonow - 0 (0,0,d)
8. Drew Kemp - 2+1 (1,1*)
Bieg po biegu:
1. (66,30) Bellego, Gała, Kostygow, Szymura - 2:4 - (2:4)
2. (67,32) Breński, Szlegiel, Rimican, Filimonow - 5:1 - (7:5)
3. (67,56) Thorst, Kołodinski, Boncinelli, Kaulins (w/u) - 4:2 - (11:7)
4. (66,49) Tonder, Michaiłow, Breński, Rimican - 4:2 - (15:9)
5. (66,80) Bellego, Michaiłow, Thorst, Szymura - 1:5 - (16:14)
6. (66,83) Szlegiel, Boncinelli, Kemp, Kostygow - 5:1 - (21:15)
7. (65,87) Tonder, Gała, Kołodinski, Filimonow - 5:1 - (26:16)
8. (66,95) Michaiłow, Bellego, Boncinelli, Breński - 1:5 - (27:21)
9. (65,93) Tonder, Kostygow, Kemp, Gała - 3:3 - (30:24)
10. (66,45) Kołodinski, Thorst, Szymura, Rimican (t) - 3:3 - (33:27)
11. (66,44) Michaiłow, Gała, Thorst, Kostygow - 3:3 - (36:30)
12. (66,13) Bellego, Szymura, Szlegiel, Filimonow (d/4) - 3:3 - (39:33)
13. (65,81) Boncinelli, Kołodinski, Bellego, Tonder - 3:3 - (42:36)
14. (66,39) Gała, Boncinelli, Kołodinski, Michaiłow - 5:1 - (47:37)
15. (65,79) Bellego, Tonder, Thorst, Michaiłow - 3:3 - (50:40)
Jakub Horbaczewski
📷 Śląsk Świętochłowice IG, teksty utworów: Kieron YT
Skomentuj na naszym FB





Tygodniowy wykaz transmisji TV
