KALENDARIUM

26/2/2014

Przyszłość ukraińskiego speedwaya rysuje się obecnie niemal tak samo niepewnie jak przyszłość ukraińskiej państwowości. A jeszcze 2-3 lata temu te żużlowe nadzieje były spore, zwłaszcza we Lwowie i Równem. 26 lutego 2012 r. gwiazdą programu regionalnej TV Riwne1 był lider miejscowego Kaskadu, Stanisław Burza (video).

POWIEDZIELI...

poniedziałek, 26, luty 2018

sitera

sitera filipGdybym mógł cofnąć czas to pomimo mojego stanu zdrowia i tak zostałbym żużlowcem.

 

Filip Šitera (Przegląd Sportowy)

 

sportZ

Artykuły

NC+ czy NC-?

NCSezon 2013 w Speedway Ekstralidze powoli dobiega końca, czas więc na jego pierwsze, nieśmiałe podsumowania. Tym razem nie sportowe, nie finansowe, nie regulaminowe czy kibicowskie. Postanowiłem zatrzymać się przy mediach, a konkretnie przy obsłudze telewizyjnej tegorocznych rozgrywek. Jak wiadomo, doszło w tym sezonie do głośnej zmiany partnera telewizyjnego ligi. Platforma NC+ zamieniła TVP, pokazującą spotkania najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce w latach 2008-2012. Zmiana ta początkowo wywołała wiele kontrowersji, a nawet złości wśród kibiców i części środowiska żużlowego. Kurz nieco już po tych emocjach opadł.

Czas zatem, po kilku miesiącach pokazywania Ekstraligi przez NC+, na chłodną analizę takiego wyboru żużlowych działaczy. Trafna decyzja, czy nie za bardzo? Zadowolenie konsumenta większe, czy mniejsze? Jakość transmisji lepsza, czy gorsza? A jeśli lepsza, to czy warta swojej ceny? Spróbuję to wszystko uporządkować, między innymi porównując obecne standardy do tych znanych nam z TVP. Od razu uprzedzam, będą to bardzo subiektywne oceny. Ale muszą takie być, bo każdy z nas ma różne upodobania "artystyczne" dotyczące jakości transmisji żużlowych lub sportowych w ogóle. Zdania odmienne - mile widziane w komentarzach.

Nowe telewizyjne otwarcie w Speedway Ekstralidze było zapowiadane przez rządzących spółką, jako coś nadzwyczajnego. Włodarze rozgrywek przed sezonem zapewniali między innymi, że w telewizyjnym przetargu pieniądze grały najmniejszą rolę, a najbardziej zależało im ma wysokiej jakości produktu. Cofnijmy się w czasie do początku kwietnia i rozmowy dość uszczypliwego wtedy red. Dariusza Ostafińskiego z Wojciechem Stępniewskim przeprowadzonej dla "Przeglądu Sportowego". Z perspektywy czasu jest ona bowiem bardzo ciekawa. Prezes Speedway Ekstraligi twierdził, że wybrano najlepszą ofertę z możliwych. I kropka. Zgoda - tłumaczył szef E-ligi - co prawda kibic będzie miał trochę drożej, ale wszystko zrekompensuje mu wyższa jakość transmisji oraz niespotykana dotąd promocja całej dyscypliny.

Stępniewski zapewniał nas o wielu medialnych fajerwerkach dotyczących pokazywania żużla na kanałach grupy NC+. Flagową zaletą transmisji miała być ich jakość HD. Prezes Speedway Ekstraligi mówił, że oglądalność rozgrywek może spokojnie przebić tę z TVP, która kształtowała się w graniach 100-160 tysięcy widzów (na mecz). Wszystko ze względu na szacowaną ilość odbiorców NC+ w wysokości 2,5 miliona abonentów, plus to co się uda zebrać z kablówek. Inną zaletą nowej oferty miała być szeroka promocja dyscypliny w mediach grupy ITI. Były prezes toruńskiego klubu w kwietniu miał przed oczami 3 miliony widzów" oglądających żużlowców w "Dzień Dobry TVN". Do tego miała dojść raz w miesiącu transmisja na żywo w TVN Turbo, oraz, również tam, powtórka niedzielnego magazynu żużlowego, podawanie wyników w "Faktach" TVN oraz "żużlowa pogoda" w TVN Meteo. Mecze miały być przeprowadzane sprawniej, o dwóch stałych porach. Z innych wywiadów dowiedzieliśmy się też, że nowy operator pokaże kilka potyczek ligowych również w soboty, tak aby z jednej kolejki czasami pokazać aż trzy spotkania. Jednym słowem wizja była piękna, a jak to wszystko wyszło w praktyce? Postanowiłem to opisać, rozbijając rzecz na kilkanaście działów. Zatem - taśma w górę!


1. Jakość obrazu


W tym względzie chyba nikt nie ma wątpliwości, że NC+ stanęło na wysokości zadania. Każdy mecz ligowy jest pokazywany w jakości HD. Obraz ma też miłe dla oka, żywe kolory. Dla porównania, w TVP niektóre transmisje przeprowadzane wieczorem, miały nieciekawą barwę obrazu:

TVP-wieczor

 

Poniżej, można zaobserwować, jak to wygląda w nSporcie. Jak dla mnie, o wiele ładniej:

2


2. Realizacja obrazu, ilość kamer


Tutaj wielkich różnic w porównaniu z TVP nie ma. Nowa telewizja w meczach rundy zasadniczej pokazywała mecze z 8 kamer. Jako zaletę NC+ uznałbym dodanie kamery na wyjściu z pierwszego wirażu, która służy do powtórek. W rundzie finałowej w tej kwestii nieco się poprawiło. Mecze pokazywane są już z 10 kamer, w tym jednej, na wyjściu z pierwszego łuku, z możliwością powtórek w bardzo zwolnionym tempie. Ujęcia z tej kamery pokazujące każdy mikroruch wyginających się zawodników są naprawdę imponujące. Myślę, że najładniej to wyglądało podczas ostatniej relacji z Torunia, czego mała próbka poniżej:


In minus - chyba najgorsza maniera wszystkich operatorów kamer z meczów żużlowych (niezależnie od telewizji), która wciąż się zdarza: polega ona na pokazywaniu cieszącego się na mecie triumfatora, podczas gdy z tyłu walczy się jeszcze o pozycje. Tę szalenie irytującą przypadłość można zaobserwować na filmiku poniżej:


No i jeszcze dość świeża sprawa. Ostatnia transmisja nSport z meczu Falubaz - Unia Tarnów to była jedna wielka porażka - podobno z powodu przerw w dostawie prądu. Zanim wszystko opanowano, widzieliśmy ciemność, potem grafikę z napisami po angielsku, potem non stop zmieniano proporcje obrazu, a następnie zamiast powtórek pokazywano nam piękną panoramę zielonogórskiego obiektu z fonią - jakżeby inaczej - komentatorów omawiających drobiazgowo replaye, które oni na swych pulpitach mieli. I tylko zabrakło słów Piotra Barona: „szkoda, że państwo tego nie widzą”. Lub „szkoda, że państwo tego nie czują” (w kontekście palonych permanentnie sprzęgieł).



3. Jakość dźwięku


Tutaj również plus dla NC+. Dźwięk motocykli jest przyjemny, sprawia wrażenie przestrzennego. I nawet nowe tłumiki tak bardzo nie przeszkadzają w odbiorze.

 
4. Oprawa muzyczna


Melodia podkładana na powtórkach w TVP była dla mnie nie do zniesienia. Ta z NC+ zaś odwrotnie, wpadła w ucho i stanowi miłe uzupełnienie transmisji. Dodano również elementy dźwiękowe dla wyświetlanej grafiki. Wielu osobom to przeszkadza, mi się nawet podoba. Szkoda tylko, że ten motyw muzyczny jest zawsze taki sam. Może warto by choć odrobinę urozmaicić?


5. Oprawa graficzna


Tutaj również bezapelacyjna przewaga NC+. Kolor czarny, który jest tłem, świetnie pasuje do zawodów żużlowych. No i sam wygląd o wiele bardziej profesjonalny i dopieszczony. Wystarczy tylko porównać te dwa obrazy poniżej. Dalszy komentarz jest zbędny.

TVP-2Włókniarz - Unia Leszno 2012 (realizacja TVP Sport) 

 

NCrealizacjaWłókniarz - Unibax 2013 (realizacja nSport)

 

6. Komentatorzy

Wszyscy się strasznie czepiają tego nieszczęsnego Olkowicza. Że się myli, że zarzuca "suchary", że świadomie przekręca imiona i nazwiska żużlowców, mówiąc np. "Antuan" Lidbaeck, albo ostatnio, Rafał "Szumiński" (o Szuminie, czyli Szombierskim). A mnie to szczerze mówiąc jakoś strasznie w odbiorze meczu nie przeszkadza. Ale ja trochę tak mam, nie tylko w żużlu, że nawet lubię tych mylących się komentatorów. Zawsze to jakaś dodatkowa rozrywka w czasie meczu. Dlatego mnie nawet mistrzowie lapsusów w tej dziedzinie, jak Szpakowski czy Szaranowicz, wręcz przyciągają przed telewizor. Wiem, że to dziwne, ale oglądanie meczów piłkarskich z Laskowskim, czy skoków narciarskich i lekkiej atletyki z Rudzińskim, to już pozbawiony tego "czegoś" sam sport. A ja wolałbym mieć i jedno, i drugie. Te wywody filozoficzne "Szarana", te utyskiwania na temat stanu polskiej piłki Szpakowskiego, ta ich nadmierna egzaltacja, te poprzękręcane nazwiska...

Drugim komentatorem Ekstraligi jest Tomasz Dryła, do kwietnia dla mnie postać zupełnie nieznana. I muszę przyznać, że facet radzi sobie bardzo dobrze. Można powiedzieć, że jest zupełnym przeciwieństwem Olkowicza. Rzadziej się myli, jest merytorycznie przygotowany do transmisji, dosyć poprawny, opanowany. Jednym słowem, nie przeszkadza w odbiorze. Podczas półfinałowego meczu Włókniarz - Unibax odleciał co prawda, ale komu z oglądających się to nie przytrafiło - palec do góry.

Swoją drogą cudnie musiała wyglądać ta scenka z zielonogórskiej wieżyczki opisywana przez Tomasza Lisa (Panie Tomku, proszę powiedzieć, co pan powiedział w momencie, kiedy był restart biegu 15?).


A jak było w naszych domach, szczególnie tych w Częstochowie i okolicach? Jestem pewien, że reakcje telewidzów na 9. odcinek ostatniej serii „Gry o Tron” to przy tym pikuś.


Mieliśmy też okazję, bodaj raz lub dwa, w okresie urlopowym, usłyszeć na stanowisku komentatorskim Grzegorza Milko. Kiedyś znalazłem na jakimś sportowym forum temat pt. "Twój ranking komentatorów piłki nożnej". Prawie zawsze na końcu był Milko. Po obejrzeniu meczu Ekstraligi z jego komentarzem już wiem dlaczego. Jego grzechem głównym są nie tylko rażące błędy czy nadmierna ekscytacja byle jaką "mijanką". Gorzej, że czasem nie potrafi poprawnie złożyć zdania.

A jak wypada NC+ w porównaniu z TVP? Jak dla mnie, nie jest źle. Słuchanie Darżynkiewicza przyprawiało mnie nieraz o mdłości. "Lesznianie"czy "suweren" jeszcze można było znieść, ale już z nieskrywanymi sympatiami i antypatiami było gorzej. Jako gorzowianin jego darcia papy po udanej akcji Falubazu w meczu z moją Stalą zdzierżyć nie potrafiłem.

Natomiast w moim prywatnym rankingu dla najbardziej spektakularnego komentatora żużlowego wygrywa ten jegomość, którego można usłyszeć na tym archiwalnym już filmie. Cóż za talent, cóż za ekspresja, cóż za emocje!

 

7. Studio meczowe

Strzał w dziesiątkę. Podoba mi się dość szeroki wachlarz zapraszanych ekspertów. I szkoda, że dopiero teraz doczekaliśmy się takiego rozwiązania. Do prowadzących studio też chyba nie można mieć jakichś większych zastrzeżeń.


8. Współkomentatorzy

Cieszy fakt, że - inaczej niż to było w TVP - nie mamy do czynienia w kółko tylko z Cegielskim, Wardzałą i Dołomisiewiczem. Okazało się, że w kwestii znalezienia nowych twarzy - chcieć, to móc. Miło było posłuchać Barona, Skórnickiego, Śwista, Kościucha, Stachyrę, a nawet Krzystyniaka i Puszakowskiego. Za prawdziwe odkrycie sezonu na tym stanowisku uznałbym jednak Roberta Kościechę. Oglądanie transmisji z jego współudziałem i słuchanie jego znaku firmowego - wybuchowego śmiechu, to sama przyjemność. Choć w ostatnią niedzielę aż za bardzo otarł się o czarny humor (- Robert, pamiętasz kiedy Tomek Gollob leżał po raz ostatni? – Tak ostatnio… to dzisiaj rano w busie, jak spał. Ha ha ha!)  Z kolei przed byłą legendą toruńskiego Apatora, Wojciechem Żabiałowiczem, jeszcze sporo treningów przed mikrofonem...

9. Reporterzy

W tej kwestii, w porównaniu do poprzednich telewizji, postępu nie zauważyłem. Większość rozmów to spektakle nudne jak wyjazdowe mecze Lublina. Najczęściej wywiad przebiega według następującego schematu: "Jak oceniasz wczorajsze Grand Prix?", "Kto dzisiaj wygra?". Na co zawodnik rezolutnie odpowiada: "It is very tough meeting, You know". "Our opponent is very good team, You know". Opcjonalnie: "I will do my best".

Tak, we know.

No i jeszcze ta durna podnieta reporterów, kiedy któryś straniero (dajmy na to Rune Holta) raczy powiedzieć słówko po polsku. Dzinkjuje choćby. Czego brakuje? Przede wszystkim, choć krzty kreatywności i nieco więcej trudnych pytań. Reporterzy boją się je zadawać, bo przecież fajnie jest mieć najlepszych żużlowców świata za kumpli, fajnie jest im podać rękę czy - już poza kadrem - poklepać po plecach w parkingu.

Bywało inaczej? I owszem. Tyle razy chwaliłem w tej wyliczance nSport, wyliczając jej przewagi nad poczciwą TVP, a tym razem - konsternacja - będzie na odwrót. Pamiętacie tę rozmowę?


Czego byśmy się dowiedzieli, gdyby nie dociekliwy reporter TVP Sport wyciskający z sędziego Grodzkiego ostatnie poty (dosłownie) oraz jego partner - kamerzysta, nie dość, że z niezmąconą pewnością siebie utrwalający parujące od najwyższego wysiłku czoło naszego eksportowego arbitra, to jeszcze w odpowiednim momencie (sic!) bezczelnie robiący "najazd" na błękitne niebo nad W69?

Doświadczenie jest w tej pracy ogromnie cenne. Można "zrobić" pińcet meczów piłki, tyle samo kosza, biegać z mikrofonem wśród olimpijczyków, porozmawiać z samą panią ministrą o zawiłościach hokeja na trawie, ale żeby sprostać oczekiwaniom polskiego kibica żużla, trzeba tym żużlem po prostu przesiąc, niczym stary ortalion z bazaru majowym kapuśniakiem. Pamiętacie ten cytat z Tony'ego Rickardssona? Taki Łukasz Benz z TVP to doświadczenie już zebrał, a w parkingu radził sobie naprawdę dobrze. Jakby radził sobie w obecnym sezonie, tego już z wiadomych względów nie było nam dane się dowiedzieć.


Jak to wygląda w "N-ce"? Różnie. Przypominam sobie rozmowę z zaproszonym gościnnie przed kamerę Jackiem Krzyżaniakiem podczas któregoś z domowych meczów Unibaksu na początku sezonu (teraz trudno mi wyłapać z pamięci, podczas którego konkretnie, bo na początku sezonu każdy mecz żużla w nSport był meczem Unibaksu). Reporterką była zupełnie nieznana mi wówczas młoda dziennikarka, której wszak sama aparycja - nic to dziwnego - nakazała na moment podgłośnić "volume". Sam pomysł wykreowania polskiej Charlie Webster jest ze wszech miar chwalebny, ba, uważam, że to wręcz konieczność dziejowa... ale wróćmy do sytuacji z toruńskiego parkingu. Bohaterka, sądząc choćby z bardzo młodego wieku nie mogła pamiętać zbyt wiele z kariery (i jej zakrętów) swojego rozmówcy, ale - jak domyślam się z kontekstu - zanim włączono kamery sympatyczna para odbyła krótką, zapewne równie sympatyczną, rozmowę na temat przebiegu tejże oraz obecnych piłkarskich pasji "Krzyżaka", co urocza młoda dama chciała najpewniej z rozmówcy, już w wersji live, wyciągnąć. Wyszło... no cóż:

Jacku, pochwal się, dla czego porzuciłeś karierę żużlowca?
- Yyy... no... porzuciłem karierę żużlowca z powodu choroby nowotworowej.

Po tej króciutkiej wymianie zdań przestraszyłem się, że dziewczę zapadnie się ze wstydu pod ziemię lub chociaż schowa za beczkę z metanolem. Ale nie. Uśmiech numer pięć, "hihihi" i dalej jakoś poszło.

Jakiś czas później powiedziano mi, że przeurocza gwiazdka nazywa się Anita Mazur i jest powodem ślinotoku połowy piłkarskiej redakcji Canal+, gdzie nazywana jest "Różową Landrynką". Podobno kiedyś była w związku z samym Mateuszem Możdżeniem, teraz jest dziewczyną Łukasza Sówki. Zatem, widać, praca jej służy. Może jednak doczekamy się polskiej Charlie Webster? Niechby nawet na różowo.

A tak szczerze - kończąc już wątek reporterski i abstrahując zupełnie od ostatniej sytuacji - jeśli wszystkie te rozmowy w parku maszyn mają być takie same jak zawsze, to już bardziej wolałbym tego świra z Victoria Piła TV.

10. Magazyn żużlowy

Chyba największy plus nowej oferty telewizyjnej. TVP, a wcześniej Polsat, też takie próby podjęły, ale bardziej na zasadzie słomianego zapału, na dość niskim poziomie. Półtora godziny niedzielnych podsumowań ligowych, skróty ze wszystkich meczów ekstraligi, wywiady, rozmowy z ekspertami w studio, krótkie reportaże (jak choćby ostatnio o Rafale Wilku) - to coś, o czym wcześniej można było tylko pomarzyć.

Żeby nie było za słodko - skandalicznie zaprezentowano wzbudzający największe emocje (niestety negatywne) moment sezonu zasadniczego, czyli pamiętny mecz Unia Leszno - PGE Marma 75:0. Oglądając ligowy magazyn bezpośrednio po tym spotkaniu można było odnieść wrażenie, że telewizja najchętniej by całą sprawę wyciszyła i zamiotła pod dywan. Prawdę, ze zbliżeniami, wjazdem oka kamery w sam środek obu teamów poznaliśmy w dużej mierze dzięki... amatorskiej, kibicowskiej telewizji Unii Leszno 1938.pl. Czyli pracy zapaleńców. Po raz kolejny Internet pokazał swą moc. Moim zdaniem - ale być może tylko moim - nie popisała się także N-ka podczas jednego z domowych meczów Włókniarza, skutecznie udając, że nic się nie dzieje, kiedy na trybunie trwało mordobicie, sprowokowane przez chuliganerię spod znaku piłkarskiego Rakowa. Świetnie. Pewnie prezes Stępniewski przesłał gratulacje, ale mnie uczono, że rolą dziennikarzy nie jest ochrona wizerunku ligi. Rolą dziennikarzy jest bezstronne i rzetelne mówienie "jak jest".

Oczywiście, zdarzyło się jeszcze kilka pomniejszych wpadek, ale ogólnie zrobiono wielki krok naprzód. Szkoda mi też, że na stanowisku prowadzącego po-ligowy magazyn Darię Kabałę zastąpił Marcin Majewski. Straszna jąkała z niego jest. No i jeszcze te kreski i strzałeczki a'la Jacek Gmoch. Czy my ślepi jesteśmy, że muszą nam wszystko, jak dzieciom, rysować? Miło jest natomiast posłuchać w magazynie, moim zdaniem, jednego z najlepszych głosów polskiej telewizji, Edwarda Durdę. Miał on też przecież epizod komentowania rozgrywek żużlowych w latach 90. na antenie Canal Plus. Szkoda tylko, że ma jeden, drobny minus. Słabo się zna na żużlu. Raz wyczytał skład Unibaksu: "Holder, (...) Pulczyński, Przedpełski i... Kryjom".

11. Czarny charakter


Nowy cykl dłuższych reportaży pod tym tytułem uważam za bardzo dobry pomysł. Pokazuje, że żużlowcy to nie są jedynie maszynki do robienia punktów. Pokazuje jak trudny jest to sport i jak wielkich nakładów wymaga. Pokazuje, że zawodnicy mają swoje rodziny, uczucia, zainteresowania, czasem problemy, że są tacy sami jak my. No, prawie.

12. Dobór meczów

Ogólnie większych zastrzeżeń nie mam. No może poza początkiem sezonu, gdy w nadmiarze pokazywano Unibax i ani razu Unii Leszno. Potem się to trochę poprawiło. Natomiast na koniec rundy zasadniczej znowu "N-ka" się nie popisała, najpierw rezygnując w ostatniej chwili z kluczowego dla Stali Rzeszów (i budzącego ogromne zainteresowanie całej żużlowej Polski) meczu z Falubazem, a potem z "meczu o życie" dla rzeszowian przeciwko Polonii. Niestety, zapowiadane z wielkim hukiem mecze w sobotę, poza dwoma bodaj incydentami, okazały się jedną wielką ściemą. Ale o tym, że tak się skończy, pisaliśmy już rok temu (Liga na okrągło. Jaka piękna mrzonka).

13. Godziny meczów

Wiem, że to ze względu na magazyn żużlowy, ale sztywne trzymanie się 16.00 i 18.30 nie było zbyt szczęśliwym rozwiązaniem. Po pierwsze dlatego, że latem o 16.00 panuje bardzo duży, niekomfortowy zarówno dla zawodników, jak i widzów, skwar. Druga kwestia dotyczy używania sztucznego oświetlenia. Po co kazano je budować? Żeby w sezonie tylko kilka meczów na krzyż rozgrywać w porach wieczornych? W takim Wrocławiu na dobrą sprawę nikt nawet nie wie, czy te ogromne jupitery w ogóle działają, bo ostatni raz widziano je włączone jakieś 1,5 roku temu. Dlatego też pod tym względem wyżej oceniałem elastyczność TVP, która w czasie wakacji pokazywała mecze również w późniejszych porach. NC+ mogło zrobić dokładnie to samo, zaś magazyn, jeszcze bardziej dopracowany, dzięki dodatkowemu dniu przerwy, pokazać nawet w poniedziałek wieczorem. 

Doszło jeszcze do innej, moim zdaniem zupełnie idiotycznej, zmiany. Szczególnie jest to widoczne na stadionach z miejscami numerowanymi. Oficjalna godzina meczu od tego sezonu oznacza start do pierwszego wyścigu, zamiast do prezentacji, jak dawniej. Bo rzekomo transmisje są wtedy bardziej dynamiczne. Absurd! Jest tak, jak kiedyś, czyli prezentacja na 15 minut przed taśmą w górę, a potem start, zmieniono jedynie nazewnictwo. Rezultat tego zabiegu jest taki, jak myślałem, czyli silne oddziaływanie psychologiczne na widza. Skoro mecz jest na 16.00, ów przyjdzie na 16.00 i nie zobaczy już prezentacji. Dawniej, gdy mecz zapowiadano na 16.00, widz przychodził o tej godzinie i zaczynał mecz od oklasków dla aktorów widowiska. Jaki jest sens robić prezentację dla pustych trybun?

A jeżeli chodzi o większą dynamikę zawodów, o jakiej dynamice my mówimy, skoro w erze nowych tłumików, byle jaka taśma i powtórka wyścigu, nawet po nierównym starcie, jest przeprowadzana po długim i żmudnym misterium chłodzenia silników. Dzisiaj mecze są tak naprawdę jeszcze dłuższe niż kiedyś. Pamiętacie ile trwał słynny już, zeszłotygodniowy mecz pod Jasną Górą? Dla tych, którzy byli wówczas na ligowych stadionach: otóż trwał tyle, że n-ka ledwo zdążyła się przełączyć na drugi półfinał w Zielonej Górze. Jak ktoś chce większej dynamiki, proszę bardzo - niech nakaże żużlowcom start na starych wydechach. Ot, cała filozofia. Przy okazji może Gollob kontrując, hamując ręką, nogą i stając na rzęsach, żeby nie wpaść w Holtę, w tego Holtę nie wpadnie.


14. Atrakcyjność finansowa

Umowy telewizyjne na pokazywanie żużla ligowego są oczywiście objęte tajemnicą handlową. Ale nieoficjalne źródła mówiły o tym, że oferta NC+ była bardziej korzystna niż TVP. Pierwsi mają płacić 2,5 miliona zł za sezon, drudzy płacili 2 mln. Gdzieś tam jeszcze w tle był Polsat, który do dziś zarzeka się, że oferował co najmniej tyle samo, a o porażce zadecydowała nie merytoryczna ocena oferty, a bliżej nieokreślona "siła wyższa". Tak czy inaczej, są to wszystko śmiesznie niskie kwoty w porównaniu choćby do T-Mobile Ekstraklasy. Tam pula rozdysponowana na kluby wynosi około 100 milionów zł, dzielonych w zależności od osiągnięć. Wiadomo, że najmniej zyskały "czerwone latarnie" ligi, około 4,5 mln zł. Czyli... prawie dwa razy więcej, niż cała nasza żużlowa liga razem wzięta. Niech ten fakt o czymś świadczy.

P.S. Czym w trakcie finalizowania kontraktu pomiędzy ligą a telewizją zajmowała się spółka UFA Sports GMBH Andrzeja Placzyńskiego, wymieniona zresztą w ostatnim komunikacie prasowym Ekstraligi z dn. 12.09.2013 jako partner w tych negocjacjach? Dobrze byłoby to wiedzieć, bo od lat dla kibiców nie jest tajemnicą, że nad Wisłą zmieniają się selekcjonerzy, rywale, kolejne mistrzostwa są przegrywane, a pan Placzyński - szara eminencja polskiego futbolu, trwa. I od ilości możliwych do wyświetlenia reklam bukmacherów zależy, z kim Polska zagra i gdzie. Teraz pora na żużel?


Na razie, dla NC+ było względnie miło, teraz trochę o minusach nowej umowy. Nie mamy złudzeń, że na najbardziej opiniotwórczych portalach wszystkie krytyczne głosy względem nowego operatora będą wyciszane (nie dziwota, skoro co 15 minut dziennikarze N-ki podają coś "dzięki uprzejmości kolegów z..."). Za tę część w ITI i C+ raczej nas nie polubią, ale trudno - ktoś musi.


15. Dostępność transmisji

Największa wada nowej umowy, która być może przyćmiewa nawet wszystkie argumenty przemawiające "za". Mecze są pokazywane w kodowanej stacji nSport, za dostęp do której trzeba słono zapłacić (co prawda zawsze w takich sytuacjach lista komentarzy zaczyna się od wpisów p.t. "a co, nie stać cie - to nie musisz oglądać. Bo mie stać i mam 3 dekodery, haha", ale umówmy się - wydatek na N-kę to nie był mały pieniądz i dla przeciętnego Kowalskiego był (jest) odczuwalny. Pod tym względem - zdecydowana przewaga TVP. Nie tylko TVP Sport była dostępna w większości kablówek, ale też wiele meczów pokazywano na żywo na antenie ogólnodostępnej TVP regionalnej. W województwie lubuskim, do którego siłą rzeczy odnieść mi się najłatwiej, pokazywano na żywo prawie każdy mecz z udziałem Stali czy Falubazu.

16. Oglądalność

Skoro dostępność niewielka, oglądalność też licha. Wojciech Stępniewski liczył przed sezonem na przebicie słupków oglądalności z czasów TVP Sport. Niestety, bardzo się przeliczył, gdyż średnia widownia żużla w NC+ nie przekroczyła nawet marnych 90 tysięcy widzów (dokładnie 88 447). Są to dane uwzględniające już pierwsze mecze półfinałowe, które z naturalnych względów nieco zawyżają średnią z fazy zasadniczej. Jak odnieść te 90 tys. widzów do innych pozycji z ostatniego weekendu? Cóż, "gadające głowy" w Cafe Futbol (Polsat Sport) obejrzało ponad 130 tysięcy... Tak, w takim punkcie jesteśmy.

Istotniejsze dla mojej wyliczanki będzie bezpośrednie porównanie z wynikami notowanymi przez TVP. Tam również długo nie było różowo. Przynajmniej tak się wydawało. Średnia jednak rosła (co obrazują poniższe dane), a wynik osiągnięty w ostatnim roku (ponad 160 tys.) jest niemal dwukrotnie wyższy od obecnego. A warto zaznaczyć, że za czasów TVP zdarzały się też mecze z 3-krotnie wyższą oglądalnością (rekord: ponad 265 tys.), co deklasuje obecnego nadawcę. Czy ten aspekt władze naszej ligi w dostatecznym stopniu wzięły pod uwagę - pozostawiam ocenie samych Czytelników.

Średnia oglądalność meczu żużlowego w TVP Sport w kolejnych latach:

2009: 121 390

2010: 106 206

2011: 151 164

2012: 160 347

 

Kończąc wątek oglądalności, dodam jeszcze, że według mnie dane, jakimi dysponujemy, zarówno te z czasów TVP, jak i obecne, są nieco niedoszacowane. Profesjonalne firmy, które się tym zajmują robią to mniej więcej tak: wybiera się cały przekrój społeczny: miasta, wsie, wykształceni, niewykształceni, młodzi, starzy, kobiety, mężczyźni itp. - reprezentatywny dla wszystkich telewidzów w Polsce. Załóżmy, że jest to 1000 osób. Montuje się w ich pilotach urządzenie do śledzenia tego, co kto ogląda. Potem wszystko mnoży się przez odpowiednie liczby i na podstawie próby wychodzą dane reprezentatywne dla całego społeczeństwa. Jestem pewien, że gdyby takie badanie przeprowadzono tylko na próbie mieszkańców miast żużlowych, okazałoby się, że mamy do czynienia z zupełnie innymi liczbami. Dam sobie głowę uciąć, że faktycznych odbiorców żużla w telewizji jest w naszym kraju wielokrotnie więcej niż 100 tysięcy.

17. Transmisje w Internecie

W tej materii TVP również deklasuje obecnego nadawcę. Jeszcze rok temu każdy mecz telewizyjny był transmitowany na żywo również na oficjalnej stronie internetowej TVP. Do tego nie było problemu, żeby obejrzeć sobie zawody z odtworzenia, gdyby w niedzielę nie starczyło na to czasu, albo choćby po to, by przeżyć mecz własnej drużyny jeszcze raz. Doszło już do tego - i tu kolejny raz kłania się podniesiona w wątku reporterskim ciągłość - że kibice, zwłaszcza ci najwierniejsi, wracający późną nocą z wyjazdowego meczu swych ulubieńców, wiedzieli doskonale, że wystarczy włączyć "kompa", wystukać sport.tvp.pl i jeszcze zanim poniedziałkowe wstaną zorze, obejrzeć mecz, którego na żywo obejrzeć się nie mogło. Zupełnie za darmo. Tego dziś brakuje. Chyba, że komuś przypadły do gustu te pseudoskróty, sprzedawane wszystkim "dzianym" redakcjom przez TVN-owską agencję x-news. Wtedy autentycznie współczujemy. 30 sekund reklam - 2 min. żużla. Kto, kogo, jaki wyścig, przy jakim wyniku - nie ważne. Sru - poszło. Następny. Aha, i kategoryczny zakaz udostępniania poza granicami Polski!

Na szczęście, od czego są kibice publikujący swoje nagrania na własnych stronach, blogach oraz na Youtube. Jak zawsze na posterunku, za co cała żużlowa brać serdecznie im dziękuje. Nie tylko im zresztą, koledzy z "cichociemnych" telewizji internetowych też spisują się na medal. Ale o tym cicho sza...

A właściwie, dlaczego cicho sza? Czy tego aspektu, już zimą, władze naszej ligi również nie powinny wziąć pod uwagę? Co zaoferowała N-ka w kontekście udostępnienia, choćby okrojonej formą, żużlowej strawy w sieci? Ile osób, zwłaszcza młodych, w ogóle zrezygnowało już z telewizora, na rzecz Internetu właśnie?

18. Promocja żużla w mediach

Wracam do wypowiedzi prezesa Stępniewskiego sprzed sezonu. Po kolei. Mieli być żużlowcy w "Dzień Dobry TVN" przed "milionami" widzów. Nie wiem, nie oglądam ogłupiających programów śniadaniowych. Ale słyszałem, że podobno raz byli. Raz w miesiącu transmisja w TVN Turbo. A i owszem, tutaj pretensji mieć nie można. Powtórka magazynu żużlowego w TVN Turbo. Początki były obiecujące, program nadawano w poniedziałek w dobrym czasie antenowym. Ale bodaj od drugiej czy trzeciej kolejki przesunięto go tradycyjnie - tam, gdzie miejsce polskiego żużla w mediach. Czyli po północy. A teraz uwaga, najlepsze: "podawanie wyników w Faktach TVN". Program ten, w celach satyrycznych, oglądam codziennie. I o żużlu jakoś nie słyszałem. No tak, zapomniałem, że są ważniejsze sprawy na świecie, jak pieski zamykane w samochodach, wypadki na drogach, mama małej Madzi, czy straszenie ludzi PiS-em. No, ale jak nie tam, to może w "Sporcie" po "Faktach"? Przyznam, że miałem okazję tylko raz obejrzeć ten program w ostatnim czasie, za to właśnie w którąś niedzielę. I rzeczywiście o żużlu coś było. Mianowicie... prowadzący w 10 sekund przeczytał z kartki wyniki meczów. Wielkie łaaał! Miała być jeszcze jakaś "żużlowa pogoda" w TVN Meteo. Ktoś coś widział, ktoś coś wie? Szczerze, to wątpię czy coś takiego w ogóle miało miejsce. Ale nawet jeśli, cóż to za promocja dyscypliny? Kto tę stację ogląda?!

W TVP pod tym względem było naprawdę o wiele lepiej. Najchętniej oglądany program w Polsce, czyli "Sport po Wiadomościach" mówił o żużlu bardzo dużo. Były relacje filmowe z meczów, zarówno w niedzielę, jak i poniedziałek. Były też zapowiedzi całych kolejek. Były upadki, kontrowersje, króciutkie (ale zawsze) wypowiedzi samych zainteresowanych. Dla nas - żużlowych maniaków to było za mało. Co jest teraz?


PODSUMOWANIE


NC+ dostarcza kibicom żużla produkt trochę lepiej opakowany niż wcześniej. Jest obraz HD, jest dźwięk Dolby Digital, jest wpadająco w ucho muzyczka, ładna oprawa graficzna i studio przed meczami. Gwoli sprawiedliwości oddać trzeba, że głosy całkowicie potępiające transmisje platformy N są moim zdaniem nieco przesadzone. Ale to, co nam zaoferowała nowa telewizja, nadal jest tylko krokiem w drodze do celu. Albo kroczkiem. Wciąż jest opakowaniem. To, co jest w środku, pozostało niemal bez zmian. Realizacja spotkań pod względem wizji jest w gruncie rzeczy podobna. Podobna ilość kamer i ich układ, podobne powtórki, podobne błędy operatorów i realizatorów, podobne, a czasem może i większe, babole tych z mikrofonem. Podobny dystans dzielący od mistrzów z brytyjskiej SKY. Gdyby w przyszłym roku NC+ od początku miało pójść drogą tegorocznych play-offów, byłoby trochę lepiej.

Niestety, cieniem na nowej platformie kładzie się fakt niskiej dostępności nSportu. Nie wiem dlaczego prezesi klubów na siłę przyjęli ofertę nowej telewizji, skoro w gruncie rzeczy jest ona niekorzystna dla rzeszy kibiców. A może właśnie dlatego? Wszak w wielu ośrodkach wciąż jeszcze pokutuje myślenie, że "mecz w TV = wróg". A nie daj Boże w otwartej TV.

Przecież Polsat przed sezonem miał proponować trzy niedzielne mecze z każdej kolejki na żywo, lub nawet cztery w przypadku kolejek z sobotą. Z czego jeden mecz w każdej kolejce na ogólnodostępnym kanale Polsat Sport News (multipleks naziemnej telewizji cyfrowej). Być może prezesi faktycznie kierowali się tym, że mniej dostępny żużel w eterze, będzie oznaczał większą frekwencję na stadionach i zwiększy ich wpływy z biletów. Jeśli przyjąć, że ta zależność jest tak oczywista, wtedy aż strach pomyśleć jak niska byłaby, i tak kiepściutka, średnia frekwencja w Ekstralidze Anno Domini 2013.

 

Michał / Gorzów
Współpraca: JaH


P.S. Pisząc ten tekst, świeżo jeszcze mając w pamięci wypełnioną po brzegi Motoarenę (kolega do dziś jest szczęśliwy, że udało mu się kupić 5 godz. przed meczem jeden z ostatnich biletów... stojących), pamiętając pękający w szwach stadion w Częstochowie, przeczytałem na FB post, sklecony w biegu przez kolejnego żużlowego znajomego: Galeria Copernicus, bilety na finał są:) Ale kolejka... na godzinę stania:-/

Panowie działacze, róbcie dobry żużel, a kibice przyjdą. I żadna telewizja; otwarta, zamknięta czy półzamknięta, nie odbierze wam zysków. Tylko róbcie dobry żużel.

Komentarze  

 
Od redakcji
0 #12 Od redakcji 2014-12-16 17:40
Cytuję TomekUrbanski:
Cześć! Czy przygotowujecie podobne podsumowanie po sezonie 2014 r.? Sporo się zmieniło w NC+, doszła 1.liga w TVP. Jakie są Wasze plany?

Autor ubiegłorocznego podsumowania otrzymał już Twoją propozycję. A może masz ochotę podzielić się swoimi refleksjami na naszych łamach? Zachęcamy :)
Cytować
 
 
TomekUrbanski
+2 #11 TomekUrbanski 2014-12-15 18:18
Cześć! Czy przygotowujecie podobne podsumowanie po sezonie 2014 r.? Sporo się zmieniło w NC+, doszła 1.liga w TVP. Jakie są Wasze plany?
Cytować
 
 
milan49
+4 #10 milan49 2013-12-14 21:13
Ogólnie to bardzo fajne podsumowanie sezonu i w wielu kwestiach się zgadzam. Odniosę się tylko do reporterów i komentatorów.
Reporterzy to porażka, może i Anita Mazur z początku zadawała banalne pytania ale później już nawet wiedziała w jakich kaskach startują gospodarze :D I jej braki nadrabiała uroda dlatego ją chyba wspominam najmilej, ale później nsport ją wywaliło, a Ci co zastępowali lepsi nie byli. Oczywiście drugiej takiej osoby jak Tomasz Lorek nie będzie.
Komentatorzy źle. Dryła mi się podobał, komentator musi trzymać widza w napięciu, co Olkowiczowi wcale się nie udaje. Ale i tak lepsi niż Darżynkiewicz przez którego nie oglądałem żużla przez 4 lata. Ale i tak nikt jest słabszy niż komentator żużla w radiu PiK.
Cytować
 
 
Śnieży mi tu
+4 #9 Śnieży mi tu 2013-09-19 13:05
W TVP przeważnie na Ziemi Lubuskiej czy w Lesznie (więcej pewnie ekipa z Poznania) do wywiadów wpuszczali kolesia, który pewnie nawet frazę 'go back to your pit' musiał sprawdzić w googlach. Taki misiowaty z zakolami wiecznie uśmiechnięty w samozadowoleniu . Pytanie po angielsku (oczywiscie z gatunku 'Jak oceniasz tor' lub 'Czy jeszcze powalczycie?') jeszcze umiał sklecić ale w tłumaczeniu odpowiedzi nawet nie udawał, że rozumie piate przez dziesiąte. Zawsze dopowiadał na zasadzie: jest nieźle ale jeszcze poszukamy lepszych ustawień, damy z siebie wszystko. Kompromitacja! I wg mnie raczej bardziej jego szefów, niż samego wesołka. To, że wesołek lubi nosic mikrofon w prakingu, ok, pewnie wielu lubiłoby to samo nawet za darmo. Ale kto go tam wpuszczał i jeszcze opłacał? Dodam, że sprawa o ile niesmaczna w moich oczach, to jednak z uwagi na pracodawcę, nie budzaca mojego zdziwienia.
Cytować
 
 
nieAndrzej
+2 #8 nieAndrzej 2013-09-17 22:15
Matko Boska!! Tego tekstu jest tyle, że przełożyłem komentarz na dzisiaj, dzisiaj patrzę, a tekstu jest jeszcze więcej, bo komentarze doszły :))
Tak więc 'to make long story short', jak zawsze bardzo dobry artykuł, pomimo, że jak zaznaczono na wstępie - subiektywny.
Praktycznie tylko z jednym punktem bym polemizował, ale za to mocno. Chodzi (oczywiście) o komentatorów (i częściowo również gości i współkomentator ów).
Na tym polu niestety jest dramat. W przeciwieństwie do Michała mnie Olkowicz niesamowicie przeszkadza w odbiorze. Faceta po prostu nie da się słuchać. Reszta nie lepsza, na co zresztą zróciliście uwagę w komentarzu z 2013-09-17 00:52. Ilość błędów była rzeczywiście porażająca. Co do Śledzia, tak do końca nie jestem przekonany, czy wiedział, ale nie chciał przeszkadzać. Z drugiej strony jeśli takie samo podejście miał w Rzeszowie to sporo by tłumaczyło. Dodałbym jeszcze sytuację z Tarnowa z XIV biegu. Komentator po kolizji Kacpra i Artura dopiero po ładnych kilku minutach ze zdziwieniem powiedział coś a'la: "To było ostatnie okrążenie??? Nawet nie zauważyłem".... litości!!!
P.S no.1 Dzięki za wstawiennictwo w kwestii nazewnictwa mieszkańców Leszna. My tutaj od zawsze jesteśmy Leszczynianami.
P.S no.2 "go back to your pit" LOL... jak to pierwszy raz usłyszałem w TV to aż się przeraziłem..
pozdrawiam
Cytować
 
 
Od redakcji
+2 #7 Od redakcji 2013-09-17 00:52
Cytuję Wrona:
W końcu znalazłem czas na komentarz :) Bardzo rozbudowany artykuł. No i ciekawy, jak tu większość. W wielu podpunktach się zgadzam, lecz...

Podziękowania od autorów za ciekawy i rozbudowany komentarz. Z tym emocjonalnym, ale budującym napięcie a nie prymitywnym, odpychającym komentarzem (a przecież takiego byśmy chcieli) to zawsze jest takie balansowanie na granicy. Emocje/obiektyw izm - to trudno zbilansować. W opisywanej sytuacji z Częstochowy, wydaje nam się, że komentatorzy stanęli na wysokości zadania. Były emocje, nawet duże, ale wynikały li tylko z sytuacji na torze. Nie było faworyzowania którejś z drużyn. Ujawnianie własnych sympatii lub antypatii dla człowieka mikrofonu jest zabójcze. Kilku żużlowych sprawozdawców (mniejsza teraz o nazwiska) właśnie na tym polu poległo z kretesem. A odbudowanie zaufania widza jest szalenie trudne. Kibic żużlowy z założenia pamięć ma dobrą.

Filip Adamus (jeśli dobrze zapamiętaliśmy nazwisko) rzeczywiście robi dobre wrażenie. Nie wymieniliśmy go co prawda w artykule, bo w tekście, bądź co bądź, przekrojowym, opisującym ostatnie 6 lat żużla na szklanym ekranie (2008-1013) jego wkład w telewizyjną rzeczywistość jest jeszcze incydentalny, ale wymienimy teraz - tak na zachętę, bo chłopak naprawdę zapowiada się dobrze, zna angielski na levelu wyższym niż "go back to your pit", a przede wszystkim gołym okiem widać, że łączy pracę z pasją, interesuje się tym, co relacjonuje. Prawie jak my:)

Na marginesie, bardzo ciekawa jest kwestia przygotowania merytorycznego naszych żużlowych sprawozdawców. Zwłaszcza w części dot. regulaminów sportu żużlowego. Na tym polu w NC+ jest obecnie dramatycznie słabo. W TVP też różowo nie było (nawet Różowej Landrynki nie mieli by te braki przysłonić), jednak tam niemal zawsze na posterunku był Krzysztof Cegielski, który ratował sytuację. Tymczasem obecnie, od etapu półfinałów, mecz po meczu, obserwowaliśmy:

A - bezbrzeżne zdziwienie ekipy komentującej mecz Unibax - Włókniarz faktem, że Paweł Przedpełski nie wyjechał do biegów nominowanych, natomiast wyjechał Ryan Sullivan. Pal licho, gdyby zrzucić to na karb przypadku, ale oni do samego końca nie wiedzieli, że PP wyjechać już nie mógł.

B - wesołą propozycję zastąpienia w finałach katastrofalnie jeżdżącego Jonasa Davidssona Mikkelem Bechem Jensenem. Padła w Zielonej Górze podczas rewanżu Falubaz-Unia, owszem, w szerszym telewizyjnym gronie, ale od tego są tam właśnie "eksperci" żeby nie robić widzom wody z mózgu.

C - Kompromitujące wyczekiwania aż za Mazura, który zerwał taśmę wyjedzie drugi junior - Gomólski. A obok siedzi trener Śledź, który milczy chyba tylko dlatego, żeby nie podkreślać totalnego dyletanctwa sympatycznych kolegów-dzienni karzy C+

D - Czy Czaja może pojechać z rezerwy zwykłej za Łęgowika w meczu Unia-Włókniarz? Oto jest pytanie... Przecież już jechał raz z RT i raz z RZ. Gdyby nie to, że mecz musiał się skończyć przed 18.30, panowie komentatorzy musieliby chyba zagrać na wizji w marynarza żeby uzgodnić jakiś spójny pogląd na to. Aż ciśnie się na usta pytanie, czy to był naprawdę pierwszy w ich życiu mecz, jaki śledzili, by zawodnik odjechał 7 (słownie: aż SIEDEM) startów?

To wszystko w ciągu ostatnich dwóch tygodni, w bodaj tylko 2 czy 3 meczach. Naprawdę, trochę za dużo. Nasz regulamin rozgrywek o DMP jest pokręcony - to prawda, ale tu kompromitujące wpadki zdarzają się często w sytuacjach oczywistych dla każdego kibica. Może jakieś szkolenia przed sezonem? Poprowadzić je mogliby na przykład w duecie Leszek Demski z Markiem Wojaczkiem. Sędzia Bryła natomiast objaśniłby regulaminowe zawiłości przepisu o zaliczeniu wyniku przerwanego wyścigu.

Ciekawi nas tylko - i to niechaj będzie klamra spinającą poruszone przez Ciebie kwestie - jak wyglądałby komentarz tych ostatnich emocjonujących wyścigów półfinału w Częstochowie, gdyby na stanowisku komentatorskim zasiadł ktoś mający naprawdę w małym palcu regulamin? Na torze działyby się rzeczy rodem z Hitchcocka, a na wizji usłyszelibyśmy: "zawodnicy walczą jakby chodziło o ich życie, ale ja muszę niestety powiedzieć państwu - i zdanie to przed chwilą poparł też menadżer gości - że Włókniarz w obecnej sytuacji musi zostawić puste pole w XIV biegu, więc jakkolwiek by się te dwa ostatnie wyścigi nie zakończyły, znamy już pierwszego finalistę".

Pozdrawiamy!
Cytować
 
 
Wrona
+4 #6 Wrona 2013-09-16 22:28
W końcu znalazłem czas na komentarz :) Bardzo rozbudowany artykuł. No i ciekawy, jak tu większość. W wielu podpunktach się zgadzam, lecz...:
1. Jakość - podpisuję się

2. Realizacja obrazu, ilość kamer - raczej się zgadzam

3. Jakość dźwięku - bez zastrzeżeń

4. Oprawa muzyczna - też nie przeszkadza mi te "bzykanie", a czasami i pomaga, kiedy nie patrzę przez pewien czas na obraz, komentatorów nie chce mi się słuchać, a jakieś statystyki, punktacja się pojawi

5. Oprawa graficzna - zdecydowanie na korzyść NC+. Tak jak już napisał galA, wynik spotkania powinien być także pokazywany w trakcie wyścigów przy grafice "BIEG/OKRĄŻENIE ", bo ta na dole, nie dość, że pokazuje wynik meczu po dodaniu trwającego wyścigu, to i krótko się pokazuje.

6. Komentatorzy - raczej ok, z wyjątkiem poniższego cytatu odnośnie p. Tomasza Dryły: Cytat:
Podczas półfinałowego meczu Włókniarz - Unibax odleciał co prawda, ale komu z oglądających się to nie przytrafiło - palec do góry.
Uważam, że komentator powinien okazywać emocje z trwającego wyścigu obiektywnie. W wskazanym przez Ciebie(łatwiej się pisze na "Ty", i szybciej, sorry, jeśli Pana/-ów uraziłem :) ) sytuacja nie była niczym złym. Wręcz przeciwnie, bardzo mi się to spodobało, bo tego brakuje. Do teraz mam gęsią skórkę, przypominając sobie "Łaguta między dwóch, ZROBIŁ TO!!! ZROBIŁ TO GRIGORIJ ŁAGUTA!!!" czy ta jego radość po wyścigu i nadal trzymające emocje w rozmowie z kolegą. Chociaż jak koldze ubóstwiającego kopaną pokazałem ten wyścig skwitował to szybkim "tylko się nie zesraj" w stronę komentatora. Cóż... Zdarza się...

7. Studio meczowe - jak najbardziej ok

8. Współkomentator zy - nie przywiązuje do nich wielkiej wagi, ale lepiej, jak jest odpowiedni człowiek na dobrym miejscu, i dosyć dobrym głosem. Bo np. z CALYM SZACUNKIEM do Adasia Skórnickiego, ale mi osobiście jego głos się nie podoba. W studiu ok, ale w kabinie komentatorskiej coś już nie.

9. Reporterzy - Filip Adamus ok, ale są też tacy, których jakoś niezbyt da się słuchać. "Guru" w tym elemencie są Lukasz Benz i reporter przedstawiony na filmiku(no nie pamiętam jak się zwoł...)

10. Magazyn żużlowy - ok, tylko przesunąłbym czas tego magazynu nawet na poniedziałek(ta k jak napisaliście w 13.), na bardziej przystępną godzinę, np 20. I może nawet dwugodzinny z szczegółową analizą kolejki, bo często widać, że troszkę tego czasu brakuje. No i może chociaż 5 minut na przedstawienie wyników I i II ligi, bo teraz jest to tylko zrobienie byleby było, a takie chociaż małe przedstawienie, tego co dzieje się na zapleczu, gdzie bądź co bądź do 22 września o 17:30 nie będzie wiadomo kto awansuje.

11. Czarny charakter - zgoda

12. Dobór meczów - zgadzam się co do wszystkiego, bo i ten dobór meczów na początku także uważam za nietrafiony ;)

13. Godziny meczów - tak. Sztywne trzymanie się 16 i 18:30 nie uważam za dobry pomysł. Czerwiec/lipiec /sierpień to czas, gdzie te godziny powinni zmienić na co najmniej 17 i 19:30. No i brak tych obiecanych sobotnich spotkań. No i ta 19:30 to powinna być wyjazdu zawodników do prezentacji. Dynamizmu to nie zwiększa, poza ogólnym złudnym wrażeniem, że spotkanie skończyło się szybciej.

14. Atrakcyjność finansowa - do tej kwestii się nie odnoszę.

15. Dostępność transmisji - tu się nie do końca zgodzę. Szczególnie jeśli chodzi o różnicę między najczęściej kupowanym Cyfrowym Polsatem a względnie nowym NC+. w Cyfrowym Polsacie, aby mieć dostęp do TVP Sport płaciłem 59,90 zł. Teraz za sam abonament w NC+ płacę 39 zł, a do tego jeszcze 10 zł za dekoder z nagrywką(wspani ały komfort, polecam!). Oferta poza żużlem się jakoś bardzo nie różni(minimalni e brakuje mi Eurosportu 2), a do tego mamy takie świetne programy jak np. Kuchnia+. Nie wiem jak to wygląda w kablówkach, a nie do końca chcę się opierać na komentarzach ze SF.pl

16. Oglądalność - nie mnie to oceniać. Chociaż dla przykładu widać, że finał EE w TVN Turbo widziało teraz 225 tysięcy ludzi, z czego dodając jeszcze z nSport, daje nam 365 000.

17. Transmisja w internecie - w "internatach" nic poza GP nie oglądam, nawet ligi nie oglądałem, kiedy tegoż NC+ jeszcze nie miałem. Ale skróty tak, żałosne. I do tego niedostępność poza granicami Polski to już chyba lekka przesada.

18. Promocja żużla w mediach Mnie te poranne programy nie obchodzą, bo raz, zbyt wcześnie, dwa, rano jest co innego do roboty. Chociaż nie powiem, bodajże 13 kwietnia(sobota przed "pierwszą" kolejką) z chęcią oglądnąłem krótką relacje z MotoAreny i "zapowiedź" sezonu. Co do TVN Meteo, raz oglądałem ten tylko i wyłącznie w poszukiwaniu owej pogody dla żużlowych miast. Po kilku minutach się znalazło :) Ale jakoś nie rzucających się w oko.

Tyle ode mnie. Pozdrawiam!
Cytować
 
 
seeeeebiZ.K.S
+2 #5 seeeeebiZ.K.S 2013-09-16 14:21
Edward Durda i Andrzej Mielczarek to najlepsi komentatorzy !!!
Cytować
 
 
GOŚĆ
+4 #4 GOŚĆ 2013-09-15 22:13
Cytuję Od redakcji:
Cytuję GOŚĆ:
Panie Michale (swoją drogą dlaczego nie podpisuje się Pan pod artykułem nazwiskiem?) analiza dość interesująca i obszerna, jednak zastanawiam się co Pan niestosownego widzi w mówieniu przez pana Darżynkiewicza "Lesznianie" czy "suweren". Jeszcze gdy chodzi o ten drugi wyraz to można się sprzeczać w jakim kontekście został użyty (ja niestety nie pamiętam), jednak "Lesznianie" nie powinno wzbudzać żadnych emocji. Tak bowiem nazywają się mieszkańcy Leszna, a nie jak powszechnie, błędnie się wymawia "Leszczynianie".

Dziękujemy za konstruktywną krytykę. Odnośnie do braku nazwiska Autora, tę kwestię już kiedyś poruszaliśmy. PoKredzie powstało jako autorski blog. Strona się rozwija, dołączają nowi współpracownicy, ale wciąż jeszcze hołdujemy blogowej formule. Stąd zarzucanie blogerowi, że jest blogerem ma wątpliwą rację bytu. Oczywiście, rozumiemy, że będą kibice, którzy z podniesionego przez Ciebie powodu już na wstępie zrezygnują z lektury naszych tekstów, skupiamy się jednak na tworzeniu ciekawych treści dla tych, dla których ważniejsza od możliwości "prześwietlenia" autora jest warstwa merytoryczna. Co nie oznacza, że wszystkie teksty publikowane są tutaj anonimowo lub pod pseudonimami, co najlepiej widać po artykule o "stopkę" niżej - po prostu nie blokujemy ciekawym ludziom możliwości tworzenia, jeżeli z jakichś względów wolą pisać tak, a nie inaczej. Czy ta formuła się zmieni? Raczej tak, choć na pewno nie w tym roku. Mamy jednak nadzieję, że będziesz tu nadal zaglądał.

W kwestii językowych zawiłości: zarówno "suweren" jak i "lesznianie" nie są i nie mogą być uznawane za błędy. Zwłaszcza to pierwsze określenie jest w naszej opinii bardzo ładne, świadczące o bogatym słownictwie użytkownika i sami, nieskromnie przyznamy, często używamy go, przy opisie jakichś wielkich dokonań któregoś z żużlowców. Kluczem jest tutaj nie formalizm, a skala tychże. Redaktorowi Darżynkiewiczowi, w opinii Autora (oczywiście na wskroś subiektywnej), zdarzało się nadużywać tego "suwerena", w dodatku w sytuacjach, gdy bohater opiewanych czynów bardziej niż na berło suwerena zasługiwał na wasalny pierścień.

Lesznianie a leszczynianie - "wojna" jednych z drugimi trwa w najlepsze od lat, a przynajmniej od dwóch głównym teatrem działań wojennych stał się nasz ekstraligowy żużel. Dzięki redaktorowi TVP rzecz jasna. Staramy się tu zawsze kłaść duży nacisk na poprawność językową. To nas z red. Darżynkiwiczem, który z pewnością upewnił się, zanim ruszył w ten bój, łączy. Sami jednak stosujemy tu pisownię "leszczynianin - leszczyński". Dlaczego? To prawda, że Wielki Słownik Ortograficzny Języka Polskiego podaje jako prawidłową formę "lesznianin". Poparł, zdaje się, tę formę w rozgorzałej dyskusji także prof. Bralczyk. Cóż jednak z tego, skoro w samym Lesznie ludzie mówią inaczej? I to od pokoleń! To oczywiście jeszcze żaden decydujący argument i można by na to spuścić zasłonę milczenia (w końcu nasi rodacy nie tylko ten wyraz zatwardziale kaleczą), kiedy jednak zagłębić się w etymologię, pojawia się światełko. O czym na pewno, jako zorientowany w zagadnieniu, wiesz. Bo nie było Leszna a Leszczno, bo może od leszczyny, bo wreszcie król nasz sławny nie nazywał się Lesznieński a Leszczyński - stąd przez stulecia właśnie ta forma się przyjęła, choć sprzeczna z naszym dzisiejszym językowym formalizmem. "Leszczynianin ma w takim razie uzasadnienie, możemy go zaakceptować na prawach pobocznego wariantu (ale w związku z tym trzeba też upomnieć się o rzadko spotykaną, a prawidłową, formę leszcznianin)" - pisze w swojej opinii dr Jan Grzenia z Uniwersytetu Śląskiego.

Ciekawie o tej "wojnie" leszczyńsko-leszniańskiej pisze prof. Jan Miodek w swojej książce "Słowo jest w człowieku" (Wrocław 2007, s. 254): "...Tymczasem norma, uwzględniająca miejscową, długowieczną tradycję, każe się posługiwać tymi właśnie brzmieniami, zachowującymi głoskowy skład pierwotnych form Leszczno, Niżsko i Sądecz".

Reasumując, w przypadku "lesznian" nie zarzucamy red. Darżynkiewiczowi błędu językowego, a raczej... nadreprezentowaną hiperpoprawność. Która - i to nie przesada - do cna zbulwersowała w omawianym czasie wielu kibiców z Leszna i przez wielu uważana była za swego rodzaju prowokację. Na potwierdzenie: profil na Facebooku utworzony właśnie w ramach protestu przeciwko używaniu tej formy na antenie TVP Sport wraz z kopią listu protestacyjnego, wysłanego przez kibiców do dyrekcji TVP (www.facebook.com/.../. Stąd właśnie Autor naszego artykułu umieścił tę sytuację jako pewien wycinek rzeczywistości "mikrofonu" lat 2008-2012, kiedy ligowy żużel śledziliśmy na antenie stacji z Woronicza. Oczywiście, po wtóre powtarzamy, subiektywnie, jak cały artykuł, bo jednego ten "suweren" i "lesznianie" doprowadzali do pasji, inny nawet usłyszawszy po raz szósty w trakcie jednej transmisji nie zwrócił na to uwagi.

Swoją drogą, red. Darżynkiewiczowi trzeba oddać, że swoją niezłomną "lesznienskością" przyczynił się bardzo do zainteresowania szerszego spektrum odbiorców kwestią tego dość skomplikowanego językowo konfliktu pomiędzy historyczną motywacją rzeczownika oraz przymiotnika wywiedzionego od nazwy miejscowej a motywacją współczesną. Może nawet nieświadomie, ale zrobił pożyteczną rzecz - i za to mu w imieniu własnym oraz przynajmniej części kibiców dziękujemy.
Podobnież jak Tobie za komentarz.
Pozdrawiamy!


Nie spodziewałem się tak rozbudowane odpowiedzi z Waszej strony! Dziękuję i zarazem podziwiam bardzo głęboką analizę pytania, która ma sens i całkowicie rozwiewa moje wątpliwości. Większość portali udziela bardzo okrojonych wypowiedzi, często tylko po to aby odbić piłeczkę w drugą stronę. Brawo.
Cytować
 
 
Od redakcji
+6 #3 Od redakcji 2013-09-14 07:02
Cytuję GOŚĆ:
Panie Michale (swoją drogą dlaczego nie podpisuje się Pan pod artykułem nazwiskiem?) analiza dość interesująca i obszerna, jednak zastanawiam się co Pan niestosownego widzi w mówieniu przez pana Darżynkiewicza "Lesznianie" czy "suweren". Jeszcze gdy chodzi o ten drugi wyraz to można się sprzeczać w jakim kontekście został użyty (ja niestety nie pamiętam), jednak "Lesznianie" nie powinno wzbudzać żadnych emocji. Tak bowiem nazywają się mieszkańcy Leszna, a nie jak powszechnie, błędnie się wymawia "Leszczynianie".

Dziękujemy za konstruktywną krytykę. Odnośnie do braku nazwiska Autora, tę kwestię już kiedyś poruszaliśmy. PoKredzie powstało jako autorski blog. Strona się rozwija, dołączają nowi współpracownicy , ale wciąż jeszcze hołdujemy blogowej formule. Stąd zarzucanie blogerowi, że jest blogerem ma wątpliwą rację bytu. Oczywiście, rozumiemy, że będą kibice, którzy z podniesionego przez Ciebie powodu już na wstępie zrezygnują z lektury naszych tekstów, skupiamy się jednak na tworzeniu ciekawych treści dla tych, dla których ważniejsza od możliwości "prześwietlenia " autora jest warstwa merytoryczna. Co nie oznacza, że wszystkie teksty publikowane są tutaj anonimowo lub pod pseudonimami, co najlepiej widać po artykule o "stopkę" niżej - po prostu nie blokujemy ciekawym ludziom możliwości tworzenia, jeżeli z jakichś względów wolą pisać tak, a nie inaczej. Czy ta formuła się zmieni? Raczej tak, choć na pewno nie w tym roku. Mamy jednak nadzieję, że będziesz tu nadal zaglądał.

W kwestii językowych zawiłości: zarówno "suweren" jak i "lesznianie" nie są i nie mogą być uznawane za błędy. Zwłaszcza to pierwsze określenie jest w naszej opinii bardzo ładne, świadczące o bogatym słownictwie użytkownika i sami, nieskromnie przyznamy, często używamy go, przy opisie jakichś wielkich dokonań któregoś z żużlowców. Kluczem jest tutaj nie formalizm, a skala tychże. Redaktorowi Darżynkiewiczow i, w opinii Autora (oczywiście na wskroś subiektywnej), zdarzało się nadużywać tego "suwerena", w dodatku w sytuacjach, gdy bohater opiewanych czynów bardziej niż na berło suwerena zasługiwał na wasalny pierścień.

Lesznianie a leszczynianie - "wojna" jednych z drugimi trwa w najlepsze od lat, a przynajmniej od dwóch głównym teatrem działań wojennych stał się nasz ekstraligowy żużel. Dzięki redaktorowi TVP rzecz jasna. Staramy się tu zawsze kłaść duży nacisk na poprawność językową. To nas z red. Darżynkiwiczem, który z pewnością upewnił się, zanim ruszył w ten bój, łączy. Sami jednak stosujemy tu pisownię "leszczynianin - leszczyński". Dlaczego? To prawda, że Wielki Słownik Ortograficzny Języka Polskiego podaje jako prawidłową formę "lesznianin". Poparł, zdaje się, tę formę w rozgorzałej dyskusji także prof. Bralczyk. Cóż jednak z tego, skoro w samym Lesznie ludzie mówią inaczej? I to od pokoleń! To oczywiście jeszcze żaden decydujący argument i można by na to spuścić zasłonę milczenia (w końcu nasi rodacy nie tylko ten wyraz zatwardziale kaleczą), kiedy jednak zagłębić się w etymologię, pojawia się światełko. O czym na pewno, jako zorientowany w zagadnieniu, wiesz. Bo nie było Leszna a Leszczno, bo może od leszczyny, bo wreszcie król nasz sławny nie nazywał się Lesznieński a Leszczyński - stąd przez stulecia właśnie ta forma się przyjęła, choć sprzeczna z naszym dzisiejszym językowym formalizmem. "Leszczynianin ma w takim razie uzasadnienie, możemy go zaakceptować na prawach pobocznego wariantu (ale w związku z tym trzeba też upomnieć się o rzadko spotykaną, a prawidłową, formę leszcznianin)" - pisze w swojej opinii dr Jan Grzenia z Uniwersytetu Śląskiego.

Ciekawie o tej "wojnie" leszczyńsko-les zniańskiej pisze prof. Jan Miodek w swojej książce "Słowo jest w człowieku" (Wrocław 2007, s. 254): "...Tymczasem norma, uwzględniająca miejscową, długowieczną tradycję, każe się posługiwać tymi właśnie brzmieniami, zachowującymi głoskowy skład pierwotnych form Leszczno, Niżsko i Sądecz".

Reasumując, w przypadku "lesznian" nie zarzucamy red. Darżynkiewiczow i błędu językowego, a raczej... nadreprezentowa ną hiperpoprawność . Która - i to nie przesada - do cna zbulwersowała w omawianym czasie wielu kibiców z Leszna i przez wielu uważana była za swego rodzaju prowokację. Na potwierdzenie: profil na Facebooku utworzony właśnie w ramach protestu przeciwko używaniu tej formy na antenie TVP Sport wraz z kopią listu protestacyjnego , wysłanego przez kibiców do dyrekcji TVP (www.facebook.com/LeSZCZynianie). Stąd właśnie Autor naszego artykułu umieścił tę sytuację jako pewien wycinek rzeczywistości "mikrofonu" lat 2008-2012, kiedy ligowy żużel śledziliśmy na antenie stacji z Woronicza. Oczywiście, po wtóre powtarzamy, subiektywnie, jak cały artykuł, bo jednego ten "suweren" i "lesznianie" doprowadzali do pasji, inny nawet usłyszawszy po raz szósty w trakcie jednej transmisji nie zwrócił na to uwagi.

Swoją drogą, red. Darżynkiewiczow i trzeba oddać, że swoją niezłomną "lesznienskości ą" przyczynił się bardzo do zainteresowania szerszego spektrum odbiorców kwestią tego dość skomplikowanego językowo konfliktu pomiędzy historyczną motywacją rzeczownika oraz przymiotnika wywiedzionego od nazwy miejscowej a motywacją współczesną. Może nawet nieświadomie, ale zrobił pożyteczną rzecz - i za to mu w imieniu własnym oraz przynajmniej części kibiców dziękujemy.
Podobnież jak Tobie za komentarz.
Pozdrawiamy!
Cytować
 
 
GOŚĆ
+2 #2 GOŚĆ 2013-09-14 03:26
Panie Michale (swoją drogą dlaczego nie podpisuje się Pan pod artykułem nazwiskiem?) analiza dość interesująca i obszerna, jednak zastanawiam się co Pan niestosownego widzi w mówieniu przez pana Darżynkiewicza "Lesznianie" czy "suweren". Jeszcze gdy chodzi o ten drugi wyraz to można się sprzeczać w jakim kontekście został użyty (ja niestety nie pamiętam), jednak "Lesznianie" nie powinno wzbudzać żadnych emocji. Tak bowiem nazywają się mieszkańcy Leszna, a nie jak powszechnie, błędnie się wymawia "Leszczynianie" .
Cytować
 
 
galA
+6 #1 galA 2013-09-14 02:49
W nc+ wynik meczu pokazywany jest tylko krótko przed biegiem i 5sekund w jego czasie ,to za mało.W TVP wynik można było odczytać w czasie trwania całego biegu. Niby drobny szczegół ,ale ja czasem nie wiem jaki jest wynik w trakcie meczu :(
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

 PGE Ekstraliga 2017
1. eKantor.pl Falubaz Z.G.   14 25  +48
2. Betard Sparta Wrocław   14 25 +75
3. Cash Broker Stal Gorzów   14 23 +70
4. Fogo Unia Leszno   14 23  +86
5. Włókniarz Vitroszlif Crossfit   14 17 -61
6. MrGARDEN GKM Grudziądz   14 10 -63
7. K.S. Get Well Toruń   14 8 -74
8. ROW Rybnik   14 8 -81
 Nice PLŻ 2017
1. Grupa Azoty Unia Tarnów  14 31 +228
2. Zdunek Wybrzeże Gdańsk  14 22  +56
3. SK Lokomotive Daugavpils  14 20  +38
4. Orzeł Łódź  14 19  +55
5. Euro Finannce Polonia Piła  14 19   -27
6. Arge Speedway Wanda Kraków  14 15   -61
7. Stal Rzeszów  14 10 -107
8. Polonia Bydgoszcz  14 3 -192
2. Polska Liga Żużlowa
1. GTM Start Gniezno  12 25 +218
2. Speed Car Motor Lublin  12 25 +118
3. TŻ Ostrovia  12 22 +65
4. Naturalna Medycyna PSŻ Poznań  12 12 -82
5. KSM Krosno  12 12 -66
6. Stal-Met Kolejarz Opole  12 8 -41
7. Kolejarz Rawicz  12 2 -212
 Klasyfikacja końcowa Grand Prix 2017
1. flaga Australii Jason Doyle
161
2. flaga Polski Patryk Dudek
143
3. flaga UK Tai Woffinden
131
4. flaga Polski Maciej Janowski
122
5. flaga Polski Bartosz Zmarzlik 121
6. flaga Rosji Emil Sajfutdinow  117
7. flaga Szwecji Fredrik Lindgren 107
8. flaga Słowenii Matej Žagar 107
9. SVK Martin Vaculík  99
10. flaga Australii Chris Holder  85
11. flaga Polski Piotr Pawlicki  81
12. flaga Szwecji Antonio Lindbaeck  77
13. flaga Danii Peter Kildemand  60
14. flaga USA Greg Hancock  45
15. flaga Danii Niels Kristian Iversen  44
16. flaga Danii Nicki Pedersen    8

PARTNERZY

kibic-zuzla logozuzlowefotki-logo
WszystkoCzarne blog

Pomóż kontuzjowanym

KamilCieślar
DW43