
Jeżeli jest jakaś drużyna spoza ścisłego topu, tego finansowego i ekstraligowego, która w ostatnich latach potrafiła w kluczowych momentach sezonu zadziwić i osiągnąć wynik ponad stan, to z pewnością był to Innpro ROW Rybnik. Ekipa prowadzona ręką "niezniszczalnego i nieusuwalnego" prezesa Mrozka w pamiętnym finale I ligi sprzed dwóch lat potrafiła pokonać szykującą się już do awansu i - co tu ukrywać - silniejszą kadrowo Polonię. Składu gwarantującego utrzymanie w Speedway Ekstraliga nie udało się zbudować, nadto Mrozek wpadł na pomysł zaangażowania do drużyny starzejącego się Nickiego Pedersena, co okazało się największym atutem rywali "Rekinów". ROW musiał walczyć nie tylko z nimi, ale także gasić pożary we własnym parkingu. Jednak nawet tamten Rybnik i jego wyniki trudno porównać do obecnej "czerwonej latarni" ligi, Włókniarza Częstochowa, który w ŻADNYM meczu nie zbliżył się nawet do zwycięstwa. W tym najlepszym, z jadącą trójką zdrowych seniorów Spartą, przed XV biegiem było już 40:44. ROW w 2025 roku wygrał z Gorzowem, z Częstochową i jeszcze w walce o utrzymanie z Falubazem. A czy ówczesny skład "Rekinów" był silniejszy od Częstochowy 2026? Raczej porównywalny.
Także bieżący sezon udowodnił, że team z Górnego Śląska potrafi "zrobić coś z niczego". Po rundach w kwietniu i na początku maja, wszyscy kibice i eksperci widzieli ich jako największy niewypał ligi, murowanego kandydata do spadku. Pomogła... nierzetelność działaczy z Krakowa, którzy doprowadzili do rozwiązania z ich winy kontraktu Nicolaia Klindta. Jak pokazała przyszłość, Duńczyk ewakuował się ze Speedway Kraków w ostatnim właściwym momencie.
Mrozek zdołał sprawnie pozyskać także juniora, Jakuba Żurka, który ładnie pokazał się w poprzednim sezonie w barwach pilskiej Polonii, jednak "na ostatniej prostej" klub z niego zrezygnował, a młodzieżowiec został na przysłowiowym lodzie. Dwa wypożyczenia, a odmieniły wszystko. Wiktor Lampart do końca sezonu nie wyjechał już na tor, w formacji juniorskiej wreszcie coś zaczęło się dziać, a co najważniejsze - kibice nagle zobaczyli drużynę, która walczyła, nie jechała na wyjazdy jak na stracenie. Niczym wcześniej na ten łódzki, zakończony wysoką porażką 37:53, ale jeszcze gorszym obrazem drużyny, odstającej od II-ligowego poziomu. Ten nowy ROW dawał nadzieję nawet na odrabianie pokaźnych strat w rundzie rewanżowej, co zresztą w przypadku rywalizacji rybnicko-łódzkiej nastąpiło.
Sierpień to był już prawdziwy rekini popis.
✅ 12. runda - na torze w Poznaniu realizator TV już wpisał 45:45... pośpieszył się, na ostatniej prostej przed metą Douglas zdołał wyrwać "oczko", przechylił szalę na korzyść PSŻ. Ostatni dojechał Kvěch. Najlepszy zawodnik drużyny, walczący o tytuł najlepszego całej ligi. Ten motyw jeszcze się powtórzy, zapamiętajcie go. Wtedy, 2 sierpnia na Golęcinie, to był dobry mecz ROW-u. W ostatnie wyścigi weszli przegrywając 33:39 i 36:42 - byli "o włos" od zdobycia punktu. Klindt był nieziemski - 17+1. Do domu wracali z podniesionym czołem.
✅ 13. runda - 51:39 z Ostrovią. Żadna demolka, ale dla Ostrowian jeden z bardziej dojmujących meczów i sezonu. Z zwłaszcza dwumeczów (102:78). Dlaczego? Bo już od pierwszej serii (14:10) nie było żadnych wątpliwości, jak to starcie się skończy. Przyjechali, obtłukli ich, wrócili do siebie. Mecz był wygrany po 12. biegu.
✅ 14. runda - Krosno i imponująca wiktoria. To już nie były te Wilki trapione kontuzjami i pozasportowymi perypetiami. Wilki uzupełniły skład Matejem Žagarem, wrócił do jazdy Kowalski. Seniorzy: Doyle, Musielak, Becker. Pewnie o każdym z nich zimą Rybniczanie jesienią roku ubiegłego mogli tylko pomarzyć. Wynik: 48:42 dla ROW-u. Wojdyło 14+1, płatny komplet. 🏆
Taka to była drużyna. 🦈 Z ostatniego miejsca w tabeli i pośmiewiska, jakie urządzili sobie z nich kibice jeszcze w 5. rundzie podczas domowego meczu z PSŻ, weszli do play off. "Z drzwiami", bez żadnego czekania na szczęśliwe wyniki innych. Prezes Skrzydlewski mówi, że połowę nagrody "na Ibizę" jego Orły powinny przelać do Piły, bo to jadąca "o nic" w gruncie rzeczy Polonia swoim remisem w Rzeszowie zapewniła Łodzianom awans - prezes Mrozek niczego podobnego powiedzieć nie mógł. Mógł jedynie pogratulować swoim zawodnikom, powiedzieć, że "u niego premii nie będzie, bo oni umieją liczyć - wiedzą, o ile dodatkowych meczów walczą"... no i sprzedać tradycyjnego kuksańca swoim krytykom. Których ma od lat w samym Rybniku więcej niż grzybków nad Przemszą, swym żwawym nurtem wyznaczającą dawny styk "trzech światów", trzech zaborczych imperiów.
Ta ekipa nie była faworytem do awansu, i nikt o zdrowych zmysłach takiej presji nie nakładał, natomiast jak najbardziej mogła, a wręcz POWINNA, stoczyć zażarty bój z ekipą z drugiego miejsca. Zwłaszcza odkąd okazało się, że tą drugą będzie niedawny rywal, poznański #PSŻ. Klindt pewnie z miejsca zszedł do garażu, odznaczył właściwy silniczek. Co się stało dalej?
W pierwszym meczu, tym dla "Rekinów" zwycięskim, kiedy tylko ROW wychodził na 10-punktowe prowadzenie (dwukrotnie) i otwierała się wielka szansa, by rywalowi "zgasić światło", wyjeżdżał Jan Kvěch... i obrywał sromotnie.
13. Iversen, Douglas, Kvěch, Wojdyło 1:5 (41:31 -> 42:36)
15. Iversen, Douglas, Jamróg, Kvěch 1:5 (47:37 -> 48:42)
W rewanżu niemrawe "Rekin"y dostały prezent od losu, defekt Iversena na prowadzeniu, dzięki któremu "wrócili do meczu" (było tylko 16:14 dla PSŻ), ale fatalna passa Czecha się powtórzyła. I to jeszcze boleśniej.
7. Berge, Smektała, Kvěch, Żurek 1:5 (z -2 na -6)
10. Pludra, Iversen, Tkocz, Kvěch 1:5 (z -8 na -12)
12. Iversen, Kvěch (RT), Mencel, Żurek 2:4 (z -10 na -12)
Cztery podwójne porażki najlepszego zawodnika drużyny w najwżniejszym dwumeczu sezonu + jedna 2:4, w tym zmarnowana rezerwa taktyczna - to za dużo.
Chciałoby się powiedzieć, że to był zacięty bój, ale przed 13. biegiem, przy 12-punktowym prowadzeniu Poznaniaków i wcześniejszym "wystrzelaniu" się z rezerw taktycznych gości, niewielu z fanów ROW-u wierzyło w zwrot akcji. Raczej zastawiali się, o co chodziło menadżerowi Mikołajczakowi (a może samemu Mrozkowi?) z rezerwą Kvěch za #Wojdyło (w 12.)... po to, żeby w 13. Wojdyło pojechał za Knudsena. Sam Wojdyło ruszył - gorzej od rywali, jak zazwyczaj tamtego dnia - i błyskawicznie zamknął temat. Za swój bezpardonowy wjazd w Ryana Douglasa słusznie otrzymał żółtą kartkę. 🟨 45:33, ROW nie dotrwał nawet do nominowanych. Troszkę gańba.
Oczywiście, w odczuciu ogółu kibicowskiej społeczności "czarnym ludem" będzie bohater z Krosna, Patryk Wojdyło, który nie dość, że sam nie punktoiwał (0,2,0,w), to jeszcze w biegu ostatniej szansy wjechał w lidera "Skorpionów".. Prawda - Wojdyło zawiódł, nawet bardzo. Podobnie jak Knudsen i fatalni w rewanżu juniorzy (10:2 w starciu tych formacji, prawdziwa klęska). Ale po drugiej stronie też nie było monolitu - Iversen 6 punktów w 5 startach (w tym defekt), Pludra 6 i upadek.
To nie kwestia obarczenia odpowiedzialnością za porażkę Kvěcha - jednoosobowo. Miał także przebłyski, nawet w tym przegranym dwumeczu, w samej końcówce raz z Duglasem wygrał, raz przegrał. Po prostu oczekiwania wobec niego były większe niż od Wojdyły, Knudsena, Żurka i Tkocza razem wziętych. Swoją postawą w przekroju całego sezonu poprzeczkę ustawił sobie wysoko. Kilkanaście godzin wcześniej zajął przecież II miejsce w finale IME w Güstrow, zdobył 12 punktów w FIM spee w Łodzi, do końca walczył o miano najlepszego zawodnika całej #Metalkas2ekstraliga ... Ktoś powie, że w obu odsłonach półfinału dwa razy ukulał "dychę" - i to jest prawda. Ktoś inny, że to było najdroższe bezproduktywne 20 punktów - i też będzie miał rację.
Skąd taki regres? 🤔 Być może na przełomie sierpnia i września tych zawodów "pod presją" okazało się już zbyt dużo? Może to podobna historia do Parnickiego? Z jednej strony to na tych indywidualnych bojach zawodnikom zależy bardzo, niekiedy najbardziej - każdy ma własną firmę, sam wystawia faktury, sam płaci podatki, sam zatrudnia swój team. Profesjonalizm. To w dużej mierze dzięki wynikom w IME/IMŚ wykuwają swój ranking w żużlowej hierarchii... który następnie polscy prezesi wyceniają - "tak albo inaczej", wysoko lub jeszcze wyżej. O ambicjach sportowych nie mówiąc. Te ma przecież każdy, kto wszedł na ścieżkę sportu, zaczął trenować. Już od wczesnej młodości. Każdy marzył o tytułach, medalach. Pieniądze, w tym te wielkie i sposób na życie - to przyszło później.
Z drugiej strony... kibice Apatora raczej niespecjalnie narzekają na nudne soboty, spowodowane faktem, że ich "rakieta", Emil Sajfutdinow, może w 100 procentach przygotować się do niedzielnych meczów toruńskiej drużyny. Odpocząć, dograć wszystkie sprawy sprzętowe, nie nocować w busie, nie ubierać klubowego kevlaru na świeże siniaki, nie pędzić na złamanie karku skądśtam. Menadżer Baron, Adam Krużyński oraz państwo Termińscy pewnie też nie cierpią z tego powodu. Ci od Artioma Łaguty pewnie też nie. Ot, "znak szczególny" żużla. Niby prezesi jesienią biorą to wszystko pod uwagę... ale jak to pogodzić? To czasem jak łączenia ognia z wodą.
Historia ROW-u 2026 jest trochę jak historia Unii Leszno (choć "Byki" wciąż jeszcze ją piszą, mają szansę pokolorować żywszymi barwami). Czy drużyna osiągnęła sukces? TAK. Czy za półfinał zasłużyła na brawa? NIE. W tym aspekcie był zawód.
Nie brak głosów "po internetach" na Śląsku, że nic nie dzieje się przypadkiem. Niczym wyniki Rzeszowian, gdy im nie płacono. O finał pojechali inni. Według tej hipotezy końcówki obu spotkań wyglądały tak... jak miały wyglądać. Bo pakowanie się w finał oraz późniejsze baraże o elitę - rzekomo - to dla klubu tylko ciężar, a szanse na sukces... "większe równe zero". Nie takie rzeczy krajowy #żużel widział, komentujący z fotela eksparta w Canal+ Marek Cieślak coś na ten temat wie, coś mówił, a nawet dyktował w swojej autobiografii. Wypada jednak skupić się na faktach, nie spekulacjach i domysłach. A te wyglądały dla "Rekinów" marnie, jak te dwa punkty Knudsena, trzy zera Wojdyły i klęska juniorów.
Nawet historia była po ich stronie - ROW od kilkunastu lat zawsze w Poznaniu wychodził z 40-tki. Klindt, facet, który pierwotnie miał jeździć w III lidze, swoje zrobił (14+1). Gdzie była reszta? Usłyszeliśmy, że nie podobał się poznański tor. Że w ogóle po opadach i bez plandeki nie powinni go dopuścić do meczu. Bodaj Jakub Jamróg wiódł prym w tych spostrzeżeniach. Tylko skoro spadł deszcz, to w czym tkwiła przewaga miejscowych? I dlaczego jedynym prezentującym klasę sportową równą asom PSŻ Poznań był znowu weteran z Danii - najlepszy na innym torze w sierpniu, najlepszy na odmiennym we wrześniu.
"Mamy niedosyt trochę, jest początek września, za wcześnie, żeby kończyć sezon" - powiedział po meczu trener Mikołajczak. To "trochę" to trochę eufemizm.
Jakub Horbaczewski


Uważam, że kibice Stali Gorzów są zbyt okrutni dla swojego trenera. Który zespół pojechałby takie mecze tyloma młodzieżowcami?


Tygodniowy wykaz transmisji TV
