Fotorelacja: Patryk Sobota
https://pokredzie.pl/home/artykuly/4083-upadek-niestety-nie-dekadencji-gniezno-landshut-43-47-felieton-fotorelacja#sigProIdd50b89c3b3
"Walczymy o upragniony finał, nie może was zabraknąć, a ja wracam do ligowego ścigania" - tak przed półfinałem KLŻ zapraszał na spotkanie w Gnieźnie Norbert Krakowiak na oficjalnej stronie klubu. Podobne w wymowie nagranie pojawiło się po przedmeczowym treningu na osobistym koncie zawodnika. Ba, jak przyznał później trener Kościuch, Krakowiak był na nim najlepszy. Powrót do składu wywalczył sobie sportową postawą, jak na profesjonalistę przystało. Co wydarzyło się później?
Później dopisany został kolejny akapit do nowego rozdziału powieści okrutnej dla każdego sympatyka speedwaya z Pierwszej Stolicy. Której tworzenia nie widać końca. Kiedy Start Gniezno po raz ostatni odniósł bezdyskusyjny sukces? Ktoś jeszcze pamięta? Kiedy po raz ostatni kibice udawali się na zimowy sen autentycznie radośni? Jakby ktoś urok jakowyś rzucił kilkanaście lat temu przy okazji ostatniego szturmu do bram Ekstraligi. Wtedy na inaugurację do Piastów kolebki zjechał Wrocław z młodym Taiem Woffindenem w składzie. "Tajski" na dobrze sobie znanym torze trzasnął 13, ale w 6 startach, bo słabiutka Sparta szybko musiała ratować wynik. Co niewiele dało. Czterech Gnieźnian zdobyło płatne dwucyfrówki, nie trzeba było czekać do XV biegu - już po XIV wynik brzmiał 48:36. Lechma Start. 🦅 Tak było. Tylko niebawem w dorosłość wejdą ci, którzy wtedy mieli roczek...
"Ciężkie jest życie kibica Startu" - chyba taką konstatacją rozpocząłem miesiąc temu obszerny felieton o występach (wypadkach, acz nie w tym najpopularniejszym znaczeniu) wielkopolskiej gromadki letnią porą. I, żeby skończyć czymkolwiek pozytywnym, wyraziłem nadzieję, że być może kibice, którzy wstydu już się najedli (wyjazd do Gdańska był tylko symbolem), wrócą na stadion na play-offy, a w nich zobaczą drużynę, która zewrze szeregi. Na obu kluczowych polach - żużlowcy i sztab na tym sportowym, działacze na niwie organizacyjno-finansowej, zwłaszcza tej drugiej. Fani rzeczywiście raz jeszcze dali tej drużynie kredyt zaufania. A co zobaczyli? Pełna fotorelacja pod postem, a liczbowo...
Wyniki Polaków:
Krakowiak - upadek, ten ze zdjęcia, później odmówił jazdy,
Fajfer - 0,0,1,0,0
Juskowiak - 0 (jeden bieg)
Latała - 2,w,0
Wojtyńka - albo leżał, albo zjeżdżał z toru na trawę...
Czterdzieści (!) z 44 punktów drużyny uzbierała trójka legionerów - Ellis, Masters, Jensen. Jechali bez ZZ-tki, niczym Toruń w meczu ze Spartą. Kiedy poprzednio zdarzyło się coś takiego? Tego nawet excelle GuruStats mogą nie przemielić. Ale jeśli szukać materii na której każdy połamie zęby, to Gniezno jest dobrym kierunkiem. "Bez pół litra nie rozbieriosz" - tak się kiedyś mówiło. Tam już nawet skrzynka by nie starczyła.
Kibicom zostały domysły i spekulacje. To najgorszy układ w najważniejszym etapie sezonu. Oczywiście szacunek dla ekipy Landshut, wszyscy wiedzieli, że mają dobrych zawodników, świetnego Nilssona, poukładany team i sporo ambicji... i jeszcze Hankę Grunwald puścili na próbę toru. W tak ważnym meczu! Ładny gest 👌 To wszystko prawda, jednak "gołym okiem" widać, że nie tyle wybitni byli Niemcy, co wybrakowani miejscowi. Papierowi faworyci.
Zagranicznym płacą - choć tyle, by jeździli "z zębem", wierząc, że w październiku wszystko im wyrównają, Polakom nie płacą już od wielu meczów? A Krakowiakowi zalegają także za pracę szkoleniową? Tylko - skoro planował w taki sposób podsumować ten smutny stan rzeczy - po co zapraszał kibiców na półfinał? Po co z takim zaangażowaniem trenował? Po co robić ludziom wodę z mózgu?! A może prawda leży po środku - może planował pojechać "na maksa", nie zawieść tych, których zaprosił, nie robić z gęby cholewy, ale ten pierwszy bieg i upadek - uślizg na torze kompletnie innym niż wszyscy oczekiwali, spowodował, że motywacja uleciała?
"Nic mu nie jest, odmówił po prostu jazdy. Tak doświadczony zawodnik... Żałuję, że tak się pomyliłem co do niego" - tłumaczył po meczu menadżer Norbert Kościuch. Podkreślając, że taki "strajk" to nie tylko wyrwa w składzie, ale również demobilizujący wpływ na pozostałych zawodników. Wszak inni patrzyli, w tym młodzież. Z jego perspektywy tak to z pewnością wygląda.
Tyle że w Starcie już od pewnego czasu perspektyw jest wiele. Swoją mają z pewnością zawodnicy. I nie wiadomo, czy innej nie zaprezentują Ellis z Mastersem, innej młody Jacob Jensen, a jeszcze innej polscy seniorzy... Przecież Krakowiak musiał wiedzieć, że go zawieszą. Co ma zrobić klub w takiej sytuacji? Krakowiak to nie Tomasz Gollob, który podczas DPŚ uciekł ze stadionu, bo obraził się, że Cieślak na trudny częstochowski tor śmiał wybrać młodego Dudka. Po czym kibice masowo stanęli za legendą. W Gnieźnie, w którym do wiecznych zaległości kibice już przywykli, jednomyślności na trybunach nie ma i już nie będzie.
"Mógł jechać, jeszcze te 3-4 razy, nie skazywać drużyny na porażkę w najważniejszym meczu sezonu, a swoje finansowe sprawy załatwiać z działaczami poza torem, jak już wielu wcześniej" - mówią jedni. "Może gdyby czuł, że klub o niego dba, że jest poważnie traktowany, to jechałby ile sił nawet po dwóch upadkach" - kontrują drudzy. A co z Fajferem? Ktoś wierzy w aż taką degrengoladę, nawet na cięższym torze? Umówili się?! Odpowiada cisza - bo żużlowcy nabrali wody w usta. Nie chcą rozmawiać z mediami. Nie pierwszyzna w polskim żużlu.
Co wreszcie z tym torem? Nie trzeba było długo czekać na pierwsze internetowe wpisy pt. "oto cały Kościuch, przeorał przed deszczem" albo "to samo było w Pile". Sam "Norbi" utrzymuje, że żadnego błędu nie popełnił - tor miał być twardy, taki, jak chcieli zawodnicy. Na takim odbył się trening, ubili go solidnie. ...A potem spadł deszcz - i wszystko legło w gruzach. Tylko w klubie, w którym od dawna źle się dzieje, "nikt już nikomu nie wierzy".
To są te spekulacje, wątpliwości. Z pewnością nie wszystkie, pytań bez odpowiedzi jest więcej. To naprawdę bardzo przykre, że w kulminacyjnym momencie sezonu, kibice żyją wszystkim, tylko nie akcjami na torze. A powinni! Powinni przecież komentować układ par, szybkość motocykli żużlowców, zastanawiać się, jaką nawierzchnię zastaną w rewanżu... i jaka jest szansa, by odrobić stratę. Tymczasem powiedzieć, że nastroje są minorowe, a w awans mało kto wierzy, to jak nic nie powiedzieć. Fani z sektoru dopingującego rozwinęli efektowną oprawę z podobizną Antonina Kaspera - klubowej legendy (zdjęcie w galerii). Tak, jakby wyczuli, że to ostatnia szansa w tym roku...
Jest jeszcze gorzej - mnóstwo osób twierdzi, że ewentualny finał ("jakimś cudem") byłby... ze szkodą dla klubu. Bo do zobowiązań już istniejących, niechybnie doszłyby nowe koszty. Ktoś punkty musiałby zdobyć, a na rekord frekwencji - w obliczu ogólnej sytuacji klubu - nie ma co liczyć. Raczej na powtórny i, co tu ukrywać, wstydliwy łomot w Gdańsku.
Zamiast wierzyć w awans i szukać słabych punktów rywala, który przecież absolutnie jest w zasięgu, ludzie zastanawiają się nad przyszłością. Z permanentnym imposybilizmem w zasadzie wszyscy już się pogodzili. "Pierwszej ligi nie ma i nie będzie". Linia podziału przebiega raczej wokół dylematu, czy "środek KLŻ" to maksimum w mającym sporo innych problemów mieście, czy też nawet to jest już na wyrost, bo ostatnie lata pokazały, że nie udaje się utrzymać płynności. Tylko co, jeśli nie Krajowa Liga Żużlowa? IV ligi nie ma...
Nikt już nie wraca pamięcią do zwycięstwa z Wrocławiem, które było kanwą tych rozmyśleń, ani do bolesnej konstatacji, w jakim miejscu obecnie jest Wrocław, a w jakim Gniezno. A przecież w analogicznym okresie cieniował także choćby ośrodek w Lublinie - obecny multimedalista ligi. Jasny dla każdego jest fakt, że magistraty i prezydenci Wrocławia czy Lublina łożą na swe kluby pieniądze, z perspektywy Gnieźnian, ogromne, sponsorują te kluby bogate i bardzo bogate firmy. Tymczasem Pierwsza Stolica to jedynie 60-65 tysięcy mieszkańców... ale jednocześnie to o 5-10 tysięcy więcej niż ekstraligowe Leszno! Grudziądz liczy 85 tysięcy, Krosno nawet nie 45. Można wymieniać...
A przecież potencjał jest (był?). W tej grupie ludzi i w tym składzie. Wiosną jeździli i walczyli świetnie. Dopóki pieniędzy starczyło? Na jak długo wystarcza tych z "Korony", gdy stadion wygląda epicko? A może to iluzoryczny zastrzyk, bo pomimo dotacji z miasta, sławy inkasują takie stawki za turniejowy punkt, że niewiele z tego zarobku? Kolejne z pytań...
Jak zielona wysepka majaczy w tym oceanie zniechęcenia i rozczarowania post jednego kibica, który na klubowej stronie pyta o miejsce w aucie na wyjazd do Bawarii. Wow! To się nazywa wiara. Może klub powinien mu zafundować ten przejazd? Są bieżące sprawy, problemy, "raz pod-wozie, raz pod wozem", tak by to pewnie brzmiało w wydaniu gnieźnieńskim - i są rzeczy ponadczasowe. Żużlowa aksjologia. Przecież ten kibic nie jest ślepy, też widzi, co się dzieje. W 2013 na rewanż ze wspomnianą Spartą też pojechała grupka kibiców. Żeby zobaczyć 65:24 i dziesięć "literek" Žagara, Watta, Adamczaka, Fajfera... "Komando" nawet ochraniaczy nie ubierał, bo po co? Albo koperta "z góry, przed meczem", albo...
Fatum jakieś nad tym nieszczęsnym klubem?
Czy da się powiedzieć, że działacze nie robili nic, kompletnie NIC? Pojawił się sponsor, nawet tytularny, co z miejsca wywołało niezadowolenie najzagorszalszych kibiców, gdy zniknął z nazwy ich ukochany Start. Ci sponsorzy wspierający, drobniejsi, pojawiają się na bieżąco, nawet w tej chwili, kilka dni po meczu z Landshut Devils, ogłoszono nową współpracę. Owszem, z pewnością nie są to jakieś wielkie środki (kto potężny wchodzi z takimi do klubu w połowie sierpnia?), ale taką masowością i lokalnymi dobrodziejami swoją potęgę mozolnie budowała choćby wspomniana Unia Leszno. Trudno krytykować gnieźnieńskich działaczy za to, że tacy się pojawiają.
Sportowo zaś? Z pewnością nie będzie przesadą twierdzić, że z tym składem Start miał potencjał na finał ligi. A ze zdrowym Patrykiem Budniakiem - objawieniem rozgrywek, opłaconymi i zmotywowanymi Krakowiakiem, Mastersem, Fajferem... i z tym swoim dziwnym "betonem", na którym nawet miejscowy junior zagraża gwiazdom rywali, to zupełnie powinno wystarczyć. Na zacięty dwumecz z Wybrzeżem, co najmniej. Tak się pewnie nie stanie. Niby "to tylko sport". Jeszcze 15 wyścigów...
Ultrapur Omega Gniezno - 43 pkt.
9. Sam Masters - 9 (2,3,2,2,0)
10. Marcel Juskowiak - 0 (-,-,0,-,-)
11. Norbert Krakowiak - 0 (w,-,-,-)
12. Kevin Fajfer - 1 (0,1,0,0,0)
13. Adam Ellis - 17+1 (3,3,3,3,2*,3)
14. Mateusz Latała - 2 (2,w,0)
15. Kuba Wojtyńka - 0 (u,d,0)
16. Jacob Jensen - 14+1 (2,2*,1,3,3,3)
Trans MF Landshut Devils - 47 pkt.
1. Kim Nilsson - 11 (3,2,1,3,2)
2. Leon Flint - 9+1 (1*,1,3,2,2)
3. Erik Riss - 3 (1,0,2,d)
4. Jonas Knudsen - 8+2 (3,2,1*,1,1*)
5. Kevin Woelbert - 7+1 (2,0,3,1,1*)
6. Janek Konzack - 6+1 (3,1,2*)
7. Tyler Haupt - 3+1 (1,1,1*)
8. Hannah Grunwald - NS
Bieg po biegu:
1. (62,41) Nilsson, Masters, Riss, Krakowiak (w) - 2:4 - (2:4)
2. (63,51) Konzack, Latała, Haupt, Wojtyńka (u) - 2:4 - (4:8)
3. (62,20) Ellis, Woelbert, Flint, Fajfer - 3:3 - (7:11)
4. (64,28) Knudsen, Jensen, Konzack, Latała (w) - 2:4 - (9:15)
5. (64,18) Ellis, Knudsen, Fajfer, Riss - 4:2 - (13:17)
6. (61,87) Ellis, Nilsson, Flint, Wojtyńka (d) - 3:3 - (16:20)
7. (63,45) Masters, Jensen, Haupt, Woelbert - 5:1 - (21:21)
8. (63,25) Ellis, Riss, Knudsen, Latała - 3:3 - (24:24)
9. (63,94) Flint, Masters, Nilsson, Juskowiak - 2:4 - (26:28)
10. (63,94) Woelbert, Konzack, Jensen, Fajfer - 1:5 - (27:33)
11. (63,88) Nilsson, Masters, Knudsen, Fajfer - 2:4 - (29:37)
12. (63,87) Jensen, Flint, Haupt, Wojtyńka - 3:3 - (32:40)
13. (63.59) Jensen, Ellis, Woelbert, Riss (d) - 5:1 - (37:41)
14. (63,41) Jensen, Flint, Woelbert, Fajfer - 3:3 - (40:44)
15. (63,31) Ellis, Nilsson, Knudsen, Masters - 3:3 - (43:47)
[punktacja: WP SportoweFakty]






Tygodniowy wykaz transmisji TV
