KALENDARIUM

POWIEDZIELI

Na pewno nie zamierzam być prezesem GKM, bo znakomicie z tej roli wywiązuje się Marcin Murawski. Na razie zwyczajnie odpoczywam.

 

Zbigniew Fiałkowski dla "Przeglądu Sportowego"

Hancock2013Jeśli pogoda pozwoli, za niespełna dwa miesiące żużlowcy zaczną hałasować na torach. Skoro pozostało jeszcze tak wiele czasu, to oczywiście pojawia się sporo typów na to, jak będzie wyglądała rywalizacja na różnych frontach. Jest to oczywiście fajna zabawa, bo po sezonie można sobie te wszystkie typy pozbierać i ustalić zwycięzcę. Do tego mieć sporo uśmiechu z prognoz ekspertów, trafionych jak kulą w płot. Jeśli jednak jestem przede wszystkim kibicem żużla (w odróżnieniu od kibiców, których żużel interesuje głównie lub wyłącznie w kontekście konkretnego klubu), to wyniki są dla mnie kwestią drugorzędną. Wiadomo, że ktoś musi wygrać, ktoś musi przegrać. Ktoś spadnie, ktoś inny awansuje. Nadchodzący sezon może być jednak czymś więcej niż tylko rozstrzygnięciem kolejnej rywalizacji. Dlaczego?

Przede wszystkim dlatego, że władze polskiego żużla bardzo mocno ograniczyły swobodę zawodników, szczególnie w kwestii podpisywania kontraktów z klubami innych lig. Coraz bardziej jest też narzucany wzorzec zachowań, w którym najważniejsi są sponsorzy ligi oraz klubu. Z drugiej strony „dzięki” bardzo krótkowzrocznemu myśleniu kluby zostały właściwie bez juniorów prezentujących poziom pozwalający liczyć na coś więcej niż punkty w rywalizacji z innymi juniorami. 

Nie wiem ilu kibiców zadaje sobie pytanie: dlaczego u nas płaci się zawodnikom tak wielkie pieniądze, skoro w Szwecji, Anglii czy Danii ci sami żużlowcy jeżdżą podobno za połowę czy nawet ćwierć tej stawki? Można też postawić podobne pytanie, ale od zupełnie innej strony: dlaczego kluby w Polsce oferują tak wysokie stawki, a do tego jeszcze wypłacają zawodnikom przed sezonem pieniądze na zakup sprzętu? Odpowiedź nie jest prosta i pewnie można napisać więcej niż jeden artykuł tylko na ten temat. Siłą rzeczy potraktuję więc tę kwestię skrótowo, skupiając się tylko na kluczowych według mnie zagadnieniach. Rozpocząć jednak muszę od sprawy oczywistej, pozornie niezwiązanej z naszą ekstraligą: otóż zawodnik aspirujący do najwyższych celów potrzebuje odpowiednio dużo jazdy na torach różnorodnych pod względem nawierzchni oraz geometrii. Dlaczego? Ano dlatego, że jeśli chce się sportowo rozwijać, czyli osiągać sukcesy indywidualne (co oczywiście przekłada się na wysokość kontraktów), to nie może ograniczyć swoich występów do obiektów mających podobne parametry. Teraz kolejne pytanie: dlaczego żużlowi "stranieri" od początku lat 90. mają u nas tak wysokie kontrakty? Tutaj oczywiście odpowiedź także zajęłaby niejeden artykuł, ale generalnie dlatego, że z różnych względów sami z siebie nie byli zainteresowani startami w Polsce. Czy obecnie jeździliby u nas za angielskie stawki? Mam co do tego duże wątpliwości. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że jazda w Polsce nie daje im praktycznie nic (poza pieniędzmi rzecz jasna), co w jakikolwiek sposób rozwija ich sportowo. Nie daje im też pewnie zbyt wiele satysfakcji ze względu na negatywną presję wyniku, której częścią są niestety także trybuny żądne zwycięstw za każdą cenę. 

Vacul derby


Przez wiele lat to żużlowcy dyktowali warunki, a prezesi w ślepej pogoni za sukcesem podpisywali kontrakty, doprowadzając wielokrotnie do bankructw zarządzane przez siebie kluby. Ponieważ jednak rzecz działa się w "wesołym" kraju, gdzie żużlowe hece proporcjonalnie odzwierciedlały jedynie stan na wielu poważniejszych niwach, więc nikt za ewidentną niegospodarność nie ponosił odpowiedzialności, a w miejsce bankruta szybko powstawał nowy klub, z reguły z dopisanym "TŻ" w nazwie, który z miejsca przejmował wszystko, za wyjątkiem długów oczywiście. I cała zabawa rozpoczynała się od nowa. Gdyby tak prześledzić na poważnie historię ligowego speedwaya w Polsce od roku 1990, to nie wiem, czy jest choćby jedno miasto mogące poszczycić się jako taką płynnością finansową zachowaną przez cały okres, ze szczególnym uwzględnieniem podpisania kontraktów, a potem ich realizowania bez żadnych czy nawet większych opóźnień. Zresztą obecnie, gdyby nie pieniądze samorządowe (których formalnie nie powinno być w sporcie zawodowym), to z żużlowej mapy Polski zniknęłoby w mig kilka ośrodków, nawet tych ekstraligowych. Wystarczy przecież przytoczyć najnowszą historię Falubazu stawianego za wzór nowoczesnego marketingu. Oficjalnie na koniec sezonu 2015 dług wynosił 2 mln zł, ale jak się okazało, część zobowiązań ukryto nakładając na zawodników kary. Należałoby więc doliczyć kwotę, o którą toczył się spór z Jarosławem Hampelem, a pod koniec lutego 2017 (1,5 roku po fakcie), okaże się, czy Andreas Jonsson słusznie domaga się okrągłej sumy. Jeśli tak, to pewnie możemy spodziewać się pozwu kolejnego zawodnika, który nie pożegnał się z kibicami...

Falubaz2015
Zawodnicy dalej zarabiają dużo, ale sytuacja zmieniła się o tyle, że w pewnym momencie działacze zaczęli stawiać im warunki w postaci ograniczenia „prywatnej” powierzchni reklamowej, potrąceń przy wyniku słabszym niż zakładany, ograniczenia startów w innych ligach i wymuszenia określonych zachowań w stosunku do sponsorów. Skoro dużo otrzymują, powinni też dużo od siebie dawać - uzasadnienie jest bardzo logiczne. Teoretycznie. Cała światowa czołówka podpisała kontrakty w Polsce, co wymagało od niektórych zawodników zrezygnowania z jazdy w Anglii, od niektórych uznania ligi polskiej jako ich najważniejszej, czyli niejako macierzystej. Bardzo jestem ciekaw zaangażowania żużlowców w mecze w Polsce oraz przełożenia się nowych wymagań na ich występy na arenie międzynarodowej. Nie da się ukryć, że udział w cyklu SGP ułatwia zdobycie sponsorów indywidualnych, a prym wiodą tam żużlowcy, którzy wciąż jeżdżą lub niedawno jeździli na brytyjskich owalach. Bartek Zmarzlik jest tu na razie wyjątkiem i stoi przed nim ogromna szansa, żeby udowodnić, że można ścigać się na wysokim poziomie pomimo braku startów na Wyspach (aczkolwiek pamiętajmy, że także Bartek zdecydował się na jazdę w Elite League, debiutując nawet w barwach Birmingham Brummies, po czym akurat klub wycofał się z rozgrywek).

Dlaczego w ten sposób podchodzę do sprawy? Bo według mnie żużlowcy sami zapędzają się w kozi róg. Z jednej strony traktowali Polskę jak bankomat, a z drugiej - bardzo często przedkładali starty w zawodach indywidualnych oraz mniej dochodowych ligach ponad swoje główne źródło dochodu. Sezon 2017 może pokazać, czy zawodnicy zmienią swoje podejście do naszej ekstraligi. Ciekawym przykładem będzie Niels Kristian Iversen, który dla gorzowskiej Stali (i związanych z tym kontraktem pieniędzy) zrezygnował z ligi angielskiej, w której jeździł nieprzerwanie od 2003 roku.

Jak wiele przepisów ustalanych w naszym kraju, także i ten może zadziałać zupełnie inaczej niż zakładali jego twórcy. Przypomnę, że bezpośrednim powodem wprowadzenia ograniczenia liczby lig była trudność w znalezieniu dobrych terminów przełożonych spotkań. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że trudność ta w dużej mierze wynikała z panicznego strachu polskich klubów przed jazdą w środku tygodnia, bo to oczywiście przekłada się na frekwencję, co z kolei odczuwalne było w klubowych budżetach, konstruowanych często tak, żeby „wyjść na zero” (a i to przy spełnieniu całej listy warunków). O tym, że pieniędzy nie ma nawet dla "szarych" pracowników klubów, bo cała kasa idzie na kontrakty dla żużlowców biadolił ostatnio w mediach jeden z prezesów ekstraligowej ekipy. Bywało zresztą i tak, że mecze były przekładane, chociaż przy odrobinie dobrej woli dałoby się tor doprowadzić do stanu używalności. I wcale nie chodziło o bezpieczeństwo zawodników (dużo się o tym mówi, ale mało kto się tym przejmuje, z żużlowcami na czele), ale o to, że gospodarze z reguły umieją jeździć na torze przygotowanym w jeden określony sposób, więc na "odratowanym" grzęzawisku nagle przestawali być faworytami. Wcale nie zdziwię się, jeśli teraz nowe przepisy będą wykorzystywane do granic możliwości, co spowoduje, że w długofalowym efekcie kibice... dadzą sobie spokój z przychodzeniem na stadiony.

Nasi działacze wprowadzający nowe przepisy powinni wreszcie zauważyć, że grzebanie w regulaminach nie poprawia frekwencji na trybunach, a jednocześnie coraz więcej naszych reprezentantów odpada w eliminacjach imprez międzynarodowych, czego najlepszym przykładem były ubiegłoroczne IMŚJ. Takie skutki ma niestety „praca” komisarzy toru. A i tak na zakończenie sezonu dostaliśmy żenujące widowisko na gównianym torze, bo dbająca o wizerunek centrala nie mogła pozwolić sobie na odwołanie finału. Więc finał się odbył... a potem nałożyła za ten tor kary. Ten sam, który dostał dobrą ocenę przed zawodami. A co by było, gdyby drużyna z Torunia kategorycznie odmówiła jazdy? Sławetny finał z Zielonej Góry, czyli "mecz, którego nie było", miałby mocną konkurencję. A polski żużel kolejny gwóźdź do trumny. Po co do tego wracam? Bo to najbardziej ewidentny przykład na hipokryzję polskiego żużla. Teraz podobno będzie inaczej, bo są nowe przepisy, które będą respektowane z całą surowością. Takich obietnic było tyle, że chyba mało kto w to wierzy. Zobaczymy.

Nie mam żadnych wątpliwości, że sport jest tą specyficzną dziedziną życia, w której szczególnie trzeba lubić to, co się robi. Zwłaszcza tak niebezpieczny sport jak żużel, gdy każdy start może okazać się ostatnim. Działacze najwyraźniej założyli, że wszyscy chcą u nas jeździć i rzeczywiście żużlowcy postawili pieniądze na pierwszym miejscu. Uważam jednak, że w dłuższym czasie zawodnicy zmienią swoje priorytety, co skończy się albo odpływem zawodników z naszej ligi, albo... jeszcze wyższymi kontraktami. Jaki będzie skutek tych drugich - dopowiedzcie sobie Państwo sami.

final2013Finał Ekstraligi 2013 - zamiast pasjonującej rywalizacji na torze, cała żużlowa Polska patrzyła na minę szefa Ekstraligi


Trzeba jasno powiedzieć, że gwiazdy wcale nie są konieczne do tego, żeby na sportowych arenach były emocje. Zgadzam się, że to gwiazdy często przyciągają kibiców na trybuny, że potrafią zaprezentować akcje niedostępne dla średniaków. Jednak wystarczy przypomnieć sobie polski żużel ligowy sprzed trzydziestu lat. Ja akurat jestem z tych, którzy II poł. lat 80. i początki lat 90. na naszych stadionach dobrze pamiętają. Choć Polacy byli tylko tłem w międzynarodowych rozgrywkach, a możliwość zobaczenia w akcji Hansa Nielsena, Jana O. Pedersena czy Sama Ermolenki była marzeniem niejednego kibica (często niespełnionym), to wcale nie oznaczało, że ligowe mecze były nudne. Wszak liga rządzi się swoimi prawami. Co w takim razie jest potrzebne? Identyfikowanie się żużlowców i kibiców z drużyną, zaangażowanie zawodników, w miarę wyrównany poziom poszczególnych ekip i przede wszystkim stały dopływ świeżej krwi. Praktyczny kres "swojakom" w drużynach i oddanych im na dobre i na złe obcokrajowcom położył rozwój tzw. modern speedway, od tego już raczej nie ma odwrotu, natomiast w ostatnich czasach mocno zaniedbany został zwłaszcza ten ostatni punkt - dopływ świeżej krwi. Do tego stopnia, że centrala sama z siebie stara się szukać rozwiązań dla częstszych startów młodzieżowców (to akurat chwalebne), skoro kluby z wielomilionowymi budżetami nie poczuwają się do tego obowiązku. Najnowszym pomysłem jest zastąpienie MDMP przez 21 rund Drużynowych Mistrzostw Polski Juniorów. Na razie nikt nie wie, jakie są założenia (te mamy poznać w lutym), ale trzeba mieć nadzieję, że faktycznie najmłodsi zawodnicy będą mieli wreszcie możliwość regularnej rywalizacji na różnych torach.

Cofnijmy się na chwilę do roku 2011, gdy zaczął obowiązywać przepis o obowiązku posiadania w składzie meczowym dwóch zawodników młodzieżowych z polskim obywatelstwem (przypomnę, że wcześniej jeden z juniorów mógł być żużlowcem zagranicznym). Zmiana spowodowała, że nagle nasze kluby zaczęły szkolić i organizować naprawdę dużo zawodów młodzieżowych. Pojawiło się wiele talentów, ale szybko okazało się, że skoro mamy już utalentowanych szesnasto czy siedemnastolatków, to... szkolenie przez najbliższe kilka lat można sobie odpuścić. W ubiegłym roku wiek juniora zakończyli m.in. Bartosz Zmarzlik, Paweł Przedpełski, Krystian Pieszczek, czyli ostatni przedstawiciele pokolenia, które kilka lat wcześniej otrzymało szansę od regulaminu. I zrobiła się dziura, która znów jest ogromną szansą dla kolejnych młodych i utalentowanych chłopaków. Kluby na razie robią dobrą minę do złej gry i świadome słabości juniorskiej, bronią się, stawiając na dość wyrównane składy seniorskie, co oznacza, że możliwość startu juniora z rezerwy zwykłej (nie mówiąc już o rezerwie taktycznej) będzie czysto teoretyczna. Może poza wrocławską Spartą, która ma to szczęście, że Maksym Drabik jest z tych wielkich talentów najmłodszy (tylko ileż to wysiłku włożyła Sparta Wrocław w wychowanie Maksa...?). Czas chyba też zastanowić się, czy obecny system z biegiem młodzieżowym w programie zawodów zdaje egzamin. Mówi się, że przejście z wieku juniora jest bardzo trudnym czasem dla zawodnika. Ale dzieje się tak w dużej mierze dlatego, że wspomniany drugi wyścig jest sporym przywilejem, którego nagle młody chłopak zostaje pozbawiony. Jednocześnie zwycięstwo z rówieśnikami wcale nie skutkuje kolejną szansą startu jako rezerwa zwykła za seniora. Tak sobie myślę, czy stary system (jeszcze z lat 80.) nie był przypadkiem skuteczniejszy? Młodszym kibicom przypomnę, że wówczas obaj juniorzy mogli być ustawieni pod każdym z numerów z podstawowego składu (1-6 lub 9-14). Każdy z nich miał programowo pięć startów (nie było biegów nominowanych), w których trzy razy musiał obowiązkowo wystąpić. Sam obowiązek startu też oczywiście był przywilejem. Różnica polegała przede wszystkim na tym, że od samego początku taki junior rywalizował ze wszystkimi (a nie tylko z rówieśnikami), więc ewentualne pokonanie seniora drużyny przeciwnej miało swoją wagę i wymowę. Obecnie rywalizacja z innymi juniorami jest w meczu niejako osobnym bytem, którego wyniki nie bardzo przekładają się na decyzję menadżera o kolejnej szansie startu. Zwłaszcza, gdy tenże menadżer dysponuje piątką dobrych seniorów. W starym systemie trener (nie było wtedy menadżerów) miał do dyspozycji dwóch rezerwowych seniorów (numery 7-8 i 15-16), co dawało mu znacznie większą możliwość roszad taktycznych. To zresztą temat na inny artykuł. W tym wątku ważne jest natomiast to, że junior z rówieśnikami rywalizował w turniejach młodzieżowych, natomiast w lidze jeździł na podobnych zasadach jak senior, mając wspomniane trzy obowiązkowe starty (w pozostałych dwóch mógł być zastąpiony przez rezerwę zwykłą lub taktyczną).

Final MIMP Rzeszow04.07.1996Podium finału MIMP 1996 (Rzeszów): Bajerski, Dobrucki, Baliński. Tuż za podium: 4. Jaguś, 5. Protasiewicz. Wszyscy oni w lidze najważniejsze punkty zdobywali na seniorach rywali


Rok 2017 pokaże, czy polskie kluby postawią na szkolenie i dadzą realną szansę swoim wychowankom, czy zdecydują się na kontraktowanie mocnych seniorów, traktując starty młodzieżowców wyłącznie jako wypełnienie wymogu regulaminowego, czyli zło konieczne. To wyznaczenie kierunku będzie bardzo ważne, bo dyscyplina żyje wtedy, gdy pojawiają się młodzi, zdolni następcy starych mistrzów. I kto wie, czy właśnie ta sprawa nie okaże się najważniejsza w kwestii przyszłości żużla w Polsce. Cieszymy się, że mamy aktualnie całkiem młodą kadrę narodową, czterech wciąż młodych uczestników cyklu Speedway Grand Prix. Pamiętać jednak należy, że Bartosz Zmarzlik, Patryk Dudek, Maciej Janowski i Piotr Pawlicki muszą czuć pozytywną presję goniącego ich następnego pokolenia. Ciężko powiedzieć, czy jakimiś wyznacznikami będą DMŚJ i DMEJ, bo oba finały odbędą się w Polsce, więc nasza reprezentacja nie musi startować w eliminacjach. Dlatego dobrze byłoby zorganizować kilka testmeczów w Danii, Anglii, Szwecji, Rosji lub Niemczech, żeby mieć na bieżąco porównanie, jakiś punkt odniesienia.

                                                                                       * * *

Patrząc na polski żużel, a dokładniej na poczynania centrali, coraz lepiej widać trudność klubów w pozyskiwaniu sponsorów. Ciężar po części na swoje barki wzięła zarządzająca rozgrywkami najwyższego szczebla Ekstraliga Żużlowa sp. z o.o., dzięki czemu udziałowcy są wspomagani wpływami z praw telewizyjnych oraz nagrodami od sponsorów ligi. Jeśli do tego doliczymy wsparcie od kibiców (bilety, karnety, gadżety) oraz dofinansowanie od samorządów, to okaże się, że... kluby mają coraz mniejsze wsparcie od sponsorów, których muszą same znajdować (trzeba pamiętać, że część firm została odkrytych dla żużla wiele lat temu i do dziś przedłużają umowy, przekazując pieniądze). Jeśli któryś ze wspomnianych elementów wypadnie (np. dotacja od samorządu), to drużyna leży i kwiczy. W dodatku działacze takiego klubu mają wówczas doskonały argument w roli alibi: widzicie sami, drodzy kibice, takie władze wybraliście... Grabarzy naszego sportu. A w mieście obok, przypomnijmy, na żużel dają tyyyle.

I to jest kolejne ogromne zagrożenie dla żużla w Polsce. Pomimo próby budowania pozytywnego wizerunku, widać, że speedway w naszym kraju kilka lat temu osiągnął już swoje apogeum, a teraz, niestety, zaczyna zjadać własny ogon. Dlatego zamiast wprowadzać kolejne nakazy i ograniczenia, działacze w swoim własnym dobrze pojętym interesie powinni zadbać o przejrzystość wszystkich operacji finansowych. Dziś zbyt wiele rzeczy jest tajnych, co w powiązaniu z dużymi pieniędzmi (jak na tak niszowy w gruncie rzeczy sport) zawsze powoduje różnego rodzaju spekulacje i plotki. Zasadne wydaje się pytanie: dlaczego tak bardzo ukrywane są choćby wysokości kontraktów, skoro oficjalnie wszystkie umowy muszą zmieścić się w z góry określonym limicie? Co z obchodzeniem regulacji poprzez zawieranie umów z podmiotem innym niż klub?  

Przy obecnych kosztach polski żużel nie jest już w stanie sam się sfinansować. Dlatego konieczne są środki publiczne, które sztucznie utrzymują obecny układ przy życiu. Dzieje się tak dlatego, że z różnych powodów to nie firmom zależy na zaistnieniu poprzez żużel (a tak być powinno w przypadku "najlepszej ligi świata"), tylko kluby, z różnym skutkiem, szukają potencjalnych ofiarodawców, chociażby poprzez sprzedaż miejsca w nazwie drużyny (i to też wielokrotnie przy udziale magistratów). Widać jednak, że pomimo kilku chwalebnych wyjatków takie działania rzadko wiążą klub ze sponsorem na dłuższy okres. Jak długo uda się ciągnąć ten żużlowy wózek w Polsce na obecnych zasadach? 

Cieszy na pewno fakt, że są czynione kroki w kierunku zwiększenia liczby startów juniorów. Są czynione starania, aby żużel zmieniał swój wizerunek prowincjonalnego sportu dla ludzi, eufemistycznie mówiąc, niezbyt skomplikowanych. Problem w tym, że w tych działaniach marketingowych zbyt dużą wagę przykłada się do buńczucznego i trącącego zbędnym triumfalizmem promowania ekstraligi jako najlepszej ligi świata, a reprezentacji jako światowej potęgi. Konkurencja na świecie (zwłaszcza ligowa) jest, delikatnie mówiąc, niezbyt duża. Nawet nie próbujmy jej porównywać do rywalizacji piłkarskich lig z Hiszpanii, Włoch, Anglii, Niemiec czy Francji. Nie mówiąc o kompletnym braku możliwości weryfikacji tej potęgi - jak w przypadku paneuropejskiej Ligi Mistrzów. Zbyt wiele działań jest nastawionych na pozyskiwanie pieniędzy, a za mało szuka się oszczędności i jakości. Do tego co jakiś czas mają niestety miejsce wydarzenia nieprzynoszące chluby ekstralidze i ośmieszające całą dyscyplinę. Co gorsze, ciężko będzie je wyeliminować jakimikolwiek przepisami, bo te zachowania w dużej mierze wynikają z... mentalności ludzi działających w naszym czarnym sporcie. Sporcie, gdzie zbyt często triumfuje filozofia Kalego. Szukanie winnych na zewnątrz będzie niestety tylko utwierdzać kibiców w naszej „najlepszości”, a klubowych działaczy w słuszności przyjętego sposobu działania, który w opinii nieżużlowej jest odbierany jako źle pojęta prowincjonalność. Tutaj nie chodzi o to, żeby zgadzać się na to, co narzucają nam Anglicy, tylko o to, żeby najpierw wypracować własne standardy. Jeśli chodzi o tegoroczny sezon, to chciałbym, żeby był on początkiem wypracowywania standardów przez wielkie S, dzięki którym regulaminy będą miały więcej treści niż zapisów i nie zmienią się przez wiele lat.


Więcej na kibic-zuzla.pl

Korzystanie z linków socialshare lub dodanie komentarza na stronie jednoznaczne z wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych podanych podczas kontaktu email zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych. Podanie danych jest dobrowolne. Administratorem podanych przez Pana/Panią danych osobowych jest właściciel strony Jakub Horbaczewski . Pana/Pani dane będą przetwarzane w celach związanych z udzieleniem odpowiedzi, przedstawieniem oferty usług oraz w celach statystycznych zgodnie z polityką prywatności. Przysługuje Panu/Pani prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.

KALENDARIUM

POWIEDZIELI

Na pewno nie zamierzam być prezesem GKM, bo znakomicie z tej roli wywiązuje się Marcin Murawski. Na razie zwyczajnie odpoczywam.

 

Zbigniew Fiałkowski dla "Przeglądu Sportowego"

NAJBLIŻSZE ZAWODY W TV

 PGE Ekstraliga 2023
1. Betard Sparta Wrocław  14 30 +124
2. Platinum Motor Lublin  14 28 +185
3. ebut.pl Stal Gorzów  14 20 +54
4. TAURON Włókniarz  14 18 +13
5. ForNature Solutions Apator  14 15 -42
6. FOGO Unia Leszno  14 11 -98
7. ZOOLeszcz GKM Grudziądz  14 10 -61
8. Cellfast Wilki Krosno  14  7 -175
 1. Liga Żużlowa 2023
1. ENEA Falubaz Zielona Góra
 14  35 +232
2. Abramczyk Polonia Bdg.
 14  21 +18
3. Arged Malesa Ostrów  14  21 +22
4. ROW Rybnik  14  18 -28
5. Trans MF Landshut Devils
 14  15 -56
6. Zdunek Wybrzeże Gdańsk
 14  12 -45
7. H.Skrzydlewska Orzeł Łódź  14  10 -93
8. InvestHouse Plus PSŻ  14  8 -50
2. Liga Żużlowa 2023
1. TEXOM Stal Rzeszów
 12  21 +137
2. Ultrapur Start Gniezno
 12
 20 +91
3. OK Bedmet Kolejarz Opole  12
 19 +43
4. Grupa Azoty Unia Tarnów  12
 14 +43
5. Optibet Lokomotiv
 12  14 -24
6. ENEA Polonia Piła  12  10 -111
7. Metalika Recycling Kolejarz  12
 5 -177

Klasyfikacja końcowa SGP 2022

1. Bartosz Zmarzlik
166
2. Leon Madsen
133
3.  Maciej Janowski
106
4. Fredrik Lindgren 103
5.  Robert Lambert 103
6. Daniel Bewley
102
7. Patryk Dudek 102
8. Tai Woffinden 93
9.  Martin Vaculík
91
10. Jason Doyle 83
11. Mikkel Michelsen 82
12. Jack Holder 67
13. Max Fricke 52
14. Anders Thomsen 51
15. Paweł Przedpełski
29

PARTNERZY

kibic-zuzla logozuzlowefotki-logo
WszystkoCzarne blog

Pomóż kontuzjowanym

KamilCieślar
DW43