ATL SPEEDWAY2

KALENDARIUM

POWIEDZIELI

ProtasiewiczPiotrRobiłem, co mogłem. Na liderów rywali byłem dziś za słaby. Zdajemy sobie sprawę, że każdy z meczów, jakie nam pozostały, będzie dla nas meczem o życie.

Piotr Protasiewicz po meczu Włókniarz-Falubaz 52:38 / nSport+

Janowski-imp2015Kiedy Maciej Janowski zaczynał pierwszą honorową rundę wokół toru "Jancarza", a chwilę wcześniej stało się jasne, że tego dnia nawet diabelska moc ataku musi ustąpić pola przed maestrią defensywy, panel dyskusyjny p.t. "IMP" ruszył. W czasie rzeczywistym, jak na XXI w. przystało. Takie wydarzenie nie mogło przejść bez echa, tym razem jednak echo niosło niczym w Białowieskiej Puszczy. Jedni mistrzostwo Janowskiego kwestionowali, inni cieszyli się wraz z nim, jeszcze inni żałowali Zmarzlika i Kołodzieja albo psioczyli na regulamin. Wszędzie jednak na plan pierwszy wysuwał się fakt niezaprzeczalny - oto Mistrzem Polski został zawodnik z sześcioma II miejscami na koncie (czyli - jakby nie patrzeć - porażkami), który wygrał jeden, ostatni, wyścig. "Fartem", "Niezasłużenie!". To ostatnie nawet by do mnie trafiło, gdyby tylko nosiciele tej tezy potrafili udowodnić, że jedynie Maciej Janowski znał regulamin zawodów w których wziął udział, zaś resztę stawki umyślnie wprowadzono w błąd i jechała turniej 20-biegowy. Tym niemniej, uważam, że spłycać tak sprawy nie powinniśmy. Nie mam żadnego problemu ze złotem Janowskiego, mam natomiast problem z odczytaniem intencji, jakie przyświecają działaczom - obecnym strażnikom powagi IMP.

Każdą markę buduje się latami. Te najznamienitsze, albo po prostu najbardziej rozpoznawalne, rzadko kiedy udaje się utrwalić w jednym pokoleniu. Indywidualne Mistrzostwa Polski, z ponad 70-letnią tradycją, to też marka - sportowa. My, jako generacja przełomu wieków, naprawdę mieliśmy szczęście, bo nie musieliśmy niczego budować od zera. To nie my, nie nasze pokolenie, tworzyło rangę i magię tych zawodów. A nawet jeśli, to w drobnym wycinku. Jesteśmy tylko depozytariuszami tej historii - pięknej schedy po Smoczyku, Kapale, Wyglendzie, Tkoczu, Plechu, Jancarzu, Jankowskim... Tylko mam wrażenie, że ten depozyt traktujemy jak stary rupieć w naszym nowym, wymuskanym i drogim mieszkaniu, po który wiemy, że i tak nikt się nie zgłosi.

Zanim o regulaminie - chociaż to on rozpalił emocje i wokół niego rozgorzała dyskusja - zacząłbym od czegoś innego. Od znaków tej tradycji. Jest przechodni Puchar im. Józefa Dochy, jest mistrzowska szarfa, jest wreszcie Czapka Kadyrowa (przy okazji, polecam lekturę o znanych i nieznanych hipotezach dotyczących jej historii) - to cudownie, że udało się tę namacalną pamięć ocalić. Ale to przecież nie wszystko, to nie wystarczy. Czy ktoś wyobraża sobie, żeby prestiżowy Turniej Czterech Skoczni zaczął się kiedy indziej niż tuż przed Nowym Rokiem? Albo tenisowy Wimbledon inaczej niż w poniedziałek? My też mieliśmy taką datę - 15 sierpnia. Przez 20 lat stała się rozpoznawalna i powszechnie kojarzona z dniem narodowego czempionatu. Teraz w sierpniowy weekend pojedzie liga, a 15 sierpnia będziemy mieć komercyjny SEC, rozgrywany po raz trzeci w historii, zaś rozgrywany po raz 71. finał IMP dostał datę lipcową. Dzisiaj - 5 lipca, rok temu - 14 sierpnia, w 2013 - 6 października. Jak będzie za rok?

- Zapomniałeś pan, że 40 czy 50 lat temu te finały IMP wcale nie odbywały się 15 sierpnia - ktoś rozsądnie przypomni. To prawda. W ogóle nie miały stałej daty. Ale w czasach, kiedy na proste pytanie dziecka: Tato, a skąd właściwie Szarik i Pancerni znaleźli się w tym ZSRR, żeby nas wyzwalać? najlepszą odpowiedzią było "idź pograć w piłkę", generalnie o 15 sierpnia nie należało mówić za wiele. Ani specjalnie go upamiętniać. Ludzie jednak mówili, po kościele, w swych domach, podobnie jak "zapominali" zdejmować wywieszonych 1 maja flag i te łopotały dumnie w dniu Trzeciego Maja. Jednak od lat 90-tych, kiedy już wszystko było wolno, ten żużlowy finał IMP "zakotwiczył" na stałe w dzień podwójnego (bo i maryjnego) Święta. Od 52. Finału, rozegranego na torze w Warszawie (czy mógł być piękniejszy ukłon dla historii?), zakończonego zwycięstwem Sławomira Drabika, upłynęło już 20 lat. Dorosło całe pokolenie żużlowych fanów. Komu to przeszkadzało?

Na czym my chcemy budować prawdziwą i ponadczasową siłę tej dyscypliny w Polsce? Na Polish Speedway Battle? Na kasie? Lidze, okrytej trudno weryfikowalnym nimbem "najlepszej na świecie"?

Majstrujemy z datą, co gorsze, zaczęliśmy też majstrować z regulaminem. Jeśli mnie pamięć nie myli, to ostatnim, który tytuł wywalczył w tradycyjnej, 20-biegowej formule, był wrocławianin Tomasz Jędrzejak w 2012 roku. Teraz, na kanwie sukcesu innego wrocławianina, w tysiącach myśli, wyartykułowanych lub przelanych na dyskusyjne fora, ujawnił się mniej więcej taki myślowy schemat: ten system jest naprawdę kiepski, skoro ktoś z 14 czy nawet 15 punktami po 5 startach może zostać bez złota (albo w ogóle bez medalu), podczas gdy trofeum zgarnie ktoś, kto nie wygrał wcześniej nawet jednego wyścigu. Jak to się ma do sprawiedliwości i realnej oceny dyspozycji w danym dniu?

Ten paradoks nader uwierającym stał się teraz, ale zauważono go już wcześniej, bo przecież w 2013 roku bez medalu został współliderujący po 20 biegach Dudek (13 pkt.), a rok temu złoto zgarnął Kasprzak, z defektem i "jedynką" w fazie zasadniczej. Gdyby zasady były inne, od początku regulaminowej rewolucji przynajmniej dwa z trzech tytułów dostałyby się w inne ręce. Inny byłby też podział pozostałych medali. Czy sprawiedliwszy?

- A czy sprawiedliwiej jest w Grand Prix, gdzie wygrywa Iversen z 14 punktami, a drugi jest Holder z 18? A ile miał "oczek" Miedziński, kiedy wygrywał w Toruniu? Ten argument, choć często powtarzany, mnie nie przekonuje, bo Grand Prix w przeciwieństwie do finału IMP nie jest imprezą jednorazową. Poszczególne rundy to tylko bitwy w 7-miesięcznej wojnie. Holder swoją 18-tkę zachowa, Zmarzlika 14-tka co najwyżej poprosi o autograf.

Co więcej, obecny regulamin stawia dwójkę najlepszych po 5 seriach startów przed jeszcze innym problemem. Żużel to już taki sport, w którym z reguły sprzętem lepiej dopasowanym do toru będzie dysponował zawodnik, który miał możliwość odjechania dodatkowego wyścigu tuż przed finałem, a nie musiał czekać na swój start od biegu nr 17 do biegu nr 22 (a tak miał Bartosz Zmarzlik w Gorzowie). Nawet jeśli w rzeczywistości żużlowiec tego handicapu nie wykorzysta, to zanegować jego istnienie - trudno. Pewnie da się znaleźć bardziej spektakularny przykład na potwierdzenie tej zależności, mi akurat w pamięci utkwił tegoroczny finał krajowych mistrzostw w Wielkiej Brytanii. Tam w roli Bartosza Zmarzlika znalazł się, niemal idealnie, Tai Woffinden. Różnica klasy sportowej pomiędzy nim a stawką jakby nawet większa. I co? I gdyby finałowy wyścig dojechał do końca w pierwszym podejściu, skończyłby niechybnie TaiTanic bez złota. A może w ogóle bez medalu. Dlaczego w powtórce jego motocykl już nie był tak wolny, a pozwolił wygrać z "tradycyjną" przewagą - nietrudno się domyślić. Po co więc szarpać się i wyrywać każdą "trójkę" w fazie zasadniczej, choćby tak jak Zmarzlik w pięknym biegu z Kasprzakiem? "Bo trzeba dostać się bezpośrednio do finału" - jeżeli zanegować lub choćby uczynić dyskusyjnym ten żużlowy aksjomat, pozostanie chyba tylko argument pierwszeństwa w wyborze pól, rzeczywiście istotny przywilej lidera. Inna sprawa, że bardzo często pod koniec zawodów pola startowe nie mają już tak wielkiego znaczenia jak na początku.

Czy więc ten system jest sprawiedliwy? Tak średnio chyba. Kazik Staszewski (dla młodszych: robił muzę, kiedy liderem "Gangu Albanii" był jeszcze Enver Hodża) wyśpiewał kiedyś strofę o tym, że "...cała jego ciężka praca, wszystko było ch... warte". Tak mi się skojarzyło, patrząc po finale na Kołodzieja i Zmarzlika. Oficjalnie zachowujących godną podziwu klasę, w martwym dla kamer polu - myślę, że rozgoryczonych nie mniej niż ten kazikowy, emerytowany hutnik nad talerzem z kartoflami okraszonymi ogórkiem. "Widziałem z bliska minę Bartka po zjeździe do parkingu z finału i uwierz mi, że nie była to twarz zadowolonego ze srebra, jak mówił w wywiadzie. Chłop był totalnie przybity. A ludzie pod parkingiem krzyczeli: Dla nas i tak jesteś mistrzem"- tyle napisał po finale redakcyjny kolega z Gorzowa. Chylę czoła przed klasą przegranych (i zwycięzcą, który w pierwszych słowach im pogratulował), ale nawet gdyby któryś z nich bardziej te emocje uzewnętrznił, nie robiłbym "afery". Wszak sportowa złość po porażce jest taką samą częścią sportu jak szalona radość triumfujących.

To wszystko jedna strona medalu. W naturalny sposób kierująca ku myśli: powróćmy do tradycyjnej, 20-biegowej formuły finału. Tak będzie lepiej, sprawiedliwiej, bez niezdrowej atmosfery. Ale co - zapytam przewrotnie - w sytuacji, kiedy ten murowany faworyt zaliczy defekt w swoim pierwszym starcie, albo niesłusznie zostanie wykluczony przez sędziego? Niechby to nawet był "mistrz nad mistrze", niechby potem wygrał w cuglach wszystkie pozostałe biegi, ale czy z 12 punktami da się zdobyć złoto? Uprzedzę - od roku 2000, w ostatnich 16 finałach IMP, udało się to dwa razy, w 2000 i 2002 roku. Kto ma dobrą pamięć albo zerknie na stronę niezrównanego Romana Lacha, ten szybko zauważy dlaczego.

Stare więc, sprawdzone, czy nowe, metodą "kopiuj-wklej" pobrane z serwerów Szwedów i Brytyjczyków? I czy musimy wybierać tylko spośród tych dwóch opcji? A może "Quick-Mix"? Choćby z zaliczeniem punktów po fazie zasadniczej i podwójną punktacją w finale. Pomysłów nie brakuje, a przywilejem felietonisty pytać.

"Obecny system się sprawdził. Jest atrakcyjny dla widza i trzyma w napięciu do końca" - nie pozostawia cienia wątpliwości przewodniczący GKSŻ Piotr Szymański. Jeżeli mam jakąś uwagę do szefa polskiego żużla, to może właśnie taką - czy nie za szybko zamykamy się na dyskusję o formule IMP? Idea społecznych konsultacji to zdrowa idea, także w kwestiach o wiele ważniejszych niż żużel. Opinię "granatowomarynarkowych" już znamy, czy podzielają ją sami żużlowcy? Pora jeszcze na głosy - takie jak ten - dziennikarzy, kibiców, pasjonatów, ekspertów.

Chciałbym, żeby wybrano mądrze. I niekoniecznie już dziś, kiedy w niektórych buzują jeszcze emocje. Pośpiech wskazany przy łapaniu pcheł. Jednakże, na który system by ów wybór nie padł, ważniejsze dla mnie jest coś innego - i tym zgrabną klamrą spróbuję spiąć ten felieton - ważniejsze jest otóż utrzymanie stałości obranego kursu. Niezmienność wybranych zasad. Inaczej nawet 15 sierpnia i rocznica "cudu" nie pomogą.

Jakub Horbaczewski

Foto: redbull.com

Korzystanie z linków socialshare lub dodanie komentarza na stronie jednoznaczne z wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych podanych podczas kontaktu email zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych. Podanie danych jest dobrowolne. Administratorem podanych przez Pana/Panią danych osobowych jest właściciel strony Jakub Horbaczewski . Pana/Pani dane będą przetwarzane w celach związanych z udzieleniem odpowiedzi, przedstawieniem oferty usług oraz w celach statystycznych zgodnie z polityką prywatności. Przysługuje Panu/Pani prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.

Komentarze  

pakoś
+1 #10 pakoś 2015-07-15 07:11
Cytuję Wojtuła:
Zmarzlik wywiózł Kołodzieja i za karę przegrał z Maćkiem co do formuły jest dobra psioczą na nią ci którzy płaczą że Bartosz nie zdobył złota.
Sorki, ale w sporcie nie ma być coś za kare albo nie, ma być sprawiedliwie
Cytować | Zgłoś administratorowi
Łukasz
-1 #9 Łukasz 2015-07-14 17:14
Zmarzlik wywiózł Kołodzieja i za karę przegrał z Maćkiem co do formuły jest dobra psioczą na nią ci którzy płaczą że Bartosz nie zdobył złota.
Cytować | Zgłoś administratorowi
benek
+3 #8 benek 2015-07-11 16:07
"Starszy człowiek w barze mlecznym je kartofle z ogórkami
Całe życie tyrał w hucie, a do huty dokładali
Cała jego ciężka praca, wszystko było chuja warte
Gdyby leżał całe życie, mniejszą czyniłby on stratę...
Do dziś pamiętam cały tamten tekst i w ogóle każdy tekst Staszewskiego z tamtych lat. Albo pierwszy Albóóm Liroya. Jestem ciekawy który z obecnych artystów za 25 lat będzie mógł to samo powiedzieć o swoich kawałkach. Pozdrawiam
Cytować | Zgłoś administratorowi
Ryszard
+2 #7 Ryszard 2015-07-11 08:28
Bardzo dobry artykuł, praktycznie nie ma tezy, z którą bym się nie zgadzał. A Szymański niech idzie zarządzać cyrkiem, a nie żużlem, tam jest większy show.
Cytować | Zgłoś administratorowi
JG92
+4 #6 JG92 2015-07-10 19:41
Cytuję kriss:
Cytuję linus:
nie ma idealnego systemu, ale ten jest beznadziejny

gorsza była tylko formuła stargeo GP z eliminatorami

Prezes Szymański by powiedział, że to dopiero były trzymające w napięciu reguły
Cytować | Zgłoś administratorowi
Guest
+2 #5 Guest 2015-07-10 19:18
Cytuję lotto:
Większość krajowych laurów traci swój prestiż


Jeśli finał IMP traci prestiż to co dopiero można napisać o finale Złotego Kasku czy Kryterium Asów?!
Cytować | Zgłoś administratorowi
lotto
+5 #4 lotto 2015-07-10 17:47
Formuła nie jest dobra, to fakt. Jednakowoż dyskusja nad regulaminem IMP to tylko wierzchołek góry lodowej i to jest smutne. Większość krajowych laurów traci swój prestiż i jest olewana często po społu przez zawodników jak i działaczy. Tu bym się zastanowił. Nawet jeśli przywrócenie im należytego blasku łączyłoby się z komercjalizacją i wręczaniem juniorom nowego "Junaka" a seniorom "Skody Octavii" to uważam ze warto.
Cytować | Zgłoś administratorowi
kriss
+2 #3 kriss 2015-07-10 16:50
Cytuję linus:
nie ma idealnego systemu, ale ten jest beznadziejny

gorsza była tylko formuła stargeo GP z eliminatorami
Cytować | Zgłoś administratorowi
denel
+2 #2 denel 2015-07-10 14:51
Trzeba przyznać, że obecna formuła jest niesprawiedliwa. Skoro zawodnik ma po pięciu biegach komplet, pokonał wszystkich rywali a nie ma za to nic. Można sobie też przypomnieć jak mistrzem został Mark Loram... :)
Cytować | Zgłoś administratorowi
linus
+2 #1 linus 2015-07-10 09:15
nie ma idealnego systemu, ale ten jest beznadziejny
Cytować | Zgłoś administratorowi

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

KALENDARIUM

POWIEDZIELI

ProtasiewiczPiotrRobiłem, co mogłem. Na liderów rywali byłem dziś za słaby. Zdajemy sobie sprawę, że każdy z meczów, jakie nam pozostały, będzie dla nas meczem o życie.

Piotr Protasiewicz po meczu Włókniarz-Falubaz 52:38 / nSport+

 PGE Ekstraliga 2018
1. Fogo Unia Leszno  13 26 +148
2. Cash Broker Stal Gorzów  13 21 +63
3. Betard Sparta Wrocław  12 18 +74
4. forBET Włókniarz
 12 17 +14
5. Get Well Toruń  12 13 -39
6. MrGARDEN GKM Grudziądz  12 8 -106
7. Grupa Azoty Unia Tarnów  12 8 -98
8. Falubaz Zielona Góra  12 7 -56
 Nice PLŻ 2018
1. Speed Car Motor Lublin  12 25 +197
2. Car Gwarant Start Gniezno  12 20 +73
3. Lokomotiv Dyneburg  12 19 +7
4. ROW Rybnik  12 17 +150
5. Zdunek Wybrzeże Gdańsk  11 11 +36
6. Orzeł Łódź  11 9 -15
7. Euro Finannce Polonia Piła  11 4 -144
8. Arge Speedway Wanda
 11 3 -304
2. Polska Liga Żużlowa
1. Stal Rzeszów  11 26 +165
2. MDM Komputery TŻ Ostrovia  11 24 +153
3. Stainer Unia Kolejarz Rawicz  11 13 +15
4. OK Kolejarz Opole  10 9 -37
5. Iveston PSŻ Poznań  10 8 -60
6. Polonia Bydgoszcz  11 8 -132
7. KSM Krosno  10 2 -104
 Klasyfikacja Grand Prix 2018 (po 6/10)
1. flaga UK Tai Woffinden
91
2. flaga Szwecji Fredrik Lindgren
74
3. flaga Polski Maciej Janowski
70
4. flaga Polski Bartosz Zmarzlik
69
5. flaga Rosji Emil Sajfutdinow 62
6. flaga USA Greg Hancock
56
7. flaga Polski Patryk Dudek 56
8. flaga Rosji Artiom Łaguta 53
9. flaga Słowenii Matej Žagar 50
10. flaga Danii Nicki Pedersen 46
11. flaga Australii Jason Doyle 44
12. flaga Australii Chris Holder 43
13. flaga Polski Przemysław Pawlicki 27
14. flaga UK Craig Cook 21
15.  SVK Martin Vaculík 17
16. flaga Danii Niels Kristian Iversen  9

PARTNERZY

kibic-zuzla logozuzlowefotki-logo
WszystkoCzarne blog

Pomóż kontuzjowanym

KamilCieślar
DW43