CzestochowaArenaO czym marzą teraz fani Włókniarza? Żeby jeden Grześ znalazł jak najszybciej nowego pracodawcę, a drugi zechciał jeszcze do nich wrócić. Ten drugi to Grześ Walasek. Aspirujący obecnie do miana najlepszego zawodnika Ekstraligi. Ten pierwszy, to oczywiście Zengota. Aspirujący do... no, mniejsza z tym.
Brutalne, ale prawdziwe. Tak jak brutalne dla fanów CKM-u jest ostatnie miejsce w tabeli oraz fakt, że już po raz czwarty z rzędu ich Włókniarz nie wygrał meczu. Jakaś koszmarna uwertura pięknego zazwyczaj lata. Najpierw tragedia Lee Richardsona, który przecież na torze przy Olsztyńskiej zostawił najlepsze lata swojej kariery. Teraz ta ligowa mizeria, coraz bardziej podszyta widmem spadku. A co gorsze, trybuny coraz bardziej pustawe. To pewne smutne novum, bo doprawdy, pod Jasną Górą miłośnicy speedwaya nie wynik sportowy cenią najbardziej. Przecież nie raz już "Lwy" zbierały baty, a stadion był pełen. Była walka - był szacunek i uznanie. Nawet w minionym, słabiutkim sportowo sezonie, średnia widzów na mecz wyniosła 10,5 tys. Na meczu z Rzeszowem było - optymistycznie patrząc - może 8 tysięcy.

Kibice tracą entuzjazm, bo czują, że czegoś tu brakuje. Nazwisk? Niezupełnie. Przecież nie takie "wynalazki" jeździły przy Olsztyńskiej. I to punktowały. Klub, który odstawia na ławkę etatowego uczestnika Grand Prix (bo jest za słaby), a w trakcie sezonu kontraktuje kolejnego, klub, który ma w swoim składzie Nermarka i Griszę Łagutę, którego chciałby mieć u siebie każdy prezes w kraju (może oprócz Laty), nie jest kadrowo słaby.

Czego zatem brakuje? Może tej iskry? Choćby krzesanej laczkiem dosprzętowionego "Szuminy", wymachującego triumfalnie ręką na kółko przed końcem. Kogoś z lwim sercem i z Lwem w sercu. Kogoś związanego z klubem, kogoś kto da sygnał, kto poderwie. Prawda - Szombierski pojawił się w składzie na Rzeszów. Ba, pokonał nawet Crumpa w swoim pierwszym wyścigu (i atakował Kylmaekorpiego, z szansą na 5-1). Potem był defekt. Nie pierwszyzna niestety u Rafała. Ale, na Boga, chłopak przygotował drugi motocykl, chciał walczyć i... usłyszał, że może już iść pod prysznic. Nie byłem w parkingu, nie widziałem stanu sprzętu "Szuminy", ani nie słyszałem wymiany zdań z menadżerem, ale skoro rozgoryczony zawodnik mówi, że chyba ktoś go tu nie lubi... to chyba coś jest na rzeczy.

Pojechał za to, i to aż cztery razy, kreowany na krajowego lidera częstochowian Grzegorz Zengota. To dopiero okazało się strzałem w kolano. Co lepsze (bądź w tym wypadku gorsze) wielu, jeśli nie większość fanów CKM-u tę szopkę w wykonaniu "Zengiego" przewidziało. Nie globalnie, w skali całego sezonu, ale w tym konkretnym meczu - owszem. I są teraz wściekli. I mają do tego prawo. Bo jak to jest możliwe, że przeciętnie interesujący się żużlem kibic policzył sobie szybko w przeciętnie utalentowanej głowie, że skoro z włoskiego Lonigo do Częstochowy jest 1200 czy 1300 km, a zawody zakończyły się tam w okolicach godz. 23, to "choćby skały srały" - jak mawiała Smerfetka - nie ma opcji, by ex-zielonogórzanin był w pełni sił. A ścigając Crumpa, Walaska, Okoniewskiego, czy nawet obarczonego kilogramem Karpi Kuciapę trzeba się trochę nagimnastykować. Ciut więcej niż walcząc z Covattim, Carpanese, Macaronim i Furgonettim.

Były zatem przesłanki, by poważnie zastanowić się nad roszadami w składzie, tym bardziej, że mecz z parku maszyn oglądał (trenujący w przeddzień w pocie czoła) Mirosław Jabłoński. Pewnie taka kara za trzy "śliwki" w Zielonej Górze. Ale przypomnijmy, że Zengota na swoich domowych śmieciach wykręcił 1,0,t,0. Lepiej zatem. Lepiej nie mówić.

I mówić już nie będą, bo dziś Grzegorz Zengota zablokował fanom możliwość zamieszczania komentarzy na swojej stronie. Była interaktywność, i nie ma. A przecież taki sens facebooka. Oczywiście, niektórzy kibice przegięli. Bo tacy już są kibice. Prymitywizmu i chamstwa nigdy nie popieramy. Z tym że facebook to takie ustrojstwo, które każde wypociny sygnuje imieniem i nazwiskiem autora. O kim więc one świadczą? I kto się winien wstydzić? A tak... a tak to trochę śmiesznie. Bo wychodzi na to, że kiedy jest dobrze, kiedy zdobywa się ważne punkty - kontakt z fanami mile widziany. Kiedy nie idzie - klik, i nie ma.

Lata całe Arena Częstochowa była wzorem jako tor do walki. Stadion, gdzie nawet przegrany mecz dostarczał lwich emocji. Czy tylko nam się tak wydaje, czy nimb owalu, który "spłodził" najpiękniejszą akcję tej planety odchodzi do lamusa? Odchodzi systematycznie, ulegając jakiejś niewidzialnej, brutalnej sile, która za fasadą "nowej jakości speedwaya", osłonięta cieniem hiperpolewaczki, z miesiąca na miesiąc coraz bardziej upodabnia częstochowski owal do takich skansenów żużla jak Wrocław (pozdrawiamy Czytelnika, który przesłał nam joby na okoliczność takiej nomenklatury toru Sparty. Przyjmiemy każdą ilość). Co jak co, ale jeżeli w Częstochowie jest jedna ścieżka do jazdy, to świat staje na głowie! Czy ktoś za to odpowiada? I o co tu chodzi? Chęć robienia toru przeciwko rywalom, teoretycznie mocniejszym kadrowo, a nie pod swoich? Kac po słynnym meczu z Gorzowem, kiedy przy pełnych trybunach Włókniarz zaczął od 5-25? A może inne względy? Jedni pytają, inni się domyślają, ale jeśli to się nie zmieni, to i jedni i drudzy coraz mniej chętnie będą sięgać do portfela w niedzielne popołudnia. A to już bardzo źle. Zwłaszcza dla klubu notorycznie walczącego o finansowe jutro.

I zażartować tylko można, że ta torowa beznadzieja to już element przygotowań do kluczowego boju we Wrocławiu, gdzie właśnie na takim "czymś" trzeba będzie stawić czoła rozpędzonej i umotywowanej po triumfie nad Falubazem Sparcie. Ale pod Jasną Górą nikomu teraz nie jest do śmiechu.

Pardon, prawie nikomu. "Przebieram się i zapierdzielam" - skwitował w swoim stylu "Slammer" Drabik. Najwyższy czas, panie Sławku.

 

Korzystanie z linków socialshare lub dodanie komentarza na stronie jednoznaczne z wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych podanych podczas kontaktu email zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych. Podanie danych jest dobrowolne. Administratorem podanych przez Pana/Panią danych osobowych jest właściciel strony Jakub Horbaczewski . Pana/Pani dane będą przetwarzane w celach związanych z udzieleniem odpowiedzi, przedstawieniem oferty usług oraz w celach statystycznych zgodnie z polityką prywatności. Przysługuje Panu/Pani prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.

po kredzie 960x130px 03

po kredzie 315x155px 02

NAJBLIŻSZE ZAWODY W TV

 PGE Ekstraliga 2020
1. Fogo Unia Leszno 
14
28
+162
2. Moje Bermudy Stal Gorzów 14 21 +66
3. Betard Sparta Wrocław
14 20 +46
4. RM SOLAR Falubaz Z.G.
14 20 +25
5. Eltrox Włókniarz Cz-wa 14 19 +29
6. Motor Lublin 14 19 +56
7. MrGARDEN GKM Grudziądz 14 10 -102
8. PGG ROW Rybnik 14 2 -281
 eWinner 1. Liga 2020
1. eWinner Apator Toruń 14 29 +240
2. Car Gwarant Kapi Meble Budex 14 25 +67
3. Orzeł Łódź 14 21  +42
4. Zdunek Wybrzeże Gdańsk 14 17 -31
5. Unia Tarnów 14 15 -76
6. Arged Malesa TŻ Ostrovia 14 14 -75
7. Abramczyk Polonia Bdg. 14 11 -96
8. Lokomotiv Daugavpils 14 7 -71
2. Liga Żużlowa 2020
1. Wilki Krosno
 9 22 +235
2. OK Bedmet Kolejarz Opole  9 15 +65
3. SpecHouse PSŻ Poznań  9 9 -22
4. RzTŻ Rzeszów  9 8 -16
5. Metalika Recycling Kolejarz  9 8 -77
6. MSC Wölfe Wittstock  9 4 -185
 Klasyfikacja końcowa Grand Prix 2020
1. flaga Polski Bartosz Zmarzlik
133
2. flaga UK Tai Woffinden
117
3. flaga Szwecji Fredrik Lindgren
117
4. flaga Polski Maciej Janowski
107
5. flaga Danii Leon Madsen
89
6. flaga Australii Jason Doyle
87
7. flaga Rosji Artiom Łaguta
84
8. flaga Rosji Emil Sajfutdinow
81
9. SVK Martin Vaculík
78
10. flaga Australii Max Fricke 64
11. flaga Słowenii Matej Žagar 46
12. flaga Polski Patryk Dudek
39
13. flaga Danii Niels Kristian Iversen
32
14. flaga Danii Mikkel Michelsen 32
15. flaga Szwecji Antonio Lindbaeck
22

PARTNERZY

kibic-zuzla logozuzlowefotki-logo
WszystkoCzarne blog

Pomóż kontuzjowanym

KamilCieślar
DW43