KALENDARIUM

POWIEDZIELI

Gollob2018nSportUczę się żyć z bólem i staram się o tym nie myśleć. Ból traktuję jak rzecz, która musi być przy mnie na co dzień. Na szczęście wraz z czasem dolegliwości się zmniejszają.

Drabik maksW tym roku pomysł z prawie wolnym lipcem w ekstralidze sprawdził się w stu procentach, bo przerwa została wykorzystana na nadrobienie wszystkich zaległości. Niestety, choć pozornie wszystko jest na bieżąco, to na trzy kolejki przed końcem rundy zasadniczej wciąż nie wiemy, ile punktów tak naprawdę mają poszczególne drużyny. A żeby było ciekawiej, aktualnie kwestia Grigorija Łaguty jest poza Ekstraligą Żużlową, bo działacze nie przewidzieli takiej ewentualności. Ta nasza najlepsza, najszybsza i najbogatsza żużlowa liga świata po raz kolejny okazuje się zwykłą prowizorką.

Tak na dobrą sprawę, to kwestia Grigorija Łaguty trochę rozruszała naszą ekstraligową rzeczywistość, która zrobiła się do bólu przewidywalna. Układ obu czwórek był znany już kilka kolejek temu, więc możemy powiedzieć, że wreszcie czegoś nie wiadomo. Ile punktów tak naprawdę ma Włókniarz? 9 czy może 12? A ile punktów ma ROW? 9 czy 4? Nie można powiedzieć, że działacze centrali zostali zaskoczeni takim obrotem sprawy, bo przecież trzy lata temu podobna historia miała miejsce w przypadku Patryka Dudka. Jak widać centrala nie wyciągnęła żadnych wniosków. Zresztą działaczom niektórych klubów też pewnie nie chciało się zadbać o coś co kosztuje, niezależnie od prawdziwych kosztów, które to „niedopatrzenie” może za sobą pociągnąć.

Swego rodzaju letni zastój w ekstralidze jest widoczny. Drużyny punktujące regularnie teraz mogą pozwolić sobie na przegranie kilku spotkań z rzędu, a i tak ich miejsce w play-offach nie jest zagrożone. Dzięki temu dają też różnej maści redaktorom temat do rozważania „czy to tylko zadyszka, czy już kryzys?”. System play-off mamy w rozgrywkach żużlowych od 2005 roku. I co roku powtarza się ten sam scenariusz: każdy mecz, niezależnie od miejsca w tabeli jest najważniejszy. Zawodnicy nie mogą pozwolić sobie na słabszy dzień, bo od razu spotyka się to z niezadowoleniem kibiców. A jeśli jeszcze żużlowcowi, nie daj Boże, dobrze idzie w cyklu SGP lub w innych ligach, to konflikt jest gotowy. W sytuacji jaką mamy obecnie, gdy drużyny już w czerwcu wiedziały, że pojadą w play-offach, wymaganie od zawodników wygrywania meczów, których wygrywać nie muszą, oznacza tylko psucie atmosfery. Przecież ostatecznie słabszy występ oznacza dla nich mniejszy zarobek. Co to za różnica, czy będzie miejsce pierwsze czy czwarte? Tak naprawdę żadna. Jeśli ktoś chce być mistrzem i tak musi w dwumeczach pokonać tych samych rywali. I aż dziw bierze, że od 12 lat nic w tym temacie się nie zmieniło. Skoro taki typ rozgrywek został przyjęty (runda zasadnicza, a następnie faza play-off), to pierwszych 5 miesięcy sezonu służy tylko i wyłącznie do ustalenia kolejności, a prawdziwe emocje zaczynają się w pod koniec sierpnia. Jeśli kibice chcą, żeby każdy mecz się liczył, to trzeba zrezygnować z play-offów i przejść po rundzie zasadniczej na system „każdy z każdym mecz i rewanż” w ramach czwórek z zachowaniem punktów z rundy zasadniczej, co zresztą dałoby 20 kolejek zamiast 18, a dodatkowo żadna z drużyn nie kończyłaby sezonu w sierpniu. Pojawiłby się jednak problem, bo najwyraźniej część klubów chce się utrzymać w ekstralidze, ale nie zakłada walki o medale, bo to jest zdecydowanie tańsze rozwiązanie, a miasto więcej pieniędzy nie da. Ot, taka nasza lokalna oszczędność.



1 sierpnia odwiedziłem zielonogórski stadion, żeby pooglądać zmagania juniorów w ramach półfinałów Drużynowych Mistrzostw Polski Juniorów. Cóż można napisać o tym turnieju? Chyba tylko tyle, że się odbył, bo z toru wiało przeraźliwą nudą. Celem imprez młodzieżowych nie jest tworzenie widowiska, ale mam wrażenie, że jeszcze kilka lat temu takie zawody były ciekawsze. Problem polega m.in. na tym, że obecnie mało któremu klubowi opłaca się organizować turnieje juniorskie, więc centrala została niejako zmuszona do przejęcia inicjatywy i wymyślenia takiego cyklu, który zapewni dużą liczbę startów najmłodszym żużlowcom. Tegoroczna formuła jest swego rodzaju testem i ciekaw jestem, czy będzie kontynuowana w kolejnym sezonie. W Zielonej Górze mieliśmy przypadki Patryka Wojdyły, który był w składzie, ale przedstawił 9-dniowe zwolnienie lekarskie (upadek w meczu ligowym), oraz Damiana Stalkowskiego, który żadnego zwolnienia nie przedstawił, ale też nie wyjechał do żadnego ze swoich biegów. Za każdym razem więc brama parkingu musiała być otwarta aż do upłynięcia czasu dwóch minut, po czym sędzia ogłaszał, że zawodnik jest wykluczony z biegu. Niezależnie od powodu jest to kpina z regulaminu zawodów rangi krajowej. Wygląda to trochę tak, jakby klub z Gniezna był za mało sprytny, żeby odpaść w eliminacjach i teraz kombinuje jak może.

Jeśli chodzi o juniorów, to przejrzałem sobie statystyki i posumowałem punkty oraz wyścigi wszystkich polskich ekstraligowych młodzieżowców. Otóż suma punktów i suma wyścigów są sobie równe, co oznacza, że każdy z juniorów przywozi średnio jeden punkt w każdym biegu. Brzmi nieźle, przecież statystyka nie kłamie. Ale prawdy niestety też nie mówi. Okazało się, że najlepsza para (Kacper Woryna i Maksym Drabik) zdobyła aż 45% punktów, startując w 25% wyścigów wszystkich ekstraligowych młodzieżowców. Pamiętać też należy, że w każdym meczu młodzieżowcy zdobywają osiem punktów na sobie nawzajem (sześć punktów w biegu II oraz po jednym punkcie w biegach IV i XII). W 44% biegów przyjeżdżają do mety bez punktów. Teoretycznie całkiem nieźle. W praktyce wystarczy uwzględnić wspomniane biegi II, IV oraz XII (skoro jadą przeciwko sobie, to tylko jeden ma „szansę” na zero) i okaże się, że tak naprawdę grubo ponad 70% biegów juniorzy kończą na pokonując żadnego seniora. Gdyby dodatkowo pominąć w tych statystykach starty wspomnianej trójki finalistów IMŚJ, to okaże się, że przeciętny młodzieżowiec właściwie nic nie wnosi do drużyny. Smutne, ale niestety prawdziwe.

Smektala 2017

Przed sezonem miałem nadzieję, że dziura po pokoleniu zawodników, którzy zakończyli wiek juniora da szansę wypłynięcia na szerokie wody i jazdy nowym chłopakom. Tak się niestety na razie nie dzieje. Kluby ewidentnie wolą zatrudnić choćby średniej klasy doświadczonego seniora niż dać szansę juniorowi. Nie ma powtórki sprzed sześciu lat, gdy w regulaminie pojawił się zakaz startu zawodników zagranicznych na pozycjach juniorskich. To właśnie z tego pokolenia mamy Patryka Dudka, Bartosza Zmarzlika, Piotra Pawlickiego, Pawła Przedpełskiego, Kacpra Gomólskiego, Krystiana Pieszczka, Szymona Woźniaka, Tobiasza Musielaka, Artura Czaję i jeszcze kilku zawodników śmiało poczynających sobie dziś na I-ligowym froncie. Oni wówczas dostali realną szansę na jazdę w lidze i zawodach młodzieżowych, których (szczególnie w latach 2011-2012) było całkiem sporo. Niestety, ten wysyp spowodował, że kluby zadowoliły się krótkookresowymi rezultatami swojej pracy i przestały szkolić, w wyniku czego powstała dziura, z którą mamy obecnie problem.

Zawodnicy kończąc wiek juniora często przestają być potrzebni swojemu pracodawcy i muszą szukać nowego klubu. Chociaż regulamin chroni w jakiś sposób polskich żużlowców, zapewniając im w składzie meczowym każdej drużyny dwa miejsca. Pół biedy, jeśli zawodnik ma w miarę spokojne miejsce w drużynie, choć te kilkanaście startów w sezonie jest tak naprawdę kroplą w morzu potrzeb. Co jednak jeśli w drużynie są lepsi, a żużlowiec nie ma możliwości pójścia na wypożyczenie? Wówczas ratunkiem pozostają ligi zagraniczne oraz towarzyskie zawody indywidualne. Z tym, że zawodów indywidualnych również trzeba szukać poza naszymi granicami, bo w Polsce w trakcie sezonu praktycznie ich nie ma. Tak ostatnio zrobili Paweł Przedpełski (Leicester Lions), Krzysztof Buczkowski (Piraterna Motala), Tobiasz Musielak (Swindon Robins), Tomasz Jędrzejak (Rospiggarna Hallstavik). Kilku innych szukało możliwości startu na Wyspach, ale okazało się, że wcale nie jest to takie proste. Okienko transferowe w Premier League kilka dni temu zostało zamknięte więc o startach w Anglii można już zapomnieć. Dla torunianina debiut w barwach Lwów okazał się pechowy, ale Musielak i Buczkowski wyraźnie poprawili swoją formę.

Powstaje pytanie: jak inne kraje radzą sobie z zapewnieniem startów krajowym zawodnikom? Rozwiązanie jest całkiem proste. Żużlowcy zarówno w Szwecji, jak i w Anglii mają możliwość jazdy w kilku klasach rozgrywkowych (najczęściej w dwóch), co w przypadku Brytyjczyków oznacza tak naprawdę trzy lub cztery starty w tygodniu. Nie przekłada się to co prawda na wyniki reprezentacji (powodów jest wiele), ale daje możliwość bardzo częstego kontaktu z motocyklem i z rywalami. W polskich realiach, gdyby chcieć wprowadzić podobne rozwiązanie, to po pierwsze niższe ligi musiałyby rywalizować w środku tygodnia, a po drugie oznaczałoby to konieczność ograniczenia tam jazdy zawodników zagranicznych do jednego lub maksymalnie dwóch. Tylko czy działacze tych klubów chcieliby tak naprawdę takie rozwiązanie wprowadzać w życie? Mam spore wątpliwości.

Na koniec trochę inne sprawy. Oglądałem w telewizji poznański finał IMŚJ. Głupio tak pisać, ale cieszę się, że tam nie pojechałem, choć do Poznania mam niedaleko. Nie wiedziałem, czy się śmiać, czy płakać, gdy podczas przerw tor był równany przez jeden traktor i ubijany przez... wóz straży pożarnej. Nie rozumiem, jak można powierzyć organizację takiej imprezy klubowi dysponującemu tak potężnym "arsenałem" sprzętu. W ubiegłym roku odwołano żużlową Ligę Mistrzów, bo ktoś dopatrzył się, że w Wolfslake nie ma odpowiedniej infrastruktury. Tam właściwie nic nie ma, ale dysponują większą liczbą pojazdów, choć bardzo wiekowych. W połowie lipca byłem w Ludwigslust na finale IM Niemiec Juniorów. Obiekt położony jest w polu. Ostatni kilometr to szutrowa droga. Nie ma tam żadnych ławek, ani jakiegokolwiek zaplecza sanitarnego. Zamiast dmuchanych band są połączone materace, dopompowywane co cztery biegi przenośnym kompresorem. Ale tor równa sześć (!!!) pojazdów, w tym dwa traktory i walec ogumiony.

Ludwigslust1
Ludwigslust2

Jeśli chodzi o ekstraligę, to mamy przed sobą trzy tygodnie oczekiwania na play-offy. Kluby z górnej czwórki nie muszą teraz właściwie nic robić, zakładając oczywiście, że nie będzie już żadnych wydarzeń pozasportowych. Za to w dolnej części będzie się działo! Get Well ma nóż na gardle i wydaje się, że torunianie chyba tylko siłą woli będą mogli się utrzymać, ale szanse wciąż mają. Myślę, że takie sytuacje pokażą rzeczywistą wartość drużyny, jako grupy ludzi mających ten sam cel. Torunianie nie mogą powiedzieć, że są jakimiś superpechowcami, bo przecież ich najbliżsi rywale zmagają się z chyba jeszcze większymi problemami. Z drugiej strony po raz kolejny szansę na wygranie I ligi mają Łotysze, ale dopóki główni sponsorzy ekstraligi nie będą mieli interesu w ich występach na tym szczeblu rozgrywek, to regulamin będzie im tego zabraniał. Bardzo ciekawie zapowiada się walka w II lidze, bo rywalizować będą aż trzy drużyny próbujące znów poważnie zaistnieć na naszej żużlowej mapie.

Tyle czasu czekaliśmy na ten moment, że mamy prawo oczekiwać dużych emocji, niezależnie od klasy rozgrywkowej. Zatem cieszmy się możliwością oglądania walki o najwyższe tegoroczne cele. Może pomoże trochę "dobry" deszcz, czyli taki, który pozwoli na przygotowanie torów do walki.


Więcej ciekawych tekstów na blogu "Żużel widziany z trybun" kibic-zuzla.pl

Korzystanie z linków socialshare lub dodanie komentarza na stronie jednoznaczne z wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych podanych podczas kontaktu email zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych. Podanie danych jest dobrowolne. Administratorem podanych przez Pana/Panią danych osobowych jest właściciel strony Jakub Horbaczewski . Pana/Pani dane będą przetwarzane w celach związanych z udzieleniem odpowiedzi, przedstawieniem oferty usług oraz w celach statystycznych zgodnie z polityką prywatności. Przysługuje Panu/Pani prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.

Komentarze  

kriss
0 #5 kriss 2017-08-11 21:20
Cytuję Sławek:
Czego więcej oczekiwałeś na IMŚJ? Po całonocnej ulewie, i potem jeszcze kolejnej dwugodzinnej w ciągu dnia, w sytuacji, kiedy padało jeszcze w godzinie rozpoczęcia zawodów. Traktory są w Poznaniu dwa, to że One Sport (czyli organizator zawodów, PSŻ tylko udostępnia sprzęt) korzystał z jednego, to ich sprawa i decyzja. Wóz strażacki służył tego dnia za polewaczkę, klubowa uległa awarii na zawodach z Lublinem tydzień wcześniej. Przy tej pogodzie to i tak cud, że te zawody się odbyły.

Ale nie kumam. To przez tydzień nikt nie wiedział, że polewaczka jest popsuta?
Cytować | Zgłoś administratorowi
Joanna Krystyna
0 #4 Joanna Krystyna 2017-08-11 16:43
Cytuję od autora:
W temacie dotyczącym fragmentu tekstu o finale IMŚJ w Poznaniu. Pewnie gdyby chodziło o ligę, to mecz zostałby odwołany. Tym razem zawody odbyły się jednak pod naciskiem telewizji. Nie można było za bardzo ich przesunąć w czasie, bo stadion nie dysponuje oświetleniem. Ja to wszystko rozumiem. Chodzi mi jednak o różnicę w mentalności pomiędzy organizatorami w Polsce i w krajach ościennych. Tam nikt nie musiałby ich zmuszać do rozegrania zawodów, bo sami dążyliby do tego, żeby turniej został rozegrany w zaplanowanym dniu. Myśmy się w Polsce trochę przyzwyczaili do tego, że jak spadnie deszcz, to zawody się po prostu odwołuje. A jeśli jakieś zostaną rozegrane, to szacunek za to, że udało się je rozegrać. Proszę pamiętać, że w innych krajach też pada czasem deszcz, a mimo to tam imprezy są przekładane tylko w przypadku, gdy naprawdę nie da się nic więcej zrobić. To nie jest tak, że ja chcę tutaj pisać jakieś hymny pochwalne na cześć szwedzkich, niemieckich czy angielskich organizatorów, tylko chciałbym, żebyśmy wreszcie wyszli z naszego podwórka i zobaczyli, że gdzieś indziej da się bardzo często zrobić coś, co u nas jest wielkim wyczynem. I to za dużo mniejsze pieniądze.


Zrobienie toru po takich opadach czy w Polsce, czy gdziekolwiek indziej, graniczyłoby z cudem, zwłaszcza biorąc pod uwagę brak oświetlenia w Poznaniu, co skracało dostępny czas. W tym przypadku nie wskazywałabym palcem na zagraniczne kluby, tylko zastanowiła się, czy było z tej sytuacji jakiekolwiek dobre wyjście - dobre dla organizatorów.
Cytować | Zgłoś administratorowi
od autora
+1 #3 od autora 2017-08-11 12:02
W temacie dotyczącym fragmentu tekstu o finale IMŚJ w Poznaniu. Pewnie gdyby chodziło o ligę, to mecz zostałby odwołany. Tym razem zawody odbyły się jednak pod naciskiem telewizji. Nie można było za bardzo ich przesunąć w czasie, bo stadion nie dysponuje oświetleniem. Ja to wszystko rozumiem. Chodzi mi jednak o różnicę w mentalności pomiędzy organizatorami w Polsce i w krajach ościennych. Tam nikt nie musiałby ich zmuszać do rozegrania zawodów, bo sami dążyliby do tego, żeby turniej został rozegrany w zaplanowanym dniu. Myśmy się w Polsce trochę przyzwyczaili do tego, że jak spadnie deszcz, to zawody się po prostu odwołuje. A jeśli jakieś zostaną rozegrane, to szacunek za to, że udało się je rozegrać. Proszę pamiętać, że w innych krajach też pada czasem deszcz, a mimo to tam imprezy są przekładane tylko w przypadku, gdy naprawdę nie da się nic więcej zrobić. To nie jest tak, że ja chcę tutaj pisać jakieś hymny pochwalne na cześć szwedzkich, niemieckich czy angielskich organizatorów, tylko chciałbym, żebyśmy wreszcie wyszli z naszego podwórka i zobaczyli, że gdzieś indziej da się bardzo często zrobić coś, co u nas jest wielkim wyczynem. I to za dużo mniejsze pieniądze.
Cytować | Zgłoś administratorowi
Sławek
0 #2 Sławek 2017-08-11 11:36
Czego więcej oczekiwałeś na IMŚJ? Po całonocnej ulewie, i potem jeszcze kolejnej dwugodzinnej w ciągu dnia, w sytuacji, kiedy padało jeszcze w godzinie rozpoczęcia zawodów. Traktory są w Poznaniu dwa, to że One Sport (czyli organizator zawodów, PSŻ tylko udostępnia sprzęt) korzystał z jednego, to ich sprawa i decyzja. Wóz strażacki służył tego dnia za polewaczkę, klubowa uległa awarii na zawodach z Lublinem tydzień wcześniej. Przy tej pogodzie to i tak cud, że te zawody się odbyły.
Cytować | Zgłoś administratorowi
Joanna Krystyna
+1 #1 Joanna Krystyna 2017-08-11 09:08
Zgadzam się w sumie z każdym zdaniem tego tekstu. I to jest bardzo smutne. Szkolenie juniorów trochę leży, bo to coś więcej niż zastój po "tłustych" latach, to realny, zamiatany pod dywan problem. Co do IMŚJ - tam i cała flota pojazdów by nie pomogła, nie po takich opadach. Ale telewizja naciskała, One Sport ma pecha do pogody w tym roku, i to wszystko razem dało taki efekt, jaki dało :(
Z kolei o przekładaniu posiedzenia w sprawie Łaguty to aż się pisać nie chce. Śmierdzi wałkiem, nawet jeśli wałka nie ma - i niech zainteresowani nie mówią, że tego nie przewidzieli.
Cytować | Zgłoś administratorowi

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

KALENDARIUM

POWIEDZIELI

Gollob2018nSportUczę się żyć z bólem i staram się o tym nie myśleć. Ból traktuję jak rzecz, która musi być przy mnie na co dzień. Na szczęście wraz z czasem dolegliwości się zmniejszają.

 PGE Ekstraliga 2018
1. Fogo Unia Leszno  14 29 +168
2. Cash Broker Stal Gorzów  14 21 +43
3. forBET Włókniarz  14 19 +2
4. Betard Sparta Wrocław  14 19 +54
5. Get Well Toruń  14 18 -19
6. MrGARDEN GKM Grudziądz  14 12 -86
7. Falubaz Zielona Góra  14 10 -64
8. Grupa Azoty Unia Tarnów  14 10 -98
 Nice PLŻ 2018
1. Speed Car Motor Lublin  14 26 +187
2. ROW Rybnik  14 23 +181
3. Car Gwarant Start Gniezno  14 23 +66
4. Lokomotiv Dyneburg  14 21 -4
5. Orzeł Łódź  14 18 +47
6. Zdunek Wybrzeże Gdańsk  14 15 +40
7. Euro Finannce Polonia Piła  14 7 -149
8. Arge Speedway Wanda
 14 5 -368
2. Polska Liga Żużlowa
1. Stal Rzeszów  12 29 +181
2. MDM Komputery TŻ Ostrovia  12 24 +137
3. Stainer Unia Kolejarz Rawicz  12 16 +31
4. OK Kolejarz Opole  12 15 -29
5. Iveston PSŻ Poznań  12 11 -37
6. Polonia Bydgoszcz  12 8 -136
7. KSM Krosno  12 2 -147
 Klasyfikacja końcowa Grand Prix 2018
1. flaga UK Tai Woffinden
139
2. flaga Polski Bartosz Zmarzlik
129
3. flaga Szwecji Fredrik Lindgren
109
4. flaga Polski Maciej Janowski
104
5. flaga USA Greg Hancock 102
6. flaga Rosji Artiom Łaguta 97
7. flaga Australii Jason Doyle 93
8. flaga Rosji Emil Sajfutdinow 89
9. flaga Polski Patryk Dudek 84
10. flaga Słowenii Matej Žagar 79
11. flaga Danii Nicki Pedersen 74
12. flaga Australii Chris Holder 65
13. SVK Martin Vaculík 52
14. flaga Polski Przemysław Pawlicki 36
15. flaga Danii Niels Kristian Iversen 36
16. flaga UK Craig Cook 30

PARTNERZY

kibic-zuzla logozuzlowefotki-logo
WszystkoCzarne blog

Pomóż kontuzjowanym

KamilCieślar
DW43