KALENDARIUM

POWIEDZIELI

CastagnaArmandoW planach dot. GP jest Argentyna i RPA. Wiadomo, że Discovery ma silną pozycję w Azji i chce wejść na ten rynek.

Armando Castagna, szef żużla w FIM

Richardson Lee swiecaW marcu pisałem o wrocławskich pomnikach i legendach. Było wspomnienie Konstantego Pociejkowicza i Tomasza Jędrzejaka. Nie wspomniałem wtedy o żużlowcu, o którym we Wrocławiu już się praktycznie nie pamięta. A szkoda, bo w 2002 roku był zawodnikiem Sparty i 7 lat temu zginął tragicznie po wypadku na Stadionie Olimpijskim. Nie doczekał się nawet tablicy pamiątkowej. Myślę, że wyglądałaby godnie na odnowionym ceglanym murze Nowego Olimpijskiego. Poniżej moje prywatne wspomnienie Lee Richardsona z tamtego maja 2012. Cześć Jego Pamięci.


(25.05.2012) Długo zbierałem się do napisania tekstu o tym, co zobaczyłem na własne oczy 13 maja na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu, a później w telewizji w bezpośredniej relacji z derbów w Gorzowie. Nie widziałem powodów, żeby się z tym spieszyć. Pomyślałem sobie, że czasami lepiej pewne rzeczy przemilczeć, przemyśleć, aby nie walnąć pod wpływem emocji głupoty, z której musiałbym się tłumaczyć. Jednak minęły prawie dwa tygodnie od tragicznej śmierci Lee Richardsona, a ja myślę to samo, co w pechowy wieczór. Zdania na temat osób i wydarzeń nie zmieniłem, więc to, co napisałem dzisiaj poniżej, napisałbym dokładnie tak samo 13 maja.

Mecz z Marmą Rzeszów miał być ciekawym i wyrównanym widowiskiem, jak w poprzednim sezonie. Wtedy we Wrocławiu padł remis, można było się spodziewać w niedzielę walki do końca. I faktycznie ta walka była, bo nikt nie odpuszczał. Na wyjściu z pierwszego łuku żużlowcy walczyli nie tylko między sobą, ale też z torem. Nosiło ich w tym miejscu, jak chciało. Mało kto kontrolował motocykl. Pecha miał tam Anglik w barwach Marmy, który załapał się do składu na ten mecz w ostatniej chwili. Zahaczył maszyną o koło rywala, nie opanował motocykla i uderzył z ogromnym impetem w "dechy". Pech chciał, że było to już wyjście na prostą, więc banda była drewniana bez poduch powietrznych. Nie wyglądało to dobrze, ale nie robiło znowu jakiegoś wielkiego, tragicznego wrażenia. Nie takie rzeczy człowiek przez 20 lat na tym stadionie widział i chłopaki zawsze z tego wychodzili. Z większymi czy mniejszymi kontuzjami, ale zawsze. Bo ten tor śmiertelnego żniwa nigdy nie zebrał i nikomu do głowy nie przychodziły myśli, iż mogłoby tym razem być inaczej. Mecz rozgrywano dalej, a Richardson pojechał do szpitala. Normalna sprawa. Osłabiona Marma przegrywa, ale kibice coraz głośniej zaczynają mówić o stanie toru i dziwnych zawodach, jakich dawno we Wrocławiu nie było.



Dramat zaczął się po powrocie do domu. Media podają informację, że Lee Richardson nie żyje. Zmarł w szpitalu podczas operacji. Szok. Niedowierzanie. Przecież na torze był przytomny. Włączam TVP Sport. W Gorzowie jadą derby. Cegielski i Darżynkiewicz potwierdzają doniesienia z wrocławskiego szpitala. Obaj komentatorzy właściwie czekają na zakończenie transmisji, bo są pewni, że za chwilę sędzia Marek Wojaczek podejmie jedyną rozsądną decyzję i zakończy mecz. Nic z tych rzeczy. Żużlowcy jadą dalej. Później na tor wyjeżdżają tylko gospodarze, bo przecież wynik jest najważniejszy. To są derby. "Święta wojna" i dla wielu najważniejszy dzień w roku. Dziennikarze są w szoku. Dziękują za uwagę i milkną. W ten sposób okazują swój sprzeciw i niezadowolenie z tego, co się dzieje na torze. I słusznie. Tylko oni zareagowali po ludzku. Fonii brak, ale taśma się kręci. Jest wizja. Żenujące widowisko z udziałem obu lubuskich ekip dopiero się zaczyna.

Działacze drużyn przepychają się w budce telefonicznej i dyskutują z sędzią. Lecą przekleństwa i wyzwiska. Jedni wypominają drugim, że wiedzieli od pierwszego biegu o śmierci Richardsona, a i tak chcieli objechać zawody.

Kibice skandują: „Jedziemy!” Jedni opuszczają stadion, drudzy rzucają obelgi na rywali. Wszystko słychać, wszystko widać na żywo w telewizji. Patrzę na to i nie wierzę. Wstyd, żenada. Dobrze, że to sport niszowy. Niewiele osób to widzi. Może tak bardzo po świecie się nie rozniesie…

W tej trudnej sytuacji pogubili się wszyscy. Kibice, sędzia, żużlowcy i działacze. Nie ma w tej tragedii świętych, choć każdy udaje anioła i przerzuca się oświadczeniami, które oskarżają rywali o całe zło tego świata.

Nigdy nie byłem wielkim fanem Lee. Byłem raczej jego kelnerem. Szczerze mówiąc w ogóle mi nie zapadły w pamięci jego starty we wrocławskich barwach. Pierwszy raz miałem okazję z nim porozmawiać w 2006 roku, gdy Włókniarz Częstochowa wygrał na Olimpijskim z Atlasem, ale to wrocławianie fetowali złoty medal DMP. Richardson wtedy nie błyszczał. Zdobył chyba dwa punkty. Nieważne zresztą. Później widywaliśmy się częściej, ponieważ połączyła nas jedna rzecz – lotnisko Stansted w Londynie było naszym drugim domem.

Przez trzy lata pracy na Stansted wpadłem tam na wielu żużlowców. Wiadoma sprawa. Przecież latają non stop między Polską, Anglią, Szwecją… Parzyłem kawę Ząbikowi, Skórnickiemu, Wattowi, Kennettowi, Harrisowi i Richardsonowi właśnie. Zawsze odkładałem dla nich świeże jedzenie, choć miałem obowiązek podać im stare, żeby się go pozbyć i zarobić. Niby trochę nie fair w stosunku do innych pasażerów, lecz w podrzędnej knajpie na lotnisku nie można grać fair play. Tu trzeba chronić znajome twarze i idoli przed niestrawnością.

Z każdym mogłem zamienić kilka słów. Ludzie raczej otwarci, sympatyczni. Lee też. Na początku byli nieco zaskoczeni, że ktoś ich rozpoznaje i pyta o ostatni mecz. Przecież na takim lotnisku są anonimowi, a w dodatku speedway na Wyspach to kompletna nisza. Jednak jak mówiłem, że jestem z Polski, to przestawali się w ogóle dziwić. Dla mnie nie ma żużlowców anonimowych. Śledzę ten sport 20 lat i nie jestem w stanie obok zawodników przejść obojętnie. Nawet jak spacerują po terminalu w oczekiwaniu na samolot. To mały światek. Taka prawie rodzina. W moim rozumieniu 13 maja nie zginął jakiś facet w białym kasku. Stracił życie były Indywidualny Mistrz Świata Juniorów, który wpadał na „małą czarną” i przyprowadzał kolegów, bo wiedział, gdzie zagada o żużlu i zje bezpiecznie. Tylko tyle. Ale dla mnie aż tyle.

Pamiętam jak kiedyś na Stansted podszedł do mnie kolega, który też jest fanem żużla, a na lotnisku zajmował się odprawą i ogólnie pojętym bezpieczeństwem. Powiedział mi, że właśnie miał okazję osłabić rywala jego drużyny, lecz nie zrobił tego. Co się okazało? Obsługiwał akurat Richardsona. Anglik leciał na mecz do Polski i musiał przewieźć jedyny dobry silnik na ligę polską. Regulamin tego zabrania. Żadnych silników spalinowych na pokład Ryanaira wnieść nie można. Ale kumpel się złamał i dał Anglikowi naklejkę „sprzęt sportowy”. Tłumaczył mi: „Trochę nagiąłem przepisy. Przecież facet do pracy leci i ja jego sytuację rozumiem. Co prawda pojedzie przeciwko moim, ale to nie powód, żeby komuś pod górkę robić. Trzeba być człowiekiem. Jakbym miał w lustro spojrzeć, gdybym specjalnie pogrążył faceta, bo jeździ w innych barwach?”.

Zwyczajne zrozumienie, szacunek i zachowanie fair play. Czasami zawodnika więcej dobrego może spotkać na lotnisku od obcych niż na stadionie od całej żużlowej braci. Bo w tym sporcie nie ma żadnych świętości. Ludzi nie stać nawet na chwilę zadumy, drobne gesty. Liczą się przecież tylko derby.
I to za wszelką cenę.

PS: Następnego dnia dostaję SMS-a od kolegi: Richardson zdobył 6 punktów, ale to moja Polonia wygrała 48:42. Jestem podwójnie zadowolony :)


Tomasz Armuła

Korzystanie z linków socialshare lub dodanie komentarza na stronie jednoznaczne z wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych podanych podczas kontaktu email zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych. Podanie danych jest dobrowolne. Administratorem podanych przez Pana/Panią danych osobowych jest właściciel strony Jakub Horbaczewski . Pana/Pani dane będą przetwarzane w celach związanych z udzieleniem odpowiedzi, przedstawieniem oferty usług oraz w celach statystycznych zgodnie z polityką prywatności. Przysługuje Panu/Pani prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.

KALENDARIUM

POWIEDZIELI

CastagnaArmandoW planach dot. GP jest Argentyna i RPA. Wiadomo, że Discovery ma silną pozycję w Azji i chce wejść na ten rynek.

Armando Castagna, szef żużla w FIM

NAJBLIŻSZE ZAWODY W TV

 PGE Ekstraliga 2019
1. Fogo Unia Leszno 14
32
+188
2. Betard Sparta Wrocław 14 26 +69
3. Stelmet Falubaz Zielona Góra 14 20 +46
4. forBET Włókniarz 14 19 -24
5. MrGARDEN GKM Grudziądz 14 16 -2
6. Speed Car Motor Lublin 14 11 -54
7. truly.work Stal Gorzów 14 11 -70
8. Get Well Toruń 14 5 -153
 Nice PLŻ 2019
1. PGG ROW Rybnik 12 22 +110
2. Arged Malesa TŻ Ostrovia 12 18  -8
3. Car Gwarant Start 12 17  +6
4. Unia Tarnów 12 17 +16
5. Zdunek Wybrzeże Gdańsk 12 13 -32
6. Lokomotiv Daugavpils 12 11 -43
7. Orzeł Łódź 12 7 -49
2. Liga Żużlowa 2019
1. ZOOLeszcz Polonia Bydg.  12 26 +133
2. Power Duck Iveston PSŻ  12 23 +193
3. OK Bedmet Kolejarz Opole  12 21 +142
4. Wilki Krosno  12 14 -3
5. Euro Finannce Polonia Piła  12 13 -38
6. Stainer Unia Kolejarz Rawicz  12 8 -35
7. Speedway Wanda Kraków
 12 0 -392
 Klasyfikacja końcowa Grand Prix 2019
1. flaga Polski Bartosz Zmarzlik
132
2. flaga Danii Leon Madsen
130
3. flaga Rosji Emil Sajfutdinow
126
4. flaga Szwecji Fredrik Lindgren 105
5. SVK Martin Vaculík 95
6. flaga Polski Maciej Janowski
87
7. flaga Australii Jason Doyle 84
8. flaga Polski Patryk Dudek 79
9. flaga Słowenii Matej Žagar 78
10. flaga Danii Niels Kristian Iversen 77
11. flaga Rosji Artiom Łaguta
66
12. flaga Szwecji Antonio Lindbaeck
63
13. flaga UK Tai Woffinden 60
14. flaga Polski Janusz Kołodziej 57
15. flaga UK Robert Lambert 39
16. flaga Australii Max Fricke 36

PARTNERZY

kibic-zuzla logozuzlowefotki-logo
WszystkoCzarne blog

Pomóż kontuzjowanym

KamilCieślar
DW43