
Tytułowa teza nie jest być może zbyt śmiała, za to w pełni uzasadniona. ZKS Stal Rzeszów niby walczy na torze, niby ma skład umożliwiający postawienie się innym drużynom, ale coś tam się przycina w trakcie zawodów i nie idzie tak, jak iść powinno. A jeżeli już idzie, to jak po grudzie. I co będzie dalej, tego nie wiedzą nawet najstarsi Indianie...
Jeżeli prolog był „od rzeczy”, to coś jest „na rzeczy” jeżeli chodzi o solidne nazwiska wpisywane w skład "Żurawi", które (chociaż to trudne) jadą do tyłu. Żeby nie było – nie jest to fenomen wyłącznie obecnego sezonu, a - jak sięgnę pamięcią - wielu, ale to wielu wcześniejszych. Zostawiając archiwa molom książkowym i przyglądając się najnowszym programom zawodów, to chyba nie będzie nadużyciem czepienie się Andreasa Lyagera. Wiem, że drużyna to kolektyw (zgodnie z definicją i szczytnymi hasłami), więc nie można jednego jeźdźca obarczać winą za wynik końcowy, ale... No właśnie! Tu nie ma „ale”, tylko taka bida z punktami, że aż piszczy. Przepraszam – może nie piszczy, tylko się koleboce, jak przysłowiowy błotnik albo dekiel na koło. Całe szczęcie, że kierownica żużlówki nie posiada dedykowanego miejsca na dzwonek, bo to by dopiero mogło rozpraszać...
W każdym razie "stabilizowanie" niestabilnej formy Andreasa sadza go na gorącym krześle i tylko patrzeć, jak włodarze naszego klubu wespół w zespół z Krzyśkiem Kasprzakiem zaczną się przyglądać zawartościom zamrażarek z zawodnikami bez kontraktów. To typowe żużlowe równanie z więcej niż jedną niewiadomą pozostawmy do rozwiązania profesjonalistom.
***
A teraz rozsiądźmy się wygodnie w fotelach i... cieszmy się z wygranej z Cellfast Wilkami Krosno, bo - póki co - większej radochy w tym sezonie nie doświadczyliśmy. Z wielu powodów mógł to być najważniejszy mecz sezonu, o czym z pewnością świadczyła wysoka frekwencja, pomimo niskiego poziomu mędrców ustalających termin „Derbów Południa” na... wtorek. Opinii zasłyszanych na trybunach, z uwagi na mnogość słów powszechnie uznanych za obelżywe, zacytować nie mogę. Wracając do meczu derbowego, to wynik na styku (46:44) po - na całe szczęście nieudanej - pogoni Wilków, pokazuje wagę punktów zdobywanych przez poszczególnych zawodników na własnym torze. Maksymalnie jeden może jeszcze "od biedy" coś z przysługującej puli zdefraudować, np. taki zerowy (choć waleczny) Anders Rowe, ale reszta musi już ocierać się o dwucyfrówki. Wnioski na poziomie piaskownicy, ale nie mam się czym posiłkować, bo remis z H. Skrzydlewska Orłem Łódź i wyjazdowe przegrane z Hunters PSŻ Poznań tudzież (pozdrawiam Mateusza Tudzieża) Innpro ROW-em Rybnik, tylko nas umocniły po ciemnej stronie tabeli Metalkas 2. Ekstraligi i dobitnie pokazują, jak łatwo stracić pagony. Czy też, jak kto woli, zostać zdegradowanym.

Nie mam czasu na obejrzenie całego filmu „Młodzi gniewni”, żeby samemu się sprawdzić, czy aby głupot nie piszę, ale na rozpoczęcie roku szkolonego to chyba wszyscy mieli gwarantowane „piątki” i tylko musieli je utrzymać, wybronić. Nie przez przypadek przychodzi mi na myśl takie rozwiązanie, pasujące jak ulał do ogromnego - logistycznego wyzwania z kontraktowaniem zawodników w których potencjał się wierzy... albo którzy jeszcze na wolnym rynku pozostali. Nie oszukujmy się, że do Rzeszowa gwiazdy żużla pchają się drzwiami i oknami, bo tak nie jest. Ostatnio popularne są takie ambitne powody jak: "sprawdzanie się w niższej lidze", "próba odbudowania formy" albo "złapanie luzu po kontuzji". Nie pozostaje nic innego jak mierzyć zamiary na siły (czego i innym życzę), rozglądać się za ciekawymi nazwiskami i... dać kredyt (o zaufaniu mówię!). Ni mniej, ni więcej taką sytuację mamy i w tym roku, więc „było się przyzwyczaić”.
Rasmus Jensen i Oskar Fajfer sroce (a może lepiej zabrzmi: Żurawiowi) spod ogona nie wypadli, ale i oni, i wszyscy kibice ZKS Stali Rzeszów doskonale wiedzą, co mają do udowodnienia. I to nie tylko sobie, chciałbym "z pewną taką nieśmiałością" przypomnieć. Mati Szczepaniak potrafi się ze startu nie tyle zabrać, co katapultować, więc szkoda ogony wozić (nawet niechcący). Najmłodsza młodzież rokuje, juniorzy starsi (ja do dzisiaj bronię swojego dobrego samopoczucia tą etykietą) punkty robią, więc może będzie off a nie down.
Krzysztofie, do dzieła! Swoją drogą, to polecam serię komedii „Do dzieła” Petera Rogersa, bo lepiej się śmiać niż płakać, a pomysły nie z tej ziemi mogą pomóc w ogarnięciu tych żużlowych – wiecznych dylematów.
Trochę czasu na szukanie rozwiązań jeszcze pozostało. Posiłkując się gwarą więzienną - trzeba rozkminić co idzie (a bardziej co jedzie) nie tak i postawić kropkę nad „i”. W tym wszystkim jest tyle zagadek, że bądź tu człowieku mądry i pisz wiersze... Na wiersze być może przyjdzie czas, ale póki co to taki sfrustrowany felieton wyszedł. A co ma mówić Lyager, którego się czepiłem, jak rzep psiego ogona? W każdym razie teraz to i ja własnych myśli nie słyszę, bo jadę rowerem i błotnik mi się koleboce...
Tomasz „Wolski” Dobrowolski


Niezależnie od tego, co kto myśli i co kto powie, ja chcę jeździć i wygrywać z najlepszymi w SGP.


Tygodniowy wykaz transmisji TV
