
"To dobre także do pływania" - zażartował Krzysztof Cegielski, obserwując, jak w ciągu dwóch sekund Robert Lambert z wysportowanego żużlowca zamienia się w "ludzika Michelin" (notabene, jeden z najstarszych zarejestrowanych znaków towarowych, zaprezentowany po raz pierwszy podczas wystawy światowej w Lyonie w 1894 roku).
Warto było tym razem obejrzeć poligowy Magazyn Canal+, zwłaszcza, że terminarz i Matka Natura podarowały wolną od speedwaya sobotę oraz krótszą niedzielę, co sprawiło, że wytrwać dłużej przed odbiornikami mogli także ci, którzy zwykle, po całoweekendowym bombardowaniu żużlem, w niedzielne wieczory nie chcą już słyszeć o żużlowej publicystyce, dywagowaniu, kogo bardziej nie powinno się wykluczyć, i mają po prostu dość. Sympatyczny straniero PRES Toruń i gwiazda Grand Prix zaprezentował praktyczne walory swojej kamizelki ochronnej, która - coś czujemy - szybko zrobi furorę. I dobrze. Akurat takich innowacji żużel potrzebuje. Ich nigdy dość.
"Lambo" nie zgodził się z opinią, że jest to ekwipunek nowy.
- Ja jeżdżę od 15. roku życia z taką kamizelką. Ma dodatkową piankę na plecach. W obecnych modelach trzeba by dołożyć tam specjalny ochraniacz. Nawet jeśli używanie tego sprzętu wymaga pewnego okresu adaptacji, to uważam, że warto. Sięgając do własnej historii, zaliczyłem już takie zawody w Niemczech, gdy - jestem przekonany - ta kamizelka uratowała mi zdrowie i karierę. Całość jest cięższa tylko o około 700 g od tradycyjnej "zbroi" - przekazał Lambert, który niebawem chyba w ogóle przestanie korzystać z pomocy tłumaczy, bo ewidentnie idzie w ślady Patricka Hansena i rozumie już praktycznie wszystko po polsku. Czyli niebawem opory miną i zacznie też "nawijać", niczym w zaufanym gronie.
Skomentuj na naszym FB





Tygodniowy wykaz transmisji TV
